Bartosz Kurek: Golf ma się nijak do siatkówki, ale mnie wciągnął

25 sierpnia 2013

Członek siatkarskiej reprezentacji Polski, z którą zdobywał m.in. złoto i brąz mistrzostw Europy oraz Ligi Światowej, ze sportem miał do czynienia od zawsze, a z golfem od niedawna. Jednak to właśnie na polu przyjmujący polskiej kadry odnalazł nową pasję.

Jak to jest zakochać się w sporcie, który bywa niezwykle frustrujący, rozmawiamy z Bartoszem Kurkiem.

Anna Kalinowska: Golf ma się do siatkówki…
Bartosz Kurek:… nijak. Jednak wielu profesjonalnych sportowców i znanych ludzi spędza czas na polu golfowym, więc postanowiłem sam sprawdzić, w czym tkwi magia tego sportu. Czuję, że wsiąkłem na dobre.

Od początku sierpnia, jeszcze do środy, w ośrodku COS w Spale trwa zgrupowanie przygotowujące do wrześniowych mistrzostw Europy. A Ciebie spotkaliśmy w weekend w Toya Golf & Country Club Wrocław… Zwiałeś z treningów?
Nie, zdecydowanie ze Spały nie uciekłem, choć po trzech tygodniach w olimpijskim ośrodku (w którym nota bene zgrupowania mamy od kilkunastu lat) chętnie zmyka się do domu. Trener Andrea Anastasi zezwala reprezentacji na wolne weekendy, dlatego jedni jadą wtedy do bliskich, a inni znajdują chwilę na pozasiatkarskie hobby.

W jakiej formie jest siatkarska reprezentacja? Jak zdrowie kadry przed nadchodzącym czempionatem Starego Kontynentu?
Zdrowia i odpowiedniego nastawienia do mistrzostw na pewno nam nie brakuje. Czy jesteśmy w formie? Pokażą to za pewne najbliższe sparingi. Mecze z Serbią rozegrane zostaną w piątek, sobotę i niedzielę. Cieszę się na myśl o nich, bo przed Ligą Światową nie mieliśmy tyle okazji do grania sparingów. Na początku września w planach mamy udział w Memoriale Wagnera.

W niedzielę pod okiem Filipa Naglaka zdałeś egzamin na Zieloną Kartę. Jak przebiegały lekcje?
Przede wszystkim to na naukę musiałem poczekać, gdyż z racji mojego wzrostu trzeba było zamówić przedłużane kije. Początki golfa są… frustrujące. Zdałem egzamin z podstawowych uderzeń i teorii, ale mówiąc szczerze nie idzie mi dobrze. Trudności sprawia mi dosłownie wszystko.

Nie pomagają doświadczenia wyniesione z zawodowego sportu?
Okazują się tu zupełnie niepotrzebne, czasami wręcz niektóre nawyki przeszkadzają. Najgorzej jest mi z koordynacją ruchów potrzebnych do wykonania swingu. Moja ambicja także może przeszkadzać. Po pięciu uderzeniach denerwuję się, chcąc by piłka od razu lądowała w dołku. Mam w głowie, że skoro potrafię tyle innych, niezwiązanych z golfem, ruchów perfekcyjnie opanować to nie pokona mnie mała biała piłeczka. A ona wciąż nie leci w zaplanowanym kierunku.

Na szczęście postępy są – powoli opanowuję technikę i przyswajam ten ogrom wiedzy. Bo golf w tym aspekcie jest dyscypliną dużo bardziej skomplikowaną od innych. Urodziłem się w rodzinie siatkarzy, więc taktyka sportów zespołowych była dla mnie czymś naturalnym, weszła mi w krew. Golf jest czymś nowym, obcym.

Chciałbyś zostać najlepszym golfistą wśród polskich sportowców?
Gdybym miał więcej czasu to tak. Na razie jednak skupiam się tym, aby opanować podstawy tak, by gra przynosiła mi po prostu radość. Bo wspaniałe jest to obcowanie z przyrodą na polu, potrzeba koncentracji i zapomnienia o wszystkim, co dzieje się wokół. Bardzo pomaga to w konfrontacji z naładowaną rywalizacją i stresem rzeczywistości.

Podpisałeś kontrakt z włoskim klubem Lube Banca Macerata. A czy sprawdziłeś wcześniej, czy w jego pobliżu znajdzie się golfowy obiekt?
Oczywiście. Blisko mam do Ankony, więc już wiem, gdzie będę się szkolić. Zresztą golf we Włoszech jest dużo bardziej popularny niż w Polsce, więc nie powinien mieć problemu ze znalezieniem miejsca do gry czy sparingpartnera.

Jedną z twoich sportowych pasji była koszykówka. Czy w konfrontacji z nowym hobby basket poszedł w zapomnienie?
Zdecydowanie nie. Wciąż jest mi bliski. Jako wierny kibic ligi NBA regularnie oglądam koszykarskie rozgrywki. Chociaż ostatnio, jak byłem chory i przez 10 dni musiałem pozostać w domu, to od deski do deski śledziłem transmisję z The Open. Atmosfera tego wydarzenia to coś niesamowitego, nie wiedziałem, że golf w telewizji może przynieść tyle emocji.

Czy znajdziesz czas na kontynuację rozpoczętych w Opolu studiów z zakresu marketingu sportowego?
W Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Opolu (uczelni, na której kształcą się także Michał Kubiak, Michał Winiarski, Mariusz Wlazły, Paweł Zatorski, Marcin Możdżonek, Michał Ruciak, Dominik Witczak, Łukasz Wiśniewski – przyp.red.) mam obecnie urlop dziekański, jednak za rok zamierzam kontynuować naukę. To ważne, aby zdobyć wykształcenie, bo to będzie zaplecze, które może nam zapewnić spokojną przyszłość, już po zakończeniu kariery sportowej. A opolska uczelnia ułatwia studiowanie profesjonalistom. Bez pomocy szkoły nie dałoby rady studiować i trenować jednocześnie.

Tekst i foto: Anna M. Kalinowska