Jak rozwijać golfa w Polsce? – Cztery wskazówki od Vivien Saunders

10 listopada 2014

W maju 2014 roku, specjalnym gościem turnieju Warsaw Ladies Open była Vivien Saunders. W trakcie wizyty w Polsce m.in. poprowadziła zajęcia dla początkujących golfistek i udzieliła kilku wywiadów. W rozmowie z PZG nakreśliła cztery elementy rozwoju golfa w Polsce.

Vivien Saunders to angielska, utytułowana golfistka, która w czasie realizowanej kariery sportowej odniosła spektakularne sukcesy. W swym dorobku ma między innymi zwycięstwo w prestiżowym Women’s British Open (1977). Jest założycielką pola golfowego w Abbotsley, przewodniczy angielskiemu stowarzyszeniu właścicieli pół golfowych (AGCO – The Association of Golf Course Owners), a także spełnia się jako trener. Dowodem uznania dla jej osiągnięć szkoleniowych może być dwukrotnie uzyskany tytuł trenera roku Wielkiej Brytanii. Jest autorką książek o tematyce golfowej, w tym jednej przetłumaczonej na język polski, wydanej pt. „Golf. Poradnik dla początkujących i zaawansowanych”.

Z Vivien Saunders rozmawiała Anika Wiktoria Godel, Polski Związek Golfa:

1. Segmentacja rynku

Moje spostrzeżenia na temat klubu Sobienie Królewskie są dość oczywiste. To luksusowy ośrodek z wysokiej jakości obiektami, piękną strzelnicą i wzorową akademią golfa. Miejsce dla ludzi bardzo zamożnych, którzy dysponują pieniędzmi na transport, paliwo i są prawdopodobnie dobrze zarabiającymi mieszkańcami Warszawy. Duże pola golfowe nie powstają jednak bez zaangażowania inwestorów. Budowa dobrze zaprojektowanego pola wymaga długiego okresu czasu od momentu podjęcia decyzji, aż do realizacji. Należy jednak pamiętać, że golf to sport również dla tych mniej zamożnych. W większości szkockich małych miasteczek i wsi można spotkać ludzi w parkach, którzy korzystają z ogólnodostępnych obiektów typu pitch and putt albo pól par 3. Tam pierwsze uderzenia wykonują ci, którzy później stają się członkami klubów. Tak to działa. Entuzjaści, którzy uprawiają golfa obok grających w koszykówkę czy piłkę nożną, sprawiają że powstają nowe pola. Inwestorzy dostrzegają zainteresowanie golfem i wiedzą, że nowi adepci będą chcieli z czasem grać na większych obiektach.

Ja zaczęłam w wieku siedmiu lat, w klubie do którego należała moja mama, a który był przeznaczony dla ekonomicznej klasy średniej. Trenowałam głównie z chłopcami w swoim wieku i starszymi. Byłam nietypową osobą dla ówczesnego świata golfa. Nie tylko uczęszczałam do publicznej szkoły, ale i później kształciłam się na uniwersytecie. Zawodnicy czy zawodniczki na ogół koncentrują uwagę jedynie na grze i w większości pochodzą z dość bogatych domów. Jednakże, koszty uprawiania golfa były porównywalne z każdym innym sportem, który wówczas trenowali moi rówieśnicy.

Społeczeństwo angielskie jest podzielone na klasy ekonomiczne. Pierwsza, najwyższa klasa to swego rodzaju ziemiaństwo, na przykład David Cameron. Kolejną jest klasa średnia, a trzecią klasa pracująca fizycznie np. w fabrykach. W każdej z tych grup są ludzie potencjalnie zainteresowani grą w golfa, chcący rozpocząć, a następnie tę pasję kontynuować. Podział ekonomiczny odzwierciedla także różnorodność potrzeb. Dlaczego więc nie zaproponować trzeciej grupie czegoś mniej ekstrawaganckiego, na co będą sobie mogli finansowo pozwolić? 45 akrów trawy w zupełności wystarczy by zacząć swoją przygodę z golfem, najlepiej w miejscu położonym w bliskiej odległości od centrum miasta, na obiekcie nie wymagającym wielkich inwestycji. Uwierzcie mi, ludzie będą tam grać.

Ja mam trzy różne pola. Pole składające się z dołków par 3, pole numer dwa i pole numer jeden. Każde z tych pól jest adresowane do innego klienta – golfisty. Na polu numer jeden grają ci bardziej zamożni, na drugim klasa średnia, a pozostali i początkujący na obiekcie par 3. Stworzyłam więc ofertę dla każdej z grup.

2. Ogólnodostępne obiekty golfowe

W swoim klubie zatrudniam 11 Polaków. Nikt z nich wcześniej nie grał w golfa. Nie zdawałam sobie sprawy, że żaden z nich nie mógł grać w Polce, bo nie było go na to stać. To ważne by powstały tu małe obiekty, blisko miast, gdzie ludzie mogą po prostu iść i grać. Na niewielkim obszarze powinny działać 9-dołkowe pola czy driving range. To stwarza możliwości rozpoczęcia bez dużych nakładów finansowych. Później ci ludzie zgłoszą się na pola golfowe. Nowopowstałe, małe pola będą niejako dorastać wraz z rozpoczynającymi grę golfistami. Ci będą stawać się coraz lepszymi graczami, a pole z czasem będzie trudniejsze z uwagi na rosnące drzewa. Mówiąc krótko – 100 małych pól golfowych w Polsce, tak szybko jak to tylko możliwe!

W Anglii przewodniczę stowarzyszeniu właścicieli pól (AGCO), które zrzesza prywatnych inwestorów i posiadaczy zarówno dużych pól golfowych jak i małych obiektów. Niezwykle istotne są obiekty gdzie ludzie rozpoczynają grę. Często są to 9-dołkowe pola, pitch and putt…czyli wszelkie miejsca dla graczy na poziomie początkującym. Z nich wyrastają późniejsi golfiści.

Ma to także zastosowanie w przypadku studentów czy niezamożnych młodych ludzi. Gdy dorosną i ustabilizują swoją sytuację finansową będą chcieli zmieniać przestrzeń, w której grają w golfa. Oznacza to, że małe, niskobudżetowe obiekty nie stanowią zagrożenia dla pełnowymiarowych pól golfowych. Pamiętajmy też, że tani start jest także bazą rozwoju sportu profesjonalnego.

3. Zajęcia grupowe

Dobrym pomysłem byłoby przeprowadzenie zajęć czy seminariów na temat zajęć grupowych dla polskich instruktorów, którzy głównie prowadzą lekcje indywidualne. Współpraca, bycie częścią społeczności i uczenie się od siebie nawzajem stwarza inne możliwości szkoleniowe. W szczególności kobiety lepiej się bawią na zajęciach prowadzonych w grupach i czują się bardziej komfortowo. Mam na myśli grupy około 6-8 osób, gdzie nauczanie przypomina prowadzenie zajęć w szkole. W ten sposób trenują ludzie na całym świecie, także w sportach indywidualnych. Ponadto, to z pewnością tańsza metoda, która pozwala na wprowadzenie do treningu elementów współzawodnictwa.

Z mojego punktu widzenia, Polacy mają świetną etykę pracy. Spędziłam trzy godziny z całkowicie początkującymi, którzy byli zainteresowani, skupieni i uważnie słuchali. Uczyłam gry w wielu krajach, więc mam porównanie i z całkowitą pewnością mogę stwierdzić, że w Polsce ludzie lubią sport i mają predyspozycje do golfa. Byłoby cudowne gdyby w Polsce powstało jeszcze 100 małych pól i klubów, do których miłośnicy golfa mogliby należeć i byłoby ich na to stać.

4. Koszyk piłek za dolara

Rozumiem, że koszyk piłek kosztuje tyle ile ludzie są skłonni za niego zapłacić. W Anglii można spotkać coś w rodzaju second-hand driving range, gdzie są stare maty, co dodatkowo jeszcze obniża ceny. Na obiektach dedykowanych klasie średniej, za 50 piłek trzeba zapłacić 2 funty, czasami 3 za 70 piłek. W mojej opinii koszt powinien być najniższy z możliwych. Na moim polu 50 piłek kosztuje 2 funty (10zł).

Czy chce wrócić do Polski? Oczywiście i myślę, że następnym razem przyjadę z kilkorgiem dobrze grających przyjaciół. Mam także pomysł na stworzenie polskojęzycznej szkoły golfa w Anglii. Myślę, że zaczniemy w lipcu przyszłego roku. Rozpropaguję zajęcia w polskiej prasie kolportowanej w Cambridge niedaleko Londynu. Wszystko będzie dostępne za darmo, tylko po to by zainteresować golfem grono mieszkających w okolicy imigrantów polskiego pochodzenia. W Wielkiej Brytanii jest ogromna społeczność pracujących i mieszkających tam Polaków. Myślę, że z czasem będziemy mieć więcej Polaków golfistów w Anglii, niż jest ich w Polsce. U nas jest po prostu dużo taniej.

Fot. Magazyn Golfowy

Fot. Magazyn Golfowy