Ambasador Nowakowski: W golfa zagrałbym z premierem

18 listopada 2013

W dniu łotewskiego Święta Niepodległości ambasador RP w tym kraju opowiada, jak wiele łączy nasze narody. Jerzy Marek Nowakowski wspomina, że Łotwa to kraj, gdzie o Polakach mówi dobrze i z sympatią. Podziwia Łotyszy za ich zamiłowanie do sportu, a sam został ogarnięty golfową pasją…

Anna Kalinowska: Podobno w rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem, przekonywał pan go do grę w golfa.
Jerzy Marek Nowakowski: Z przyjemnością zagrałbym z premierem, bo jest wysportowanym mężczyzną, który lubi klimat rywalizacji. Jest także znakomitym rozmówcą, co podczas kilkugodzinnej rundy jest istotne. Ulubioną dyscypliną szefa rządu jest futbol, który bywa kontuzjogenny. W golfie tymczasem łatwo regulować intensywność wysiłku nie ryzykując naciągnięcia ścięgien lub uszkodzenia stawów. 18-dołkowa runda to jednak wciąż spory i zdrowy wysiłek. To fantastyczny sport, dla kogoś kto chce aktywnie żyć.

To także sport, który ułatwia nieformalne rozmowy…
To niesłychanie przyjemna rozrywka, rzeczywiście łącząca przyjemne z pożytecznym, a to jest ważne w dyplomacji. Dlatego do uprawiania golfa namawiam kolegów polityków i dyplomatów. Wiem, że z ambasadorów RP golfistą jest rezydujący w Chinach Tadeusz Chomicki, ale to nic dziwnego, bo w Azji niemal każdy gra.

Pan jest dobrym golfistą?
Początkującym, ale od niedawna bardzo zapalonym. Ostatnio wpadliśmy z żoną w entuzjazm golfowy i zaczęliśmy intensywnie ćwiczyć. Niemal codziennie pojawialiśmy się w ryskim klubie golfowym Ozo, które dysponuje pięknym, zalesionym polem, ale przez to bardzo trudnym. Latem na północy dzień jest długi, więc spokojnie można popołudniami grać i po dniu pracy przejść 18 dołków.
Wolne dni również chętnie zacząłem łączyć z golfem – na tygodniowy urlop pojechaliśmy z żoną do tureckiego Belek, gdzie więcej czasu spędziliśmy na golfie niż na plaży. Podczas weekendu w Warszawie jechaliśmy do podwarszawskiego Rajszewa, by rozegrać rundę.

Kto państwa zachęcił do gry?
Od dłuższego czasu namawiała nas aktorka, a przede wszystkim utytułowana golfistka, Elżbieta Panas, z którą przyjaźnimy się od lat. W końcu wspólnie z córką, na gwiazdkę, kupiliśmy żonie sprzęt i pakiet lekcji właśnie w Ozo GC, aby zmobilizować ją do uprawiania sportu. Poszła na zajęcia i tak jej się to spodobało, że namówiła mnie na spróbowania gry. Poszedłem i już po kilku miesiącach treningów pozbyłem się nadwagi, bez negatywnych konsekwencji dla zdrowia, jakie zdarzały się wcześniej, gdy np. gra w tenisa wykończyła mi łokieć.

Jak przedstawia się popularność golfa na Łotwie?
Historia łotewskiego golfa jest jeszcze krótsza niż polskiego, więc ten wskaźnik nie jest imponujący. W Polsce komunizm zabił tę dyscyplinę całkowicie i dopiero od 20 lat gra się u nas odradza, podobnie jak na Łotwie. Obecnie w okolicach Rygi są trzy niezłe pola. W Łotewskim Związku Golfa zrzeszonych jest około 700 graczy, co, jak na kraj wielkości Warszawy, nie jest złym wynikiem.

Warto jednak podkreślić, że Łotysze stawiają na naukę młodych – mnóstwo dzieci uprawia tam golfa, juniorzy mają duże zniżki na lekcje. Postawili na młodzież, co widzę na moim macierzystym polu. Środa jest w Ozo dniem zarezerwowanym dla juniorów i prawie przez cały dzień odbywają się szkółki.

Z podziwem obserwuję, jaką frajdę golf sprawia dzieciakom. Raz, gdy graliśmy z żoną, zaczęło upiornie lać, więc machnęliśmy ręką i mimo parasola skończyliśmy wcześniej. A za nami czterech nastolatków spokojnie kontynuowało grę. Żadnych kurtek przeciwdeszczowych, natomiast pełen uśmiech i radość z gry.

Czy na Łotwie golf to drogi sport?
Ceny są zbliżone do polskich. To nie jest sport dla milionerów, ale też nie należy do tanich. Jednak nie jest ekskluzywny na tyle, by nie byłoby stać na niego menedżerów, nawet niższego szczebla. Rzeczywiście, podobnie jak w naszym kraju, bywa kojarzony z elitarnością. W Rydze uprawia go mnóstwo znaczących w życiu publicznym osób – spotkałem kilku ambasadorów, ale też widuję na polu wielu profesorów. Nie jest to więc jedynie elita pieniądza, a również elita intelektualna.

Jakie dyscypliny preferują Łotysze?
Lubią sport i tego zamiłowania do ruchu moglibyśmy się od nich uczyć. To bardzo aktywne społeczeństwo, więc Łotysze dzięki aktywności fizycznej są generalnie szczupli i wysportowani. Uwielbiają sport w różnych formach – chętnie uprawiają jogging, bardzo popularne jest też narciarstwo biegowe. Zimą co drugi Łotysz zakłada narty i biega, a ten który tego nie robi, to łowi ryby spod przerębla, co w końcu też wymaga aktywności i spędzania czasu na powietrzu.

Na plażach (a warto dopowiedzieć, że przy jedynie dwóch milionach mieszkańców, mają tyle kilometrów wybrzeża co Polska) prawie przy każdym zejściu są boiska do siatkówki plażowej. Wiele osób jeździ na rowerach. Dość masowo grywa się tam w koszykówkę.
Najpopularniejszym sportem do kibicowania jest hokej, a że w Zatoce Ryskiej woda zimą mocno zamarza to wiele osób łapie za hokejowy kij. A propos sprzętu sportowego – tamtejszy handel wygląda podobnie jak w Polsce, z jednym wyjątkiem – tam jest więcej sklepów sportowych, lepiej wyposażonych niż u nas. Co o czymś świadczy…

Jak blisko nam do Łotyszy? Co łączy nasze kraje?
Przeciętny Polak mało o Łotwie wie, rzadko w mediach o tym kraju mówimy. A łączy nas bardzo wiele!
Jestem historykiem, więc szukanie związków kraju, w którym pracuję z Polską mnie fascynuje. Mało kto ma świadomość, jak mocno odcisnęliśmy się w historii Łotwy, poczynając od tego, że kraj ten był przez kilkadziesiąt lat w składzie Rzeczpospolitej, a dwie trzecie obecnych terenów tego kraju, do czasu rozbiorów, było Inflantami Polskimi czyli dzisiejsza Latgalią oraz Kurlandią, która była  księstwem lennym Rzeczypospolitej. W ramach ciekawostki dodam, że jedyny raz w historii, kiedy Rzeczpospolite de iure miała kolonie to de facto były one łotewskie – Kurlandia miała terytoria zależne w Gambii i Tobago. Dziesiątki polskich bitew, w tym sławnych zwycięstw husarii jak pod Kircholmem czy Kokenhausen,  miały miejsce na terenie dzisiejszej Łotwy.

Mnóstwo sympatycznych związków łączy nasze narody, a przede wszystkim to kraj, gdzie o Polakach wszyscy mówią dobrze i z sympatią.

Skąd taka sympatia do Polaków?
Między innymi dlatego, że spora część łotewskich elit ma polskie korzenie, co bywa powodem do dumy. A my tam mamy znaczącą Polonię. Osób, które deklarują polską narodowość w dokumentach jest ponad 50 tysięcy.
Jest grupa Polaków w ścisłej elicie  umysłowej tego kraju, a Polonia ma normalną strukturę – nie jak na Litwie czy Ukrainie, gdzie cała inteligencja wyjechała. Łotewska Polonia zachowała elity.

Ostatnio zwiedzałem karcer studencki na Uniwersytecie, czyli dawnej Politechnice Ryskiej – macierzystej uczelni choćby gen. Władysława Andersa czy prezydenta Ignacego Mościckiego. W tym karcerze większość napisów jest po polsku, co wskazuje na skład narodowościowy niegdysiejszych studentów. Prezydent Bronisław Komorowski znalazł wielu bliskich krewnych na liście studentów tej uczelni. We wspomnieniach polskiej inteligencji pojawia się także gimnazjum w Lipawie – tam uczył się m.in. prezydent Gabriel Narutowicz, dyrektor protokołu dyplomatycznego Stefan Przeździecki i minister Konstanty Skirmuntt. Łotwa w epoce rozbiorów była miejscem edukacji ogromnej części patriotycznej młodzieży z północno-wschodniej części dawnej Rzeczypospolitej między innymi dlatego, że można tam było uciec od rusyfikacji pobierając nauki po niemiecku.

Podróżując po Łotwie z wielką przyjemnością zaglądam do malutkich regionalnych muzeów, w których znajduję często zdjęcia Polaków.

Jak wyglądają polskie kontakty handlowe z Łotwą?
Są gigantyczne! Eksport polski na Łotwę, jak prawie taki jak do Austrii, a przecież to kraj nieporównywalnie większy i bogatszy. Eksportujemy towarów za prawie  3 mld euro. To są duże pieniądze, a te dane oznaczają, że statystyczny mieszkaniec Łotwy 1500 euro rocznie wydaje na towary importowane z Polski. Wielką tego częścią są paliwa, bo całą benzynę sprzedaje Orlen. Ale w sklepach jedna trzecia towarów pochodzi z naszego kraju – większość sprzętu elektronicznego i AGD, prawie cała chemia gospodarcza. Furorę w marketach robi też polskie mleko, które jest tam tańsze i lepiej zapakowane od lokalnego.

A co my kupujemy od Łotyszy?
W Polsce nie łatwo trafić na ich produkty, choć ostatnio w marketach coraz częściej dostępne są tamtejsze wyroby mleczne np. jogurty. Oni mają genialne wyroby mleczne, produkowane z mleka specjalnej rasy krów niebieskiej – latgalskiej. Dlatego twarogi, sery i mleko są wyśmienite, mogę je z przekonaniem polecać. Przede wszystkim jednak Łotwa jest wielkim producentem drewna (są w końcu krajem o największym procencie zalesienia w Europie) i liczącym się eksporterem stali.

Dlaczego warto wybrać się na Łotwę? Co poleciłby pan turystom?
To jest kraj przepięknych lasów i jezior, znakomite miejsce do uprawiania relaksujących sportów – turystyki rowerowej, biegów narciarskich, biegów na orientację, które również tam są popularne i wszelkich okołoplażowych sportów. Woda cieplejsza niż w polskim Bałtyku (bo to zamknięta płytka zatoka), piękne plaże. Jest sporo wspaniale zagospodarowanych, ale jeszcze więcej dzikich.
Do tego warta poznania kuchnia – podobna do naszej, bo oparta o chleb, ziemniaki, wieprzowinę. Sztandarowe danie to szary groch, tradycyjnie podawany z boczkiem i śmietaną. Warto skosztować pysznego deseru, zwanego zupą chlebowa, a przygotowywanego na bazie sproszkowanego czarnego chleba z bakaliami.

Jerzy Marek Nowakowski (ur. 5 lipca 1959 r. w Radomiu) – polski historyk, dziennikarz, publicysta i polityk. Od 2010 r. ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Łotewskiej. Ukończył studia na Wydziale Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, studiował również na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego..
W młodości uprawiał brydż sportowy, obecnie jest pasjonatem golfa (hcp 26,3), członkiem ryskiego Ozo Golf Club i KG First Warsaw Golf & Country Club.

fot. Elżbieta Panas/Elżbieta Ptasińska