Rafał Brzozowski: Tak blisko muzyki, jeszcze bliżej sportu

26 września 2012

Jego życie podzielone jest między muzykę i sport. Obie pasje przeplatają się od lat, choć po sukcesie piosenki „Tak blisko”, uznanej między innymi za hit lata podczas gali Eska Music Awards, to śpiewanie jest na pierwszym miejscu.

Zanim Rafał Brzozowski wziął udział w programie The Voice of Poland były studia w Akademii Wychowania Fizycznego i kariera zapaśnika zwieńczona medalem akademickich mistrzostw Polski. Jeszcze wcześniej był golf, a właściwie… caddiowanie w podwarszawskim Rajszewie.

Anna Kalinowska, Wioletta Sielużycka: Wypijesz z nami kawę na spokojnie, czy Twój harmonogram pozwala jedynie na krótkie spotkanie?
Rafał Brzozowski: Chętnie napiję się herbaty, choć rzeczywiście to, co się aktualnie u mnie dzieje to jeden wielki młyn. W drodze na Festiwal Piosenki Polskiej w Kaliningradzie jadę na nagranie programu „Jaka to melodia?”, potem „Kocham Cię Polsko”, a dalej „Kabaretowe noce Dwójki”. Październik i listopad również obfitują w zaproszenia do programów rozrywkowych. Właściwie codziennie mam czas zajęty nagraniami, podpisywaniem płyt, galami i koncertami. We wrześniu znajdzie się tylko jeden dzień luzu.

A gdzie w tym wszystkim śpiewanie i prawdziwe koncerty dla publiczności?
Na razie nie ma, bo grafik wypełniają zamknięte eventy, dużo spraw związanych z promocją, tym bardziej że niebawem ukaże się nowy singiel – „Katrina” w duecie z Liberem. W związku z tym jeździmy trochę razem, a jesienią ruszamy w trasę po Stanach Zjednoczonych. Chodzę też ostatnio z wywiadu na wywiad. Bywa, że jednego dnia w kilku stacjach. Nie sądziłem wcześniej, że aż tyle tego będzie…

Udzieliłeś już ponad czterdziestu wywiadów. Głowa od tego może rozboleć…
Sam tego chciałem. Zdaję sobie sprawę, że to jest chwilowy boom i niebawem się wszystko uspokoi, a teraz trzeba to wykorzystać i ułożyć plan na przyszły sezon, kiedy będą koncerty. Dostałem pięć propozycji śpiewania w Sylwestra, więc chyba będę musiał helikopterem fruwać z miejsca na miejsce…

Co ostatnio zmieniło się w Twoim życiu poza zapełnionym grafikiem?
Ciężko powiedzieć. Ja w tej branży pracuję od wielu lat, więc wiem, że są etapy bardziej i mniej intensywnej pracy. To, że stałem się bardziej rozpoznawalny i medialny, jest efektem wieloletniej pracy. Nie zmienił się mój styl bycia, czy życia. Ja tak zasuwałem również wcześniej. Problemem stał się brak czasu na spotkania ze znajomymi, rodziną, czy na odpoczynek. Tym bardziej się cieszę, że w zeszłym roku udało mi się wyrobić Zieloną Kartę, bo w tym sezonie  nie byłoby na to szans.

Na pewno jednak znajdujesz choć godzinę dziennie na sport!
Może nie godzinę, ale kilka razy w tygodniu trzeba się ruszyć, bo inaczej człowiek leży i więdnie. Ja zawsze miałem dwie pasje: muzykę i sport. One idą dwutorowo, choć w tej chwili najważniejsza jest muzyka. To jest gałąź życiowa, na którą postawiłem i na tym będę zarabiał pieniądze. To również spełnianie marzeń. Sport idzie w stronę rekreacji.

Jak wygląda zatem aktualna aktywność fizyczna absolwenta AWF? Czy masz czas na golfa?
W wolnej chwili wychodzę pobiegać, popływać, pojeździć na rowerze. Na golfa potrzebuję więcej czasu. Często znajomi, a najczęściej Tomek Iwan, zapraszają mnie na grę, ale teraz muszę pilnować swoich muzycznych spraw. Na pewno będę grał, ponieważ bardzo to lubię, ale jestem obecnie na takim etapie życia, że muszę do czegoś dojść. Gra w golfa jest moim hobby. Nie chcę jeździć po zawodach i robić nie wiadomo jakich wyników. Bardziej traktuję to jako przygodę, spotkanie z fajnymi ludźmi, odstresowanie się. Jesień to dobra pora, żeby „popykać” w golfa, dlatego, jak tylko znajdę chwilę, na pewno pojadę na pole.

Wcześniej trenowałeś zapasy – dyscyplinę dynamiczną i kontaktową. Skąd taka odmiana w upodobaniach sportowych?
To przychodzi z wiekiem. Jest taka potrzeba. Zapasy zostawiłem z wielu przyczyn, choć bywa, że do nich wracam. Jeśli trenowało się coś intensywnie, to nie możesz z dnia na dzień tego zostawić. Staram się raz w tygodniu pojawić na macie, chociaż obecnie po prostu nie ma kiedy. Jeśli chodzi o golfa to jak już będę grał to na sto procent. Bo to jest sport fajny do wypoczynku. Świeże powietrze, spacer, możliwość spotkania ciekawych ludzi. I to co dla mnie ważne – koncentracja. Piłeczka jest mała, trzeba wykonać jeden bardzo precyzyjny ruch, uderzenie, które musi Cię na chwilę wyciszyć. Nie można tutaj wkładać emocji, ani zbyt dużej energii. To jest taka odskocznia, gra się dżentelmeńsko, maksymalnie w cztery osoby. W kameralnym gronie można miło spędzić czas. Nie mówię nawet o sytuacjach, w których walczy się o punkty, bo wtedy dochodzą nerwy i emocje. Ja na razie traktuję grę z przymrużeniem oka.

Ale za jakiś czas…
Za parę lat, gdy już „ustawię się” na rynku i będę miał już więcej luzu to będę grał na poważnie. Jeśli kariera dobrze się rozwinie, wtedy nie będę musiał się starać, żeby być wszędzie, gdzie mnie proszą, tylko będę mógł wybierać wydarzenia, w których chcę uczestniczyć, a w których nie do końca. Teraz też wybieram, ale jeśli pojawia się możliwość wystąpienia gdzieś, gdzie chcą pokazać nową twarz, to ja z tego korzystam. Kiedy ma się już ugruntowaną pozycję na rynku, to można sobie zrobić małą odskocznię typu „teraz mnie nie ma, proszę o kontakt po powrocie” i dziennikarze, czy programy poczekają.

Wspominałeś o koncertach w USA. Celujesz w zachodnie rynki?
Amerykańska trasa kierowana jest do Polonii. Będziemy grali w trzech miejscach: Connecticut, Nowy Jork i Chicago z Zakopower, Liberem i Sylwią Grzeszczak. W przyszłości bardziej myślę o podbijaniu rynku rosyjskiego niż amerykańskiego. Wszyscy zapatrują się na Zachód, natomiast my obok mamy potężny rynek. Zacząłem już robić piosenki po rosyjski.

Czy związki z kulturą rosyjską wiążą się z Twoją wcześniejszą pasją, czy też jest to przemyślany ruch marketingowy?
Miałem nauczyciela śpiewania, który był Rosjaninem. Przebywając w towarzystwie Rosjan nauczyłem się śpiewać ich piosenki. Znam język na tyle, że rozumiem i potrafię się dogadać, natomiast śpiewać potrafię, bo prostym jest napisać tekst fonetycznie i nauczyć się wymowy. Ponieważ tamtejszy rynek jest ogromny, to byłoby fajnie tam zaistnieć. Głośno myślę, ale czemu by nie?

Jakie elementy sportowej kariery pomagają Ci teraz w karierze muzycznej?
Jest ich bardzo dużo. Przede wszystkim myślenie długodystansowe. Tak, jak sportowiec nie może się załamywać po jednej porażce, gdy buduje formę na ważną imprezę, tak i ja staram się działać w muzyce. Przygotowując się do kolejnego etapu, będę dalej się uczył śpiewać, bo widzę, co jeszcze potrzebuję podszkolić. Chcę budować to wszystko tak, żeby moja forma była równa, a nie tak jak teraz, raz bardzo wysoka, a raz słabsza. Nad techniką muszę cały czas pracować, tak jak sportowcy, którzy codziennie trenują. Podobnie jest z systematycznością i mobilizacją. Gdy mam występ, to rezygnuję z zabawy, balangi, ponieważ mam w głowie ważniejsze rzeczy. Natomiast różnica między sportem a show-biznesem jest taka, że jeżeli jesteś dobrze przygotowany i potrafisz sobie poradzić ze stresem startowym, czy jak u mnie z koncertowym, to dochodzi jeszcze czynnik publiczności, która albo zaakceptuje albo nie. W sporcie jeżeli robisz wyniki, to wygrywasz i to jest wymierne. W muzyce nie ma takiej wymierności, bo ktoś może genialnie śpiewać, komponować i go nie ma, nikt o nim nie słyszał.

Powiedź szczerze – na ile muzyka, którą teraz tworzysz, to odzwierciedlenie tego co czujesz, a na ile tego, co „się sprzeda”?
To jest problem dyskusyjny. Z jednej strony dotarłem do momentu, w którym chcę tworzyć muzykę popową. Myślę tu o takim popie, który ma melodykę polską, ale nowoczesne elementy. Zrozumiałem, że trzeba słuchać tego, co powstaje na świecie. Radia mają swoją politykę, z którą nic nie zrobimy i trzeba się z tym godzić i podporządkować, żeby w tym komercyjnym nurcie istnieć, albo nie. Można znaleźć środek, tego co ja bym chciał, ale ujętego w ramach, które się sprzedadzą. To pozwoli w przyszłości realizować projekty, które mogą być totalnie niszowe, ale będą dla mnie satysfakcją – płyty jazzujące, czy swingujące.

Z kim konsultujesz, w którym kierunku iść, jak dalej pracować, co robić?
Ze sobą. Oczywiście jest wytwórnia, jest kierownik muzyczny, mam producentów czy muzyków do pomocy, z którymi się naradzam, ale to ja decyduję, co chciałbym robić.

A oni to wszystko akceptują?
Na razie tak, dlatego że okazało się, że to co robię i chcę robić, sprawdza się. Teraz im więcej stawiam na siebie, a nie wspieram się znanymi nazwiskami, tym więcej korzystam z tego. Artysta jest osobą, która kreuje, a nie odtwarza. Ja mam dużo do powiedzenia, bo dużo przeszedłem w życiu. Grałem na weselach, na eventach, prowadziłem różnego rodzaju imprezy i się tego nie wstydzę. Bo chałtura jest wtedy, kiedy się nie wkłada serca w coś. Ja wkładałem, choć myśl o dziesięciu tysiącach fanów była wtedy zupełną abstrakcją.

Śpiewałeś na weselach, w klubach studenckich. Ludzie podchodzili i mówili: „to co robisz jest super, marnujesz się tutaj”?
Cały czas. Wszyscy wspominali, że się marnuję, że mogę zrobić karierę. Obiecywali pieniądze, gruszki na wierzbie. Skończyło się tak, że musiałem wziąć kredyt, żeby nagrać płytę. Teraz tych pochlebców, którzy mówili, że karierę zrobię, jest sto tysięcy. Nagle nie ma problemu, „chcesz pieniądze, to Ci pożyczę. Ile Ci dołożyć?”. Teraz to ja dziękuję. Gdy potrzebowałem, nie daliście, musiałem sam na to zapracować. Nic nie dzieje się jednak bez przyczyny, wszystko ma swoje miejsce i czas. Tak samo jest z golfem w moim życiu – na pewno przyjdzie czas, że będę mógł jeździć po świecie i w niego grać. Tym bardziej, że z polskim powojennym golfem jestem niejako związany od początku. Gdy miałem piętnaście lat, zaraz po otwarciu pola w Rajszewie, byłem tam w wakacje caddiem…

Rafał Brzozowski (ur. 8 czerwca 1981) – polski muzyk i wokalista, były zapaśnik, absolwent warszawskiej AWF. Pochodzi z Nowego Dworu Mazowieckiego. Jego kariera muzyczna rozpoczęła się od udziału w telewizyjnym programie „Szansa na sukces” w 2002 roku. Wył wokalistą zespołu Emigranci, śpiewał także z Markiem Kościkiewiczem w podzielonym De Mono.
Jesienią 2011 roku wziął udział w programie „The Voice of Poland”, odpadając tuż przed finałem.
Jego debiutancki album „Tak blisko” ukazał się 7 sierpnia 2012 roku. 20 lipca podczas gali Eska Music Awards 2012 otrzymał nagrodę za piosenkę „Tak blisko” w kategorii Przebój lata, który wybrali widzowie.  Jego singel zajął drugą pozycję na liście przebojów Polish Airplay Chart. Klip odnotował dotychczas rekordowe 5,5 mln odsłon, a piosenka była na pierwszym miejscu w krajowych rozgłośniach radiowych – m.in.  RMF FM,  Radiu Zet, Radiu Eska, Radiu Wawa i Polskim Radiu.