Kobiecy golf okiem Oksany Wojtkiewicz, najlepszej golfistki rankingu 2012

18 lutego 2013

Zwyciężając w klasyfikacji rankingowej kobiet, sezon 2012 zamknęła jako najlepsza polska golfistka. Jednak minionego sezonu w kobiecym golfie nie zalicza do udanych. O tym,  w którą stronę powinien zmierzać polski golf rozmawiamy z Oksaną Wojtkiewicz.

Anna Kalinowska: Widziałaś kalendarz turniejów kobiecych na 2013 rok. Jak wg Ciebie zapowiada się nadchodzący sezon?
Oksana Wojtkiewicz: Bardzo się cieszę, że w tym roku seria Ladies Golf Tour będzie się składać aż z 9 turniejów kwalifikacyjnych i turnieju finałowego. W zdecydowanej większości będą to turnieje rozgrywane w weekend, co moim zdaniem zdecydowanie podwyższy frekwencję. Myślę, że zwiększenie liczby turniejów pozwoli też promować formułę golfa sportowego w klubach, pozwoli początkującym golfistkom spróbować swoich sił nie tylko w turniejach klubowych czy rundach towarzyskich, zachęci dziewczyny do kolejnych startów oraz zaszczepi w nich bakcyla turniejowego. Jedyne zastrzeżenia mam co do miejsca turnieju finałowego serii LGT. Według mnie powinien on odbyć się w okolicach Warszawy lub w Polsce Centralnej, a nie w miejscu, do którego niektóre zawodniczki miałyby ponad 500 km. Stołeczne pola dysponujące zapleczem hotelowym wydają się wymarzonym miejscem na finał.

Sezon 2012 uważasz za udany?
Jeśli chodzi o moją grę, to jestem zadowolona. Cieszę się, że w ogóle mam możliwość grać, że na to pozwala mi czas i inne obowiązki. Wiele radości przyniósł fakt, że udało mi się wygrać ranking. Za każdym razem, kiedy obniżam handicap, to wydaje mi się, że dochodzę do ściany, że już dalej nie dam rady. A kolejny rok pozytywnie zaskakuje.

Polski Związek Golfa notuje obecnie wzrost liczby zrzeszonych golfistów. Pomiędzy 2011 a 2012 rokiem przybyło prawie sto kobiet. A Ty jak oceniasz rozwój damskiego golfa?
Gdzie są te zawodniczki, juniorki? Na zawodach ogólnopolskich widzę bardzo mało nowych twarzy, a gram w Polsce od siedmiu sezonów. Według mnie z roku na rok jest co raz gorzej.  W 2007 roku, podczas mistrzostw rozgrywanych w Rajszewie, startowało 70-80 dziewczyn i tyle samo było rok później w Amberze. W porównaniu do 40 dziewczyn, które pojawiły się w zeszłym roku to ogromna przepaść.  Do tego część z tych 40 została na ostatnią chwilę zwerbowana przez klub, ze względu na zwrot kosztów uczestnictwa. Gdyby nie to, lista startujących była by jeszcze uboższa.

Ale inicjatyw dla kobiet jest coraz więcej – wymienię rajszewski „Golf w spódnicy”, akcję Marii Bednarczyk „Golfem w raka”, Warsaw Open Ladies’ Golf Cup, czy cykl Ladies Golf Tour…
Turniej, uważany za mistrzostwa Warszawy, uważam za bardzo udany. Startowało tam 20 kobiet, czyli w stosunku do turnieju cyklu Ladies Golf Tour, rozegranego na tym samym polu, było dwa razy więcej uczestniczek. Organizowanie zawodów w tracie tygodnia to nie najlepszy pomysł, co było widać po frekwencji. Są przecież kobiety, które oprócz gry mają rodzinę i pracę.

Z drugiej strony, są też panie, które nie pracują i chciałyby weekend spędzić z rodziną, więc optują za grą w tygodniu. Czy to da się jakoś pogodzić?
Ja nigdy nie słyszałam argumentu typu „mam zajęty weekend i wolę grać w tygodniu”. Zresztą liczba zawodniczek świadczy o tym, czy podjęta decyzja jest słuszna czy nie. Jeśli w tygodniu przyjeżdża siedem zawodniczek, a na tym samym polu w turniej weekendowy przyjeżdża 20 – to rozumie się samo przez się. Ja nie mówię, że turnieje są złe, bo będąc na urlopie w Międzyzdrojach wzięłam udział w LGT i doskonale mi się grało. Spotkałam znajome zawodniczki i mimo tego, że strasznie lało, to nikt nie zszedł pola i było fantastycznie.

Byłaś najlepszą zawodniczką kobiecego rankingu. Czy wybierając turnieje, w których weźmiesz udział, kierowałaś się kalkulacją? Sprawdzałaś, gdzie i ile punktów możesz zdobyć?
Nie. Regulamin jest tak skonstruowany, że kalkulowanie nic nie da. Do rankingu zalicza się pięć turniejów plus PZG Masters. Trzy z tych pięciu to turnieje mistrzowskie (match play, mistrzostwa w kategoriach wiekowych, mistrzostwa kobiet), które mają najwyższą kategorię, czyli dają najwięcej punktów. Kolejny ważny turniej to Dr Irena Eris Ladies’ Golf Cup. W tych czterech turniejach gram regularnie od kilku sezonów. Czyli wybrać można sobie tylko jeden turniej, w którym zdobyte punkty będą uwzględniane w rankingu. Moim zdaniem kalkulacja niewiele by pomogła. Wniosek jest prosty, trzeba starać się zagrać jak najlepiej. To, że wygrałam ranking w ubiegłym roku (jak i w 2010 roku), nie świadczy, że gram najlepiej. Czasami to kwestia szczęścia, tego że ktoś zagra słabiej. Ranking nie odzwierciedla umiejętności. Cieszę się, że mogę dorównywać jeszcze juniorkom, że możemy rywalizować na jednym poziomie. Jednak znam swoje miejsce i do bycia liderem daleka dla mnie droga.

Który turniej najbardziej cenisz pod względem atrakcyjności, atmosfery i nagród?
Nagród??? Cieszę się, że odchodzi się od takiej formuły, że zawodnik wraca z turnieju obładowany pudłami z nagrodami. W turniejach sponsorowanych proszę bardzo – jak sponsor chce, to niech daje prezenty, ale w mistrzostwach Polski – puchar, uścisk prezesa i koniec. Jeśli chcemy iść w sportową stronę golfa, to zamiast załatwiania nagród powinniśmy zachęcić do udziału zawodniczki z zagranicy lub wspierać juniorki. Tyle że zawodniczki z zagranicy trzeba zaprosić. Jak nikt nie zaprosi, to nikt nie przyjedzie. Polska nie jest dla nich atrakcyjnym miejscem do rywalizacji, tym bardziej jeśli mamy tak wysokie limity handicapu. We wcześniejszych latach limit był zaniżany i też nikt nie przyjeżdżał. Dlatego należy włożyć trochę pracy, żeby pozyskać zawodniczki. Może wymaga to innego podejścia, większego zaangażowania?

Nie każdy golfista chciałby iść w stronę stricte sportową.
Golf ma dwa oblicza. Z jednej strony to typowy sport rekreacyjny, ale z drugiej istnieje sport wyczynowy, z tysiącami juniorów, którzy na drodze selekcji odpadają, a ci którzy zostają, przechodzą na zawodowstwo.
My w Polsce rozpoczęliśmy golfa od „mam pieniądze i czas, więc gram”. Początkowo był to sport elitarny, ludzie próbowali w ten sposób zaistnieć. Bankiety, cateringi – to był rodzaj sponsoringu. Niektórzy przyzwyczaili się, że turniej zaczynają od śniadania… A na zawodach zagranicznych organizator zapewnia wodę, reszta we własnym zakresie.

To jak przyciągnąć kobiety, które chciałyby grać rekreacyjnie?
To są dwa różne światy – sport i rekreacja. I może nie należy ich na siłę łączyć, bo taka próba może prowadzić do niemiłych efektów, o czym już przekonaliśmy się podczas kobiecych mistrzostw Polski 2011. Równolegle do sportu należy rozwijać i promować  golf towarzyski. Ogólnopolskie Dni Golfa, czy zajęcia typu „Golf w spódnicy” – to genialne pomysły, dzięki którym pojawia się co raz więcej dziewczyn na polach golfowych, z których mam nadzieję można będzie „wyłuskać” przyszłe poważne zawodniczki. Wspaniale przykładem jest doskonale zorganizowany Dr Irena Eris Ladies’ Golf Cup. Na tym turnieju frekwencja zawsze dopisuje, kobiety lubią w nim grać.

Od 7 lat uczestniczysz w polskim golfie. Uważasz, że to idzie w dobrym kierunku?
Jak najbardziej ten sport w Polsce rozwija się. Jednak jest bardzo duża przepaść między dziewczynami i chłopakami. Przeskok nie do odrobienia, porównując czołówki list dziewcząt i chłopaków. Boli mnie, że nie ma dziewczyn, które mogłyby stworzyć w przyszłości mocną grupę zawodniczek.

Była kiedyś silna grupa juniorek, które wystartowały po raz pierwszy w mistrzostwach Polski kobiet w Amberze, a na kolejnych były już liderkami. Jednak większość już dorosła, a golf nie był na takim poziomie, że można było wiązać z nim przyszłość i planować karierę na międzynarodowym poziomie. Jestem pewna, że te dziewczyny jeszcze wrócą do amatorskiego golfa na bardzo wysokim poziomie, może już jako mid-amatorki, bo taka jest naturalna kolej rzeczy. Mam jednak nadzieję, że kiedyś zobaczymy polskie nazwiska w europejskich, albo nawet światowych ligach golfowych. Mamy kilku dobrze zapowiadających się juniorów oraz perełkę w postaci Adriana Meronka, który fantastycznie radzi sobie w lidze akademickiej za oceanem.

A jak wygląda Twój trening?
Mój trening? Wygląda tak, że przychodzi sobota, nie ma pracy, więc jedziemy na golfa! Nie, przepraszam – treningowe miałam też wtorki, kiedy przez większość lata mogłam tak ułożyć pracę, żeby bywać na polu. Tylko nie starcza wtedy czasu na trening na drivingu. Wychodzę z założenia, że rozgrzeję się w drodze z parkingu na pole.

Wychodzi na to, że masz niesamowity talent – tak mało treningu, niewiele drivingu.
Nie przesadzajmy! Z golfem jest jak z jazdą na rowerze – tego się nie zapomina. Miałam bardzo dobre podstawy. Grałam w Moskwie w Akademii Golfa założonej przez Svena Tumbę. W 1988 roku trafiłam do kadry juniorów, gdzie miałam przyjemność i zaszczyt trenować przez trzy lata. Miałam też okazję zobaczyć jak to wygląda w światowych ośrodkach – w Stanach, Szwecji, Szkocji. Wiele zawdzięczam moim pierwszym trenerom oraz Wacławowi Laszkiewiczowi, który pomógł mi po 15-letniej przerwie wrócić do tej wspaniałej dyscypliny.

W ubiegłym sezonie zmieniłaś klub z Tokary Golf Club na Sierra GC. Czy to udana zmiana?
Zawsze uważałam Sierrę za jeden z najlepszych obiektów w Polsce i wspominałam, że jak wygram w totka, to złożę aplikację członkowską. Nigdy w totka nie wygrałam (nawet losu nie wysłałam), ale los i tak się do mnie uśmiechnął. Myślę, że w ten sposób moje umiejętności sportowe zostały docenione, a równocześnie moje sukcesy są wynikiem między innymi  tego, że zaczęłam trenować na obiekcie klasy mistrzowskiej. Mieszkam w Gdyni, a mało kto ma takie szczęście, że do Sierra GC mam 30 minut, a równie blisko do dwóch innych bardzo dobrych obiektów. Jest jednak łyżka dziegciu w beczce miodu, bo do Sierry nie można przyjeżdżać z psami, więc mój terier Fama musi zostać w domu, choć przez lata nauczyła się odpowiednich komend i nie gania za piłkami, nie kopie dołków, nie wchodzi na green, pilnuje się mnie cały czas. Ale temat psów na polach golfowych to materiał na osobny artykuł…

Czego można Tobie życzyć? Czego brakuje Ci do golfowego spełnienia?
Niczego mi nie brakuje – czuje się spełniona jeśli chodzi o wyniki. Najważniejsze, że mogę grać. Golf to już nie hobby, to mój sposób na życie. Życzyć mi można tylko i wyłącznie, żeby tak mi się życie układało, abym mogła to kontynuować.

Oksana Wojtkiewicz – Urodzona w Moskwie, mieszka w Gdyni. Z wykształcenia filolog, zawodowo zajmuje się sprzedażą systemu operacyjnego czasu rzeczywistego RTOS QNX. Jako golfistka reprezentuje Sierra GC, obecny hcp 4,8. Prywatnie miłośniczka psów rasy west highland white terrier.