Gradecki podsumowuje sezon w Challenge Tour

12 listopada 2021

Mateusz Gradecki – reprezentant Polski, który występował w zawodowym Challenge Tour w 2021 r. zakończył sezon znaczną poprawą swojej pozycji w cyklu. W klasyfikacji końcowej rankingu Road to Mallorca zajął 68. miejsce. Ten wynik gwarantuje mu udział we wszystkich turniejach Challenge Tour w 2022 roku.

Poniżej wywiad z Mateusz, przeprowadzony przez Przemysława Śmiałkowskiego z Kancelarii PR.

P. Ś.: Sezon 2021 dobiegł końca. Jak go oceniasz? 
M.G..: To był bardzo intensywny sezon. Zaczął się późno i skończył dosyć wcześnie. Wszystkie turnieje rozgrywałem jeden po drugim, brakowało nieco czasu na rozplanowanie i regenerację. Plany nieco pokrzyżował mi także Covid-19. Przed sezonem założyłem sobie dwa warianty tego, co chcę osiągnąć. Przede wszystkim chciałem znacznie umocnić swoją pozycję w Challenge Tour. Ten cel zrealizowałem, pomimo przejścia Covid-10 w drugiej części sezonu, co wyłączyło mnie na dwa turnieje i prawdopodobnie miało wpływ na wszystkie pozostałe do końca sezonu. Kończę tegoroczny Challenge Tour w pierwszej 70, ze zdecydowanie lepszą kategorią startową w przyszłorocznym sezonie. 

Jak grało Ci się w tym roku? 
Na pewno tegoroczny sezon mogę podsumować jako dużo plusów, związanych z moją grą. Cieszę się z powtarzalności mojej formy – wchodząc do gry czułem, że albo będzie dobrze albo bardzo dobrze. Coraz lepiej wiem jak grać, by jak najlepiej wykorzystać swój potencjał i możliwości w każdym z turniejów Touru i jak najszybciej adaptować się do kolejnych turniejów, przyzwyczajać do otoczenia i grać swoje najlepiej jak umiem. To była moja główna zmiana na ten sezon, co zaowocowało lepszymi wynikami – grałem golfa tak, jak potrafię, nie analizując, który to dzień turnieju, jaka jest jego ranga. Grałem po swojemu, byłem luźniejszy. To jest baza na następny rok.
Gdyby nie Covid, utrzymałbym pewnie miejsce w 40, 50-tce klasyfikacji generalnej. Na pewno zbliżyłbym się do mojego celu maksimum na ten sezon, czyli wejścia do pierwszej dwudziestki Challenge i bezpośredniego awansu do European Tour. Od początku tego sezonu było widać, że to, co przepracowałem w zimie daje efekty. Czułem się świetnie. Najpierw w turniejach Pro Golf Tour, rozpoczynając wygraną w Egipcie, a później w Challenge Tour, gdzie w pierwszym turnieju w sezonie, prowadziłem po pierwszych dwóch dniach rywalizacji, a zakończyłem go w pierwszej dziesiątce. 
Końcówka sezonu trochę „dojechała” mnie zdrowotnie. Najpierw koronawirus, a zaraz po nim, w szwajcarskim turnieju we Francji, trzy rundy grałem z zatruciem, czując się źle jak nigdy. Prawdopodobnie, gdybym był wtedy w Polsce, skończyłoby się to w szpitalu. Jednak takie sytuacje pozwalają poznawać i przełamywać swoje bariery i limity. To było dla mnie ważne doświadczenie, z którego wyciągam wnioski na kolejny rok.  

Co zmieni się w przyszłym roku?
Dzięki sukcesowi w tym sezonie, w przyszłym roku sam mogę decydować, w których turniejach cyklu będę startował. Możliwość decydowania o swoim kalendarzu jest niezwykle ważna. W ten sposób będę mógł zadbać o odpowiednie przerwy między startami, wtedy kiedy są one najbardziej potrzebne i pożądane. Mogę też lepiej zaplanować swój czas pozaturniejowy.
W przyszłym roku na pewno nie wezmę udziału we wszystkich turniejach Challenge Tour. Z tego co wiem o przyszłorocznym kalendarzu, egzotycznych, pozaeuropejskich turniejów ma być jeszcze więcej niż dotychczas – taki będzie początek, a może nawet pierwsza połowa sezonu. Na pewno więc wystartuję w Afryce, w RPA i w innych odległych lokalizacjach. Będzie tam wielu bardzo dobrych graczy, ale też świetna pogoda na start szczególnie na początku roku, gdy np. w lutym, pogoda do grania w Europie jest bardzo niepewna. Najważniejsze jednak jest odpowiednie rozplanowanie startów, żebym był wypoczęty i gotowy do każdego startu.
W przyszłym roku najpewniej zdecyduję się też na profesjonalny management, od strony sportowej, ale też sponsoringu, logistyki, organizacji, tak żebym mógł skupić się przede wszystkim na jak najlepszej grze.

Czujesz presję, jako jedyny Polak w Challenge Tour?
Nie mam szczególnej presji, żadnych blokad przez to, że jestem jedynym Polakiem na tourze. Poznałem większość moich współgraczy z Challenge Tour, na pewno w trakcie turniejów nie czuję się samotny. Jest trochę zawodników, którzy są jedynymi reprezentantami swoich krajów. Taka jest rzeczywistość, trzeba się z nią pogodzić, ciągnąć za sobą młodych i wtedy w przyszłości polska reprezentacja w czołowych zawodowych ligach świata będzie rosła.

Jak przygotowujesz się do sezonu?
W sezonie, bazując na analizie ostatniego startu, pracuję nad elementami, które wspólnie z trenerami uznajemy za wymagające udoskonalenia. To przygotowanie fizyczne, ale nie tylko.
Wśród osób z którymi współpracuję regularnie od kilku lat jest między innymi psycholog sportu Darek Nowicki. Co jakiś czas konsultuję się też z Mikiem O’Brienem, byłym trenerem polskiej kadry – to nie jest mój główny trener, ale jego rady jeśli chodzi np. o swing, technikę są bardzo cenne.
Bardzo dobrze wspominam też moje treningi w Orlando z Mikiem Benderem. To od wielu, wielu lat trener z czołowej piątki w USA, z doświadczeniem w największych ligach z PGA na czele. Pracował ze mną nad moją grą, nad swingiem. W czasie jednej godziny u Mike’a można dowiedzieć się o golfie tyle, ile przez 10 lat trenowania w Europie!
Teraz pracuję też z trenerem z Kanady, który pomaga mi w aspektach technicznych, ruchowych, można powiedzieć, że w biomechanice gry. Nigdy nie widziałem się z nim osobiście – wszystkie treningi prowadzimy online. Wcześniej tego nie praktykowałem, ale chciałem też spróbować czegoś innego, a taką formuję zajęć wymusiła pandemia. Zdalne nauczanie w golfie było zawsze, ale nigdy w takiej skali jak teraz, ale muszę powiedzieć, że jestem z tych treningów bardzo zadowolony.
Ogólnie powtarzalność w mojej grze już jest, ale chcę jak najbardziej wydłużyć okresy mojej równej, dobrej gry, tak by w przyszłym sezonie przekładało się to na dobre wyniki w każdej z czterech rund turnieju Challenge Tour. 

Współczesny golf to sport techniczny czy wytrzymałościowy?
Bardziej przechyla się w stronę umiejętności kontroli swoich myśli, podejścia do gry, nastawienia. Technika – bez tego nie da się oczywiście dojść do poziomu zawodowego, jest potrzebna by grać na bardzo wysokim, światowym poziomie. Ale żeby być i utrzymać się w światowej czołówce, oprócz aspektów fizycznych i technicznych, ważna jest sfera mentalna. Zaufanie sobie, poznanie tego, jaki rodzaj treningu i kiedy ci odpowiada, w jaki sposób się regenerować itp.

Jesteś jednym z pierwszych polskich zawodowych golfistów, dla których golf to już rodzinna tradycja. Czy golfowa rodzina pomaga, czy przeszkadza?
To na pewno jest na plus. Rodzice, czy siostra motywują mnie i jeżeli mają wpływ na moją grę to tylko pozytywny. To że możemy rodzinnie spędzić czas na golfie, jest bardzo miłe. Wsparcie rodziców było też kluczowe dla początków mojej kariery, ale także teraz bardzo pomagają mi w organizacji, logistyce moich startów.

Jakie pola najbardziej Ci pasują? Czy ich układ ma znaczenie w grze?
Kilka lat temu zauważyłem, że nie idzie mi za dobrze na polach typu parkland – takich, gdzie jest dużo drzew i potrzeba wielu różnych strzałów wokół tych drzew, szczególnie na pierwszych tee, przy uderzeniach driverem. Żeby być w grze, tak naprawdę trzeba nadawać piłce jak najmniej rotacji, wtedy jest łatwiej grać w takich warunkach. Teraz już bardzo pewnie czuję się na takich polach. Bardzo lubię takie nietypowe pola, gdzie dużo się dzieje, nie pola z takimi długimi prostymi dołkami, można powiedzieć, nudnymi. Lubię takie ciekawe pola.
Pola typu amerykańskiego też lubię. Na każdym polu są inne warunki, inne trawy, dlatego umiejętność adaptacji to podstawa w golfie. 

Cel na przyszły sezon? 
Awans do European Tour. Rozegram pełny sezon Challenge Tour i będę mógł być optymalnie przygotowany do walki o wejście do najlepszej dwudziestki cyklu i awans do European Tour. 

Gdzie widzisz się za kilka lat? IO w Paryżu, European Tour, USA?
Bardzo lubię grać w Europie, ale docelowo, patrząc gdzie jest najlepsza liga na świecie, cotygodniowa rywalizacja na najwyższym poziomie, to Stany. Kiedy to będzie? Jeszcze nie wiem, ale myślę, że za mniej lat niż więcej. 
Tokio było celem, który był realistyczny, ale bardzo oddalony. Gdy go sobie stawiałem nie byłem przecież jeszcze nawet zawodnikiem Challenge Tour, a w stolicy Japonii zobaczyliśmy głównie zawodników European Tour. Uczestników Challenge w igrzyskach można było policzyć na placach jednej ręki, wśród nich tych, którzy pojechali tam dzięki temu, że wyżej notowany reprezentant zrezygnował z udziału. Droga do igrzysk w 2024 r. już trwa. Byłem niedawno na wyjeździe wakacyjnym w Paryżu, widać, że miasto już przygotowuje się do organizacji. Zobaczymy co będzie, ale ten cel jest dla mnie realny. Zaczynam jednak od walki o awans do European Tour, a co będzie dalej, zobaczymy. Najważniejsze, żebym widział progres swojej gry. Nie ważne czy będzie to za rok, dwa, czy cztery, osiągnę swój cel.

Fot. materiały prasowe / fot. na stronie głównej Strzały na fairwayu