Alejandro Pedryc o studiach i grze w Texas Tech University

23 marca 2020

18-letni Alejandro Pedryc w jednym sezonie, w 2018 roku, triumfował zarówno w mistrzostwach Polski mężczyzn, jak i mistrzostwach Polski match play oraz czempionacie juniorów. Dzięki świetnej grze w mistrzostwach Europy oraz Eisenhower Trophy kilka wysoko notowanych uczelni z USA proponowało mu stypendium. Ostatecznie wybrał naukę w Texas Tech University – uczelni z 1 dywizji NCAA, jednak amerykański sen przerwała epidemia koronawirusa, zmuszając Alejandro do powrotu do domu.

Wyjechałeś do Stanów w styczniu, a w połowie marca zostałeś zmuszony do powrotu…
Gdy gruchnęła wiadomość o pandemii uczelnia ogłosiła, że pozostała część semestru będzie realizowana online. Cały sezon golfowy też został zawieszony, a jako drużyna straciliśmy możliwość treningów, osobom z zagranicy zalecono powrót do domów. Dlatego wróciłem do Warszawy i odbywam teraz obowiązkową kwarantannę. Ale rzeczywiście w tej sytuacji lepiej być z rodziną, nie ma co ryzykować. 

Jak wyglądała nauka i trening w Texas Tech University?
Dużo nie mogę powiedzieć, bo póki co byłem tam niecałe 2 miesiące, ale na pewno były to jedne z najlepszych miesięcy w moim życiu. Szybko zgrałem się z drużyną. Jej połowa to Amerykanie, a poza nimi w składzie będzie teraz trzech Norwegów, Szwed, Szkot i ja. Najlepiej rozumiałem się ze Szwedem. Początkowo odczuwałem pewną różnicę np. w poczuciu humoru czy generalnie mentalności między Europejczykami a Amerykanami. Ale zgraliśmy się.

Jak było na pierwszych treningach? 
Byłem nieco speszony, nie grałem zbyt dobrze. Wiadomo, że jakoś kolosalnie nie odbiegam umiejętnościami od innych członków ekipy – na range’u każdy z nas potrafi piłkę tak samo uderzyć. Ale nie znając ludzi wokół nie byłem pewny siebie, czyli właściwie nie byłem sobą. Trener mówił, że każdy przez ten etap przechodzi, no i rzeczywiście z czasem minęło. Na pewno nie byłem pierwszy, który tak ma i nie ostatni. 

Jak wyglądają treningi golfowe? Różnią się bardzo od tych w Polsce?
Najczęściej mamy ustawione stacje – na putting greenie lub na range’u z Trackmanem. Każde zadanie robimy na wynik. Każde uderzenie treningowe ma być porównywalne z tym, co byśmy robili na polu. Nie ma uderzenia dla samego uderzania, żadnych towarzyskich rund, gadania podczas treningów. Wszystko na pełnej koncentracji. Jak gramy z drużyną to o coś. Zawsze z elementem rywalizacji. To dla mnie bardzo motywujące. Treningi golfowe uzupełnione są siłownią, na którą chodzi się trzy razy w tygodniu o 6 rano…

Na jakich aspektach koncentruje się szkolenie?
Head coach i jego asystent właściwie nie ingerują w technikę uderzenia. Jeśli już mają jakieś uwagi wobec techniki to zgłaszają je do naszych indywidualnych trenerów (ja od stycznia jestem pod skrzydłami Matthew Tippera). Na tym etapie ingerencja w technikę nie może być duża. Pewne niuanse można poprawić, ale trenerzy zwracają uwagę, że nie ma sensu przebudowywać komuś swingu. Uwagę zwraca się tu głównie na przygotowanie mentalne, wizualizację i strategię gry. Nigdy nie miałem z tym aż tak do czynienia. Gdy trenerzy wzięli mnie na jeden turniej, jako obserwatora, to zdałem sobie sprawę z tego, jak dużo można zyskać lub stracić dzięki strategii. Możesz dobrze zaplanować strzał, ale uderzyć go źle, a piłka i tak będzie w niezłej pozycji. Jak zaplanujesz dane uderzenie źle, to nawet jak nieźle wykonasz strzał, to piłka wyląduje w miejscu, z którego potem ciężko grać. Na to kładzie się tutaj nacisk, tak samo, jak na analizę pola, zanim jeszcze na nie pojedziemy. 

A co z pozostałymi zajęciami? Jak wyglądają studia?
Na pierwszym roku wybiera się ogólne przedmioty. Już wiem, że wolę studiować biznes i finanse niż planowaną wcześniej architekturę. Zajęcia póki co są dość dziwne, bo poza matematyką mam na przykład historię edukacji, muzykę w zachodniej cywilizacji i politykę w Teksasie. Językowo bez problemu, wdrożyłem się do studiowania po angielsku, ale… brakuje mi polskiego. W głębi duszy czuję, że angielski to nie mój język. Fajne jest to, że póki co mam jedynie trzy godziny zajęć studenckich dziennie, więc jeszcze przed południem zaczyna się golfowy trening. Większość czasu spędza się na polu, które jest blisko kampusu.

Rozumiem, że teksańska pogoda sprzyja…
Wiosna była bardzo wietrzna. Kilka dni było naprawdę zimnych – około 5 stopni na tych pustynnych terenach sprawiało, że odczuwalna temperatura była ciężka do zniesienia. A mimo wszystko graliśmy. Gdy wiało, padało, gdy zamarzały chorągiewki. Wiedzieliśmy jednak, że trening w trudnych warunkach daje więcej niż gra w komforcie. Jedynie raz trening się nie odbył, jak spadł śnieg, co tutaj jest jednak anomalią. Trenowanie w takim wietrznym Teksasie i na polu, które nie jest w super stanie (trawa jest sucha i żółta, greeny nie są perfekcyjne) naprawdę wiele daje. Ciągle trzeba manewrować między niskimi a wysokimi uderzeniami, walczyć z wiatrem. Potem jak się pojedzie na zawody do Kalifornii to gra w perfect pogodzie, na pięknych, zielonych fairway’ach, idealnych greenach jest czystą przyjemnością.

Jak wyglądają warunki mieszkaniowe? Jesteś z nich zadowolony?
Zostałem zakwaterowany w akademiku. Na cztery osoby mamy do dyspozycji salon, dwie łazienki, kuchnię, a każdy ma swój pokój. Ponieważ doszedłem w połowie roku to zostałem zakwaterowany z trzema przypadkowymi studentami, ale trzech kolegów z drużyny mieszkało obok, więc dużo czasu spędzaliśmy razem. Warunki są w porządku.

Czy zdążyłeś już zatęsknić za domem? 
Półtora tygodnia temu pierwszy raz poczułem, że brakuje mi domu, bycia z rodzicami, rozmów po polsku czy pogłaskania naszych psów. Po czym gruchnęła wieść o pandemii i w ciągu kilku dni wróciłem do kraju. Czekam spokojnie na to, aż sytuacja wróci do normy, a odwołanymi turniejami tak bardzo się nie przejmuję. Wiem, kim chcę być za jakiś czas. Turnieje są po drodze. Trenuję przez wiele lat nie po to, aby dobrze wypaść na tych czy tamtych zawodach. To są tylko etapy w drodze do celu. 

Rozmawiała Anna M. Kalinowska


Fot. na slajderze Strzały na fairway’u / Fot. w galerii – archiwum prv A.Pedryca