Adrian Meronk: Przyzwyczajam się do rywalizacji z najlepszymi na świecie

1 kwietnia 2020

Jeszcze kilka lat temu swoich golfowych idoli podziwiał na szklanym ekranie. Dziś w turniejach European Tour rywalizuje ze światową czołówką. Korzystając z dłuższego niż planowany pobytu w domu, Adrian Meronk, wspomina swoją konfrontację z idolami, najmilsze momenty przerwanego epidemią koronawirusa sezonu oraz odsłania kulisy treningu mentalnego.

Gdy po latach treningów, setkach turniejów, w końcu spotykasz na range’u swoich sportowych idoli to…
Wkracza ekscytacja. Na początku ciężko oderwać wzrok. Patrzysz na prawo i lewo – tu Kaymer, tu Stenson, tu Garcia. Pamiętam moment, gdy zobaczyłem legendę golfa Phila Mickelsona podczas treningu krótkiej gry, a na range’u Dustina Johnsona. Obserwowałem jak gra driverem, patrzyłem na uderzającego Brooksa Koepkę. Spędziłem w Dubaju miesiąc i na dwa tygodnie przed rozgrywanym tam turniejem większość graczy już się do niego przygotowywała, więc na początku ciężko mi się było skupić. Podpatrywałem, co kto robi. Porównywałem nie tyle technikę, co trajektorię uderzenia, bo jej tak naprawdę w telewizji nie widać. Każdy ma swój styl, swój swing, a na tym etapie nie można już nikogo naśladować. Jak dorastałem moim modelem swingu był ten w wykonaniu Karlssona, więc pewne elementy techniczne starałem się “zassać”, aby zbliżyć do autorytetów. Na obecnym poziomie nie warto już zmieniać swojej techniki, bo uderzyć tak samo jak oni przecież potrafię. Teraz chodzi o powtarzalność.

Kogo teraz najbardziej podziwiasz?
Przy trzecim turnieju z tak znanymi nazwiskami światowego golfa ich obecność stała się już dla mnie normalna. Spotykasz się z nimi hotelu, w samochodzie i… przyzwyczajasz się. Ale wciąż sportowym autorytetem jest wciąż Rory McIlroy i Tiger Woods. Ich podziwiam najbardziej.

Mógłbyś wygrać matchplay’a z Rorsem?
Tak! Trzeba wierzyć w siebie i ja wierzę. Golf to sport, to gra. Myślę więc, że miałbym szansę, szczególnie, że gramy już w tych samych turniejach. Wygrana? Czemu nie.

Jak teraz zmienia się Twój golf? Czy wciąż trener wprowadza jakieś modyfikacje do techniki?
Mimo że technika na tym poziomie gry jest dobra, to gdy bierze się udział w kilku turniejach z rzędu to ze zmęczenia zaczynają wkradać się jakieś stare niedobre nawyki. To samo się dzieje, gdy ma się zbyt długą, ponad miesięczną przerwę. Więc praca nad pilnowaniem techniki jest nieustanna. Golf jest takim sportem, w którym nie da się dojść do perfekcji. To jest raczej nieustanne szlifowanie. 

To jak wygląda trening golfowy na tak wysokim poziomie?
Zacznę od czegoś oczywistego dla golfistów, czyli przypomnienia, że podczas rundy przechodzimy około 13 kilometrów w 4,5 godziny, do tego dochodzi półtorej godziny rozgrzewki przed grą i godzinny trening po rundzie. Plus mniej więcej co drugi dzień siłownia. W tygodniu turniejowym mam sześć takich dni z rzędu, a czasami… aż cztery turnieje z rzędu. Potrzeba nie tylko doskonałej kondycji, ale i psychiki, bowiem golf wymaga maksymalnego skupienia w krótkich odstępach czasu. Ja podczas turnieju miewam naprawdę wysoki puls. W tygodniach bez zaplanowanych startów spędzam 4-5 godzin dziennie przez 5 lub 6 dni w tygodniu na treningach golfowych, które uzupełniamy jeszcze ponad godzinnym treningiem na siłowni. Do tego codzienna medytacja i praca mentalna, która jest istotną częścią tej gry.

Jak wygląda ten trening mentalny? Uchylisz rąbka tajemnicy?
Od ponad 2 lat współpracuję z angielskim psychologiem. Co tydzień rozmawiamy przez Skype, przygotowując się aktualnie do wznowienia rozgrywek. Większą część naszej pracy zajmuje oczywiście golf, nakierowanie na moje cele sportowe, ale rozmawiamy też o życiu. 

Dużą rolę w moim przygotowaniu psychicznym odgrywa codzienna medytacja z mantrą. Wiedziałem, że najlepsi gracze to praktykują m.in. Rory McIlroy i Jason Day. Przymierzałem się do tego, ale nie wiedziałem, jak się za taką medytację zabrać. Udało się to pod skrzydłami psychologa i wiem, że przynosi pozytywne efekty. Medytacja bardzo mi pomogła, szczególnie rok temu.

Mantra brzmi tajemniczo. Wyjaśnij proszę, jak wygląda taka medytacja z mantrą.
Zwykle medytuję dwa razy dziennie po około 20 minut, w pozycji leżącej lub siedzącej. Włączam specjalny program, zamykam oczy, słucham powtarzającej się mantry i skupiam się na oddechu. Gdy czasu w ciągu dnia brakuje, to chociaż rano staram się relaksować ciało i wyciszać umysł. To bardzo pomaga w opanowaniu, zachowaniu spokoju, w skupieniu się, w nauce szybkiej koncentracji, której potrzeba na polu. Jestem bardziej obecny tu i teraz. Więcej obserwuję, więcej widzę. 

Ze spokoju słynie też Twój nowy caddie Irlandczyk Dermot Byrne…
To prawda. Szukałem caddiego, a pomagająca mi agencja Hambric Sports, zaproponowała współpracę z Dermotem, który pracował przez 9 lat z mistrzem The Open – Shanem Lowry, a wcześniej m.in. z Stephenem Gallacherem. Ma zatem wielkie doświadczenie i wiele znajomości. Pracujemy razem od początku roku kalendarzowego. Jestem zadowolony, ale… zobaczymy co dalej. Bije od niego spokój i opanowanie. Nawet w najtrudniejszych momentach potrafi mnie więc uspokoić, pomaga mi się skupić. Przed turniejem, zwykle na rundzie treningowej, ma zawsze dla mnie gry czy testy, które robił z Shanem. Na przykład rzuca piłkę gdzieś wokół greenu i muszę zagrać up-and-down czy matchplay z nim. To fajne przygotowanie do krótkiej gry przed startem. Gramy zwykle o lunch, więc zawsze jest ten element rywalizacji. Rozmawiamy pomiędzy strzałami, czy podczas lunchu, ale poza polem nie mamy póki co kontaktu, jeszcz nie opowiadał mi jakiś ciekawych anegdotek ze swojej kariery.

Który z dotychczasowych turniejów European Tour najbardziej utkwi Ci w pamięci?
Udział w Abu Dhabi HSBC Championship serii Rolex Series był wielkim wydarzeniem. Udało się zagrać w turnieju tym rangi, choć dostałem tę szansę w ostatniej chwili, w przededniu zawodów wskakując z listy rezerwowej. Cała otoczka i flight, w którym grałem były super (w swojej grupie Meronk miał Norwega Viktora Hovlanda oraz Szweda Roberta Karlssona – przyp.red.).

Najmilsza chwila tego sezonu?
Mój najlepszy jak dotychczas finisz w European Tour, czyli 27. miejsce w Saudi International. Ale jeśli chodzi o miłe chwile to jest ich dużo więcej. Miły jest m.in. fakt, że na każdym turnieju cyklu, przy obsłudze zaawansowanych technicznie statystyk, pracuje około 60 Polaków z firmy FlightScope. Oni się bardzo ucieszyli, gdy zobaczyli polską flagę na liście startowej, a ja się cieszę, że w ten sposób nie jestem już osamotnionym Polakiem w European Tour. Teraz na każdym dołku kilka osób życzy mi powodzenia, mimo że nie były to osoby związane prywatnie z golfem. Dzięki pracy dla turu interesują się nim coraz bardziej pod względem sportowym, a nie tylko technicznym. Większość z nich jest ze Śląska, to naprawdę fajna ekipa, która robi dobrą robotę dla ET.

Uderzenie, z którego jesteś najbardziej dumny to…
Ostatni dołek w Arabii Saudyjskiej, drugi strzał na par 5. Zagrałem 8 iron tak ze 180 metrów, a piłka wylądowała na 4 metry od dołka. Była więc szansa na eagla. Nie udało się, ale wykonałem naprawdę fajny strzał na zakończenie gry w tym turnieju.

„Strzał”, który wolałbyś wymazać z karty wyników i z pamięci…
Już dawno takie wymazałem. Analizuję złe momenty zaraz po turnieju, po czym wdrażam plan, by je wyeliminować. Potem nie ma co tego więcej roztrząsać.

Na które pole najchętniej byś wrócił?
Leopard Creek w RPA, gdzie graliśmy jeszcze w listopadzie. Pola wspaniałe, niestety pogoda utrudniała cieszenie się nim, bo temperatura przekraczała 40 stopni. Ciężko było nawet myśleć. Setup ciekawy – dołki trochę z góry, trochę pod górę, kilka w lesie, a wszystko przy parku narodowym, w którym można podziwiać dzikie zwierzęta w tym hipopotamy, słonie i żyrafy w swoim naturalnym środowisku. To był fajny dodatek.

Czy był jakiś obiekt, który zupełnie Tobie nie podszedł?
Ze wszystkimi polami się zaprzyjaźniłem. Niezależnie od mojej gry, każde mi się podobało.

Z którym z zawodników najbardziej się zaprzyjaźniłeś?
Nie mam jakiś nowych przyjaźni, ale blisko trzymam się z golfistami, których znam jeszcze z Challange Tour czy z college’u. To np. Matthias Schwab z Austrii i Calum Hill ze Szkocji.

Czy jest coś, czego masz w obecnym życiu dość? Co Cię męczy?
Życie na walizkach. Choć spełniam swoje marzenia to tych podróży mogłoby być mniej. Wiadomo jednak, że to element życia sportowca i trzeba się do tego przyzwyczaić. Nie robię statystyk, ile dni w roku spędzam w drodze, ale rzeczywiście na niektórych lotniskach czuje się prawie jak w domu. Port w Katarze bardzo mi się podoba, uważam go za jeden z wygodniejszych, a bardzo przyjazne jest też lotnisko w Monachium. Nie lubię przesiadek w przytłaczającym Frankfurcie, gdzie zazwyczaj mam mało czasu i muszę biegać między terminalami. Paryż jest najgorszy, bo często gubią tam bagaże. 

Czy są jakieś elementy z European Tour, które można by wprowadzić do polskich turniejów? Mowa o takich realnych, adekwatnych do poziomu finansów w polskich golfie…
Szczerze mówiąc dużych różnic w przebiegu turniejów nie ma. Oczywiście w ET są trybuny pełne ludzi i ogromne budżety na każde zawody, ale jak na nasze warunki to polskie turnieje są dobrze zorganizowane, niczego im nie brakuje. Duży nacisk ET kładzie na czas gry, więc fajnie byłoby zmotywować krajowych sędziów do tego, by bardziej pilnowali tempa gry naszych zawodników.

Odwołane lub przełożone turnieje z powodu epidemii – jak sądzisz – czy taki przestój w golfie będzie miał duży wpływ na grę zawodników, gdy wszystko wróci do normy? Spodziewasz się dużych przetasowań w rankingu?
Na pewno będą zawodnicy, którzy ten przestój zniosą lepiej, inni gorzej. W golfie wysoka forma trwa krótko, więc ci, którzy teraz świetnie grali, po takim zawieszeniu, będą mieli trudne zadanie. Ci, którym teraz nie szło będą mieli dużo czasu, aby popracować nad tymi aspektami, które wcześniej nie zagrały. Tylko nikt nie wie, kiedy ten pierwszy po przerwie turniej się odbędzie… Póki co mówi się o czerwcu, ale z każdym dniem dochodzą nowe informacje. 

Jak spędzasz teraz czas w domu?
Oczywiście z rodziną. Jest wreszcie chwila na gry planszowe, na wspólne oglądanie filmów. Polecam polski serial Wataha, o strażnikach granicznych. Gram też na PlayStation, ale nie w golfa. Ściągnąłem GTA 5, a lubię też zagrać w Call of Duty i FIFA. Do tego oczywiście sprzątanie, gotowanie…

To jakie jest popisowe danie Adriana Meronka?
Nie ma takich za dużo. Nie jestem wybitnym kucharzem, ale łosoś z ryżem i warzywami w sosie teriyaki smakuje całej rodzinie.

Rozmawiała: Anna M. Kalinowska

Fot. archiwum Challenge Tour/ wrześniowy triumf Meronka w 57. Open de Portugal