Meronk po sukcesie w RPA: radość mieszała się ze złością

1 grudnia 2020

Adrian Meronk odnotował w niedzielę najlepszy wynik w swojej karierze, jak również w historii polskiego golfa – był liderem w turnieju cyklu European Tour, a ostatecznie zajął dzielone drugie miejsce w Alfred Dunhill Championship. Po zawodach w RPA awansował na 195. pozycję światowego rankingu, przeskoczył z 125. na 81. miejsce w Race to Dubai i przesunął się w rankingu olimpijskim na 54. miejsce, podczas gdy 60 najlepszych zawodników z tego zestawienia otrzyma prawo startu w igrzyskach w Tokio. Mimo sukcesów, sam studzi nieco emocje. Zapraszamy do lektury wywiadu.

Gdy po zakończeniu turnieju znalazłeś się w hotelu, emocje zaczęły opadać, to jakie pojawiły się uczucia? Był relaks czy świętowanie?
Jak już wróciłem do pokoju, to sprawdzałem jeszcze wszystkie wyniki. Potem medytowałem i… pojechałem na safari do Parku Krugera. Towarzyszyły mi mieszane uczucia – z jednej strony satysfakcja i radość, z drugiej czułem niedosyt, było we mnie też trochę złości.

Telefony z gratulacjami na pewno się rozdzwoniły.
Ja do nikogo nie dzwoniłem, za to wszyscy do mnie. Przez pierwszych kilka godzin nie chciało mi się z nikim rozmawiać. Oczywiście cieszy mnie to, że wszyscy dziękowali za dużo emocji, które przeżyli oglądając turniej. Że są dumni. Takie wiadomości budują i motywują do dalszej pracy, dodają skrzydeł.
Miałem też trochę telefonów od dziennikarzy. Obecność golfa w mediach na pewno na dobre wyjdzie, ale nie ukrywam, że od środy chciałbym mieć spokój. Muszę skupić się na kolejnym turnieju. We wtorek wieczorem czas na ostatnie telefony, a resztę chętnie odbiorę, ale po powrocie do domu.

Który nastąpi kiedy?
Oby nie prędko. Wszystko zależy od tego, jak zagram w tym tygodniu. Powrót albo w niedzielę, albo za dwa tygodnie. Proszę życzyć mi, abym jednak za szybko nie wracał.

Jesteś już w hotelu w Sun City, 200 km od Johannesburga, gdzie w czwartek rozpocznie się South African Open. Jak podoba się Tobie pole w Gary Player Country Club?
Dzisiaj (we wtorek – przyp.red.) grałem rundę treningową. Jestem tu pierwszy raz. Pole bardzo trudne, wymagające. Dosyć wąsko z tee, więc będzie trzeba grać prosto. Dołki wąskie, wszędzie busz, greeny małe i pofałdowane, więc będzie trzeba uderzać approach’e w dobre miejsca.
Pole leży w otoczeniu gór, w dolinie, gdzie wiatr cały czas się zmienia, dużo kręci, odbija od drzew, cieżko zatem przewidzieć podmuchy. Myślę, że będzie ciekawie podczas turnieju. Jestem trochę zmęczony, ale czuję się dobrze. Dziś wieczorem już odpoczywam, jutro też poza treningiem nie będę za dużo robił, aby zachować jak najwięcej energii na czwartek. By dać z siebie wszystko.

Z czego jesteś najbardziej dumny po odnotowanym sukcesie? Poza „liderowaniem” i osiągniętym miejscem, bo to oczywiste.
Na pewno jestem zadowolony z dobrego planu gry i faktu, jak go realizowałem. Grałem bezpiecznie, pewnie, a to pole tego wymagało. Jestem ogólnie zadowolony z tego, jak grałem, najbardziej z puttingu i krótkiej gry. Również ze stabilności. Dopiero ostatniego dnia zrobiłem pierwszego double’a w turnieju, a wcześniej prawie wszystkim się to zdarzało, bo pole Leopard Creek jest bardzo trudne. Dużo pozytywów wynoszę z tego turnieju.

A najbardziej bezcenne z nich to..?
Doświadczenie bycia liderem w turnieju cyklu European Tour i to nie przez chwilę, a przez trzy dni. Prawie cztery. Tego nigdy wcześniej nie miałem okazji przeżyć. Na pewno towarzyszyła temu jakaś presja i nerwy, ale czułem się z tym wszystkim fajnie. Nie robiłem głupich błędów ze stresu, grałem dobrego golfa. Wierzyłem w swoje umiejętności. Upewniło mnie to w tym, że jestem gotowy na zwycięstwo i następnym razem będę dużo pewniejszy.

Nie ekscytujesz się punktami w rankingach? 
Cieszy awans w rankingu światowym, choć cały czas mam w głowie, że gdybym zrobił para na ostatnim dołku, to praktycznie byłbym w Dubaju. Tego nie da się już zmienić, ale marzenie o światowym finale zostaje. Już w kolejnym turnieju będę walczył o prawo startu w Dubaju, czyli turnieju w którym udział nie tylko dałby mi wielką satysfakcję, ale jest też bardzo ważny w kontekście igrzysk. 

Właśnie. Pniesz się w rankingu olimpijskim. Możemy już mówić o pewnym starcie w Tokio?
Szczerze mówiąc wcale nie wiem, czy to takie pewne. Zostało siedem miesięcy do zakończenia rankingu. Jeszcze dużo może się wydarzyć. Nie lubię zapeszać. Poczekajmy do czerwca. Nie wolno mi ani zwalniać tempa, ani zanadto wybiegać myślami. Ja bym jeszcze się nie cieszył, tylko robił swoje. Czyli grał najlepiej jak potrafię, walczył o jak najwyższe miejsca w turniejach, a co za tym idzie w rankingu. 

Jakbyś mógł jeszcze wrócić do ostatnich dołków niedzielnego finału. To już była czysta gra emocji?
To był golf, któremu towarzyszyły duże emocje i małe błędy. Ja czułem się w miarę swobodnie, choć cały dzień był ciężki. W całej finałowej rundzie trzeba było radzić sobie z mocnym wiatrem, leaderboard się zmieniał. Kilka słabszych decyzji, słabszych strzałów i wyszło, jak wyszło… W finale trzeba było dostosować się do tych zmian pogody i przez większość dołków mi to wychodziło. Na końcu piłka uciekła, gdzie nie powinna. Zazwyczaj, w innych turniejach, wiatr mi sprzyjał. Z jednej strony byłem przygotowany na takie podmuchy, wiedziałem, jak grać na tym polu, szczególnie że w zeszłym roku wiało podobnie. Z drugiej, ciężko było się przestawić, bo i rundy treningowe plus pierwsze dni turnieju rozgrywaliśmy w zupełnie innych warunkach. Na pewno teraz mi to przeszkodziło. Oczywiście wszystkim pogoda utrudniała grę, a najlepiej poradził sobie z nią Christiaan.

Pytanie z nutą uśmiechu. Jacek Person, komentujący transmisję w Golf Channel Polska, wyłapał, że dużo jesz podczas rundy… 
Nie wiem, czemu kamera tak często wyłapywała momenty, jak jem, ale przyznaję, że to bardzo ważny element. Staram się systematycznie uzupełniać kalorie. Jem niedużo, za to często. To ważne szczególnie w tak wysokiej temperaturze, bo energia szybko ucieka. Współpracuję z firmą Biorsel – sięgam po ich batony energetyczne. Do tego najlepiej na polu sprawdzają się orzechy i banany. Oczywiście plus woda i elektrolity. 

Dziękuję za rozmowę i z całego serca życzę powodzenia!
Rozmawiała: Anna Kalinowska

fot. Marek Darnikowski