Adrian Meronk o studiach i treningu w Stanach

9 stycznia 2013

Adrian Meronk dziewięciokrotnie stawał na podium mistrzostw Polski, reprezentował kraj m.in. w drużynowych mistrzostwach świata amatorów. W sierpniu wyjechał do USA, gdzie rozpoczął studia na kierunku sport management w East Tenneesse State University i grę w pierwszej dywizji, czyli najmocniejszej lidze uniwersyteckiej. Po kilku miesiącach w Stanach jeden z czołowych zawodników kadry narodowej przyznaje, że choć warunki do treningu ma wspaniałe to tęskni za bliskimi i… własnym łóżkiem.

Anna Kalinowska: Jak wyglądały Twoje pierwsze dni w East Tenneesse State University?
Adrian Meronk: Na początku nie wiedziałem czego się spodziewać. Było trochę strachu i niepewności. Ale już pierwszego dnia spotkałem bardzo miłych i pomocnych ludzi, którzy we wszystkim pomogli i pokazali, co gdzie jest, więc obyło się bez nieprzewidzianych przygód. Pierwsze dwa tygodnie były bardzo pracowite, musiałem między innymi wypełniać masę papierów rożnego rodzaju.

Jak obecnie przebiegają studia? Jak łączysz naukę z treningami?
Mówiąc szczerze nauki nie mam dużo. Zajęcia odbywają się jedynie dwa razy w tygodniu po pięć godzin. Mam dużo czasu na treningi i czas wolny. Nauczyciele naciskają  na obecność na zajęciach, ale są też bardzo wyrozumiali jeżeli chodzi o sport, więc nie mam najmniejszego problemu, kiedy wyjeżdżam na zawody. Bardzo podoba mi się tutejsze podejście ludzi do sportu.

Jeśli chodzi o zajęcia drużynowe to trzeba być jedynie na treningach w siłowni. Jeżeli zaś mówimy o golfie to trener od czasu do czasu organizuje grupowy obowiązkowy trening, a poza tym wszystko jest dobrowolne i zależy od zawodników. Oczywiście kiedy ktoś nie angażuje się wystarczająco to trener nie jest zadowolony. Pojawia się codziennie w centrum golfowym, więc wszystko obserwuje. Zatem trenuję kiedy chcę, nikt mnie do niczego nie zmusza, a ja staram się kontynuować pracę, jaką robiłem z Matthew Tipperem we wrocławskim klubie Toya.

Nauki mało, trenujesz kiedy chcesz, czyli jest czas na szeroko pojęte życie studenckie..?
W Johnson City nie ma dużo atrakcji, więc przez większość czasu staram się trenować, czy to na siłowni, czy w centrum golfowym. Tym bardziej, że warunki do treningu mamy bardzo dobre – jest centrum golfowe, z którego możemy korzystać tylko my oraz drużyna dziewczyn. Mamy coś w rodzaju domku klubowego, w którym jest kryty range, podobny do tego we wrocławskiej akademii Leadbettera. Mamy do dyspozycji dwa putting greeny oraz dwa greeny do krótkiej gry, a nawet piłki na range Titleist Pro-v.

Jak odnalazłeś się w teamie ETSU? Jaka jest atmosfera w uczelnianej drużynie The Buccaneers?
W teamie odnalazłem się dobrze i bardzo szybko. Starsi zawodnicy przyjęli mnie bardzo mile i pomogli przyzwyczaić się do nowego otoczenia. Atmosfera również jest bardzo dobra, mimo tego, że znamy się dopiero kilka miesięcy. Rywalizacja pojawia się podczas kwalifikacji na zawody. Oczywistym jest, że każdy chce zagrać w turnieju, a nie ma miejsc dla wszystkich. Natomiast na zawodach nie odczuwa się tej rywalizacji – tam każdy gra jak najlepiej, bo wiadomo, że reprezentujemy jedną drużynę.

I jak Tobie idzie jej reprezentowanie?
Jak do tej pory grałem w pięciu turniejach w barwach ETSU, moja średnia wyników z pierwszego semestru to 73,1, a najlepsze miejsce to dwukrotnie t13 na najmocniej obstawionych turniejach, gdzie grały takie drużyny jak Stanford czy Oklahoma State. Najlepiej wspominam udział w Warrior Wave Intercollegiate, rozegrany w listopadzie na Hawajach. Zacząłem występ od 68 uderzeń w pierwszej rundzie.

Jaki jest uczelniany system kwalifikacji na zawody?
Trener ustala przed danym turniejem, gdzie i kiedy gramy oraz o ile miejsc. W turnieju gra pięciu zawodników. Jest jeszcze taka zasada, że jeśli zajmie się miejsce w pierwszej dwudziestce (indywidualnie) w poprzednim turnieju to automatycznie dostaje się miejsce w składzie na następne zawody.

Jakie przedstawiają się Twoje najbliższe plany startowe?
W nowym semestrze czeka mnie minimum pięć kolejnych turniejów, a może nawet więcej, jeśli zakwalifikujemy się do finałów. Pierwszy z nich to Sea Best Invitational, który obędzie na Sawgrass, a następny Puerto Rico Classic.

Czego Ci najbardziej brakuje w Stanach?
Najbardziej tęsknię za bliskimi i brakuje mi mojego łóżka. A także polskiego jedzenia, bo to w Stanach pozostawia wiele do życzenia.

Czego Ci życzyć w rozpoczynającym się roku?
Stabilnej i równej gry na wysokim poziomie, paru zwycięstw w międzynarodowych turniejach oraz występu w jakimś prestiżowym zawodowym turnieju.

Adrian Meronk
Urodzony 31.05.1993 w Hamburgu, a wychowany w Pniewach pod Poznaniem, reprezentuje Toya Golf & Country Club Wrocław. Absolwent wrocławskiego 10. Liceum Ogólnokształcącego, fan piłkarskiego zespołu Hamburger SV. Pochodzi ze sportowej rodziny – ojciec Andrzej był w latach 70-80. ligowym siatkarzem. Wielokrotnie stawał na podium mistrzostw Polski (był m.in. mistrzem Polski 2010, mistrzem Polski juniorów 2010 i 2011, wicemistrzem Polski 2011, wicemistrzem Polski juniorów 2009, a wraz z zespołem Toya zdobył klubowe mistrzostwo Polski w 2007 i 2012 roku oraz klubowe mistrzostwo Polski juniorów 2008). W 2011 roku zwyciężył w rankingu World Junior Golf Series, dostał się do finału Boys Amateur Championship oraz startował w tak prestiżowych zawodach, jak: French Open, German Boys Open, Czech International Junior Championship, European Boys’ Challenge Trophy, Orange Bowl Championship. Student East Tenneesse State University, obecnie zajmuje 485 miejsce w rankingu WAGR.