Akademia Mazury G&CC, czyli jak stać się największym klubem golfowym w Polsce

6 listopada 2018

W ciągu dwóch lat, dzięki zorganizowanej głównie dla seniorów akademii, Mazury Golf & Country Club stał się największym klubem golfowym w Polsce, a położone w podolsztyńskich Naterkach 18-dołkowe pole zyskało rzeszę nowych klientów. Obyło się bez promocji w mediach, bez znanych sponsorów, za to z wielkim wsparciem właścicieli obiektu, zaangażowaniem wolontariuszy oraz z dotacją Urzędu Marszałkowskiego Województwa Warmińsko Mazurskiego. Inicjatorzy akcji – Maria i Kazimierz Mitukiewicz – postanowili podzielić się swoimi doświadczeniami.

Mazury Golf & Country Club to jedno z trzech najstarszych pól w Polsce. Położony pod Olsztynem obiekt powstał w 1993 r., a rok później zawiązał się tu klub Olsztyński Klub Golfowy, który później przekształcił się w Mazury Golf & Country Club. Pod koniec 2015 r., po 21 latach działalności liczył 103 członków. Dziś zrzesza 346 graczy, co czyni go najliczniejszym klubem golfowym i zarazem stowarzyszeniem golfowym w kraju. Co było motorem napędowym promocji golfa wśród mieszkańców Olsztyna?

Maria i Kazimierz Mitukiewicz: Od ponad 20 lat mamy do dyspozycji przepiękne pole, należące od 2010 r. do firmy Inter Parts państwa Anny i Waldemara Bacławskich. Na co dzień korzystało z niego około stu członków naszego klubu. Wiadomo było, że to za mało, aby pokryć bieżące koszty utrzymania 18-dołkowego pola. W 2016 r. został oddany nowy dom klubowy, więc koszty rosły, a nowych członków nie przybywało.

Można siedzieć i czekać aż nowi golfiści spadną z nieba lub narzekać, że Warmia i Mazury to golfowa pustynia. Ale idąc tym tropem za kilka lat mogłoby się okazać, że właściciele zamkną pole lub podniosą ceny i nie będziemy mieli, gdzie grać.

Państwo Bacławscy doskonale rozumieli, że bez konkretnych działań na pole nie przyjadą setki chętnych. My czuliśmy, że skoro dostajemy taki obiekt do wykorzystania to czas dać od siebie coś w zamian. Postanowiliśmy wszyscy zakasać rękawy i działać.

Niejednokrotnie pola i kluby inwestowały w promocję, zapraszały na darmowe lekcje… a efektów nie było.

Stwierdziliśmy, że dla pozyskania nowych członków i klientów na green fee nie sprawdzają się telewizja, radio, ani żadne inne media. Jeszcze bardziej nie funkcjonują imprezy dla „przyjaciół królika” typu akademia, na którą zapraszamy każdego, oferujemy darmową lekcję, rozdajemy gadżety, po czym… ludzie wyjeżdżają i nigdy nie wracają. Trzeba było wypracować inną formułę.

Jaką?

Formułę, która sprawia, że ludzie poważnie i odpowiedzialnie podejdą do oferowanego im kursu. Zadeklarują się, przyjdą i odbędą pierwsze lekcje, po których zdecydują, czy to sport dla nich. Metoda, że wieszamy plakat o darmowej lekcji i czekamy z założonymi rękami, kto przyjdzie na pole nie działa.

Co zatem zadziałało i sprawiło, że 2016 r. okazał się przełomowy?

Usłyszeliśmy, że u marszałka województwa są środki na promocję aktywności osób starszych i postanowiliśmy, przy okazji turnieju seniorskiego zorganizować jednodniową akademię. Na turniej dostaliśmy dofinansowanie w wysokości 22 tysięcy złotych. Przy tej okazji zorganizowaliśmy jednodniową akademię golfa dla znajomych i przyjaciół. Niestety z 65 uczestników prowadzonych przez 8 naszych wolontariuszy, nikt nie został członkiem klubu. Na kolejny sezon zgłosiło się 16 osób, czyli dalej bez szału.

W 2017 r. przez trzynaście tygodni w ramach projektu Warmia-Mazury Golf Seniors Open trwała Akademia Seniora, której celem była aktywizacja osób starszych w regionie warmińsko-mazurskim. Zwieńczeniem inicjatywy była druga edycja turnieju Warmia-Mazury Golf Seniors Open 2017 w dniach 22-23 lipca w Naterkach. W całym cyklu akademii ponad 150 seniorów aktywnie uczestniczyło w zajęciach nauki gry, reguł i etykiety golfa.

W 2017 roku, po przeprowadzonej akademii, kartę HCP uzyskało sto osób. Skąd taki boom?

Zrozumieliśmy, że aby darmowa akademia przynosiła efekt musimy inaczej podejść do sprawy. Musimy zorganizować ją w wojskowy sposób, dać ludziom do zrozumienia, że jeśli chcą się zapoznać z podstawami gry to muszą do sprawy podejść poważnie. Od roku 2017 wprowadziliśmy pewne rygory, które sprawdziły się genialnie. W 2018 r. w akademii wzięło udział 250 osób, z których blisko połowa po kursie zapisała się do naszego klubu, wyrabiając kartę HCP i sprawiając tym samym, że zostaliśmy największym klubem golfowym w Polsce.

Zaczynając od początku. Kto został zaproszony do uczestnictwa w akademii i jaką rolę odegrały w tym media?

Żadną. Wiedzieliśmy, że lepiej sprawdza się prywatne zaproszenie kierowane do osób, które wśród swoich znajomych mają już golfistów. Dlatego nasi członkowie zaczęli zapraszać znajomych. Zakładaliśmy, że uzbieramy 15, może 30 osób. Okazało, że ci nasi golfiści w swoich kręgach prywatnych i zawodowych mają jednak potencjalnie więcej zainteresowanych osób. Klubowicze przesyłali do nas imię, nazwisko, telefon i mail potencjalnie zainteresowanego. Od lutego dzwoniliśmy, rozmawialiśmy godzinami, opisywaliśmy, na czym będzie polegać akademia i jeżeli ktoś był zainteresowany to musiał wypełnić  kartę zgłoszenia uczestnika. W niej nie było żadnych rygorów prawnych, że jak nie skończysz akademii, to będziesz płacił karę lub pokrywał jej koszt. Natomiast sam fakt, że ktoś świadomie składa deklarację, ujawnia swoje dane osobowe, sprawiał, że ludzie poczuli odpowiedzialność i na zajęcia przyszli. Mieli przekonanie, że przystępują do czegoś wyjątkowego, limitowanego. W dodatku oni zaczęli pytać, czy mogą wziąć swoich znajomych czy rodziny, a my… nie odmawialiśmy. Teoretycznie oferta kierowana była do seniorów, ale zgadzaliśmy się przyjąć każdego, poza dziećmi, które wymagają innego rodzaju zajęć. Zgłaszali się różni ludzie, co ciekawe najwięcej lekarzy, a to dlatego że dzięki jednemu z członków informacja o akademii pojawiła się w biuletynie lekarskim.

Jak zajęcia zostały zorganizowane?

W styczniu dostaliśmy z urzędu marszałkowskiego dotację. Ale to nie pieniądze były w tym projekcie najważniejsze, o czym później. W lutym ruszyliśmy z rekrutacją i po miesiącu mieliśmy wypełnioną listę. Uczestnicy wiedzieli, że jak przystępują do kursu to mają w każdą z ośmiu niedziel stawić się na lekcji. Jeżeli nie mogą dotrzeć to musimy o tym wiedzieć, a oni muszą te zajęcia odrobić.

Przed całym cyklem odbyło się spotkanie, na którym uczestnicy zostali poinformowani, co ich czeka, posłuchali o zasadach, a nawet o tym, jak wypada się ubrać. Okraszaliśmy te spotkania wesołymi golfowymi filmikami, aby zdjąć z naszego sportu ten sztywny stereotyp. Daliśmy szansę na identyfikację z grupą, poznanie innych uczestników z grupy. Było też przedstawienie osób prowadzących: kto kim jest i jaką pełni funkcję oraz przedstawienie programu zajęć. Tak, by każdy kto wchodził do domku klubowego nie czuł się zagubiony. Z rozmów z uczestnikami poprzednich tego typu akcji jasno wynikało, że osoby, które pierwszy raz mają styczność z golfem, po wejściu do domku klubowego czuły się obce, bały się nawet zapytać, ile kosztuje kawa.

My każdego witaliśmy w recepcji przy wejściu, wręczając mu również identyfikator w wybranym kolorze. System identyfikatorów i kolorów sprawdził się idealnie, a początkującym było od razu raźniej – jeden na drugiego patrzył, widział swój kolor i od razu zaczynały się rozmowy – „O, Ty też jesteś w grupie zielonych, czyli tez jesteś pierwszy raz i zaczynach od drivingu”. Nie było ważne, kto jest kim zawodowo, kto ile zarabia. Tu wszyscy byli w jednej grupie – osób początkujących.

Ile zajęć złożyło się na akademię?

Na akademię złożył się cykl zajęć organizowanych w osiem kolejnych niedziel. Stosowaliśmy podział na trzy grupy 50-osobowe. Każda grupa odbyła cztery bloki po trzy zajęcia (driving, putting, bunkier) wg programu szkoleniowego stosowanego w kursach na Zieloną Kartę, a zajęcia poprzedzała 15-minutowa wspólna rozgrzewka. W jedną niedzielę dana grupa realizowała dwa bloki, po których odbywała się jeszcze 45-minutowa teoria.

Każde niedzielne spotkanie zaczynało się od potwierdzenie obecności w recepcji. Dzięki szczegółowym listom i skrupulatnie sprawdzanej liście wiedzieliśmy, czego dana osoba uczyła się na danych zajęciach.

Na głównej tablicy w klubie wisiała lista i uczestnicy, niczym studenci, podchodzili i patrzyli, który blok zajęć mają zaliczony, a co im zostało. Tworzyły się grupki – ci, którzy jeszcze wyjścia z bunkra nie zaliczyli. To integrowało.

Wszystko odbywało się w nieco wojskowej organizacji, ale skoro średnio przychodziło 150 osób, a mieliśmy jedynie 2h na przeprowadzenie lekcji to bez żołnierskiego drylu nie dalibyśmy rady sprawnie przeprowadzić tego projektu.

Kto prowadził zajęcia? Jakie było zaangażowanie ze strony pro PGA Polska?

Żadne. Zdecydowaliśmy się oprzeć akademię wyłącznie na naszych członkach – dobrych golfistach, którzy pracowali na zasadach wolontariatu, wnosząc nieocenione wsparcie. Oczywiście nie każdy, mimo niskiego hcp, ma dryg do uczenia innych, ale każdemu potrafiliśmy przydzielić funkcję – jedni odpowiadali za nauczanie, inni za koordynację zmiany grup na poszczególnych częściach pola, za organizację pracy recepcji, jeszcze inni za czuwanie nad bezpieczeństwem nauki gry czy zbieraniem piłek z drivingu. Wykształciła się grupa, która z wielką pasją wcieliła się w rolę pro. Współpracowaliśmy oczywiście ze związaną z naszym polem pro Kasią Nieciak, ale inni członkowie PGA Polska nie byli zainteresowani pracą z tak dużymi grupami. Mówili, że to się nie opłaca. Nie to nie, nam do pokazania podstaw wystarczyli nasi wspaniali klubowicze. Nie czujemy, że polskim pros zależało na tym, aby rosła liczna golfistów. Raczej wolą prowadzić bogatego zaawansowanego gracza niż angażować się w grupowe lekcje dla początkujących.

Za to oparcie akademii o wolontariackie zaangażowanie członków klubu znosiło barierę „obcości” i wyniosłości. Uczestnicy akademii poznawali w ten sposób wielu golfistów, co nie jest na dalszym etapie bez znaczenia. Działał też prestiż marynarki, bowiem pilnowaliśmy, by nasi klubowicze byli ubrani w klubowy strój, co nadaje rangi i zachęca potem absolwentów akademii to wstąpienia w szeregi takiego klubu, w którym czuje się „team spirit”.

Jak był odbiór samych uczestników po takiej wojskowej akademii?

Po niedzielnych zajęciach uczestnicy czuli niedosyt. Chcieli trenować w wolnym czasie. I wtedy pole wyszło im na przeciw, proponując dodatkowe zajęcia grupowe u Kasi Nieciak. Za 30 zł/os/h poza lekcją, piłki na driving i kije były już w tej cenie. Gdy pole przedstawiło ofertę na podstawowy halfset Wilsona to uczestnicy zaczęli kupować kije jak opętani.

Jaką rolę odegrało zaangażowanie właścicieli pola golfowego?

Kluczową! Jesteśmy przykładem wzorcowej współpracy klubu z obiektem, a sytuacja jest o tyle komfortowa, że państwo Bacławscy doskonale zdają sobie sprawę z potrzeby „produkcji” nowych golfistów i zaangażowali się w nasz projekt. Pole udostępniło obiekt, poniosło koszty m.in. piłek, udostępnienia sali szkoleniowej, czy nawet kawy/herbaty dla uczestników. My – jako stowarzyszenie MG&CC wnieśliśmy do projektu swoją pracę, a oni swoje finanse. To było absolutne porozumienie, bez dyskusji, czy ktoś dał więcej czy mniej. Dodatkowo, pole zaoferowało zniżkowe green fee dla absolwentów naszej akademii na kolejne 2 lata.

Jak zakończyła się akademia i co dalej zaproponowali Państwo absolwentom?

Po całym cyklu przeprowadziliśmy egzamin praktyczny oraz teoretyczny, a dalej zorganizowaliśmy Wielki Finał czyli uroczyste podsumowanie z medalami i nagrodami za przeróżne konkursy dodatkowe. Wiele osób marudzi na brak sponsorów, a przy takiej formule okazało się, że wielu uczestników i wolontariuszy chciało wnieść coś od siebie. Ktoś dał kabanosy swojej produkcji, ktoś dał kurs językowy w swojej szkole (wart 3000 zł) jako nagrodę. Zadowoleni byli i uczestnicy i urząd marszałkowski, który dofinansował projekt, ale… czujemy niedosyt w tym końcowym etapie. Wiemy, że o ile całą akademię zorganizowaliśmy genialnie to po kursie należałoby postawić „kropkę nad i”. Owszem pojawiły się mini turnieje dla adeptek kursu, wspólne wyjazdy już w mniejszym gronie, a absolwenci dostali propozycję zostania członkiem naszego klubu plus od pola zniżkowe green fee. Jednak jeszcze przez jakiś czas należałoby poprowadzić takie, wciąż początkujące osoby, za rękę.

Jaką ofertę od pola dostali absolwenci akademii?

Zacznijmy od tego, że połowa osób wyrobiła kartę HCP, deklarując członkostwo w naszym klubie, czyli wpłacili 250 zł – 100 zł na klub, a 150 zł do PZG na kartę HCP. Nie jest to bez znaczenia, bo klub mając 300 członków ma już 30 tys. zł. rocznie, czyli środki np. na start reprezentacji w Klubowych Mistrzostwach Polski.

Pole zaoferowało bardzo preferencyjne warunki – absolwenci, którzy wyrobili kartę HCP do końca roku mogą korzystać z małego pola bezpłatnie, a z dużego pola za 950 zł. W kolejnym sezonie będą mogli zakupić członkostwo (roczne green fee) za 1790 zł, w drugim roku za 2490 zł, a dopiero za trzy lata skorzystają ewentualnie z cennikowego członkostwa.

W tym roku po akademiach 100 osób kupiło już roczne green fee.

Jak rolę odegrało dofinansowanie z Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie?

Wbrew temu, z jakim stereotypem golf spotyka się na co dzień, my udowodniliśmy przedstawicielom samorządu lokalnego, że mamy pomysł i konkretny program na aktywizację nie tylko seniorów. Że jest sport, integracja i rywalizacja, a do tego, że każdy wniosek jest profesjonalnie przygotowany i w terminie rozliczany. Efekt był taki, że nasza akademia i turniej Warmia-Mazury Golf Seniors Open został wzorcowym programem regionu. Ale urząd nie przyznawał dotacji bezzasadnie – poświęciliśmy zimą na prawdę wiele godzin na dopięcie całej masy formalności.

Rokrocznie urząd marszałkowski ogłasza dotacje dla organizacji pozarządowych na realizację programów, a my od trzech lat uzyskujemy dotację celowa na promocję aktywności osób starszych. Przez trzy lata pozyskiwaliśmy środki na organizację turnieju Warmia Mazury Senior Open – najpierw 22, dalej 27 i 30 tysięcy. Każdy wniosek był rozpatrzony pozytywnie i uznany najlepiej sporządzonym oraz rozliczonym wnioskiem w naszym regionie.

W tym roku wnioskowaliśmy o 49 tys. otrzymaliśmy 30 tys. zł. Z jednej strony to dobra podstawa do opłacenia nagród, cateringu na turniej, czy piłek na driving, z drugiej… przy tak dużym zaangażowaniu właścicieli pola te 30 tys. zł nie miało kluczowego znaczenia.

Gdyby inne kluby chciały iść mazurskim śladem…

To bez osobistego zaangażowania ludzi, wzajemnego zrozumienia i dobrej współpracy z właścicielem pola nie mają po co podchodzić do tematu. Możemy oczywiście przekazać gotowy plan działań, udostępnić przykładowe scenariusze zajęć, ale jesteśmy przekonani, że o sukcesie zdecyduje chęć całego klubu do tego, by poświęcić prywatny czas na promocję golfa w Polsce. Z zewnątrz nasza akademia wygląda teraz jak samograj. Ale do tego korporacyjnego uporządkowana dodaliśmy najważniejsze – serce.

Rozmawiała: Anna Kalinowska [12.09.2018]

Fot. MG&CC