Golf plus konie równa się polo

5 września 2012

Dynamiczny swing i potężne uderzenie kijem w piłkę, która porusza się następnie z imponującą prędkością. Szybkość, ale i elegancja. Arystokratyczna tradycja. System handicapowy pozwalający na sprawiedliwą rywalizację drużyn o podobnym poziomie. Podział na amatorów i zawodowców. Rywalizacja na trawie, a potem drink w domku klubowym. Na pierwszy rzut oka proste zasady. Gra królów, król gier. Niegdyś olimpijska dyscyplina. Sport na tyle elitarny, że przy nim golf wydaje się dyscypliną masową…

Tyle podobieństw z golfem ma polo, uważane za najstarszy sport drużynowy na świecie. Jego historia liczy sobie 2500 lat, a kolebką była Azja Mniejsza i Chiny. Tamtejsza lekka jazda ćwiczyła w czasie pokoju elementy techniki. Do Europy sport dotarł w XIX wieku przez stacjonujące w Indiach wojska brytyjskie. W polo grał Aleksander Wielki, Winston Churchill, cała elita oficerów wszystkich armii świata, począwszy od armii chińskiej dynastii Ming, poprzez armie perskie czy dwór cesarski w Japonii.

Potyczka rozgrywana jest konno na trawiastym boisku o wymiarach275 m x 183 m przez dwie czteroosobowe drużyny, których gracze dążą, używając długich kijów tzw. malletów, do umieszczenia w bramce przeciwnika drewnianej, białej kuli, wielkości pomarańczy.W meczu rozgrywa się od 4 do 8 części zwanych czakerami, z których każdy trwa 7,5 minuty. Między nimi są 3-minutowe przerwy na zmianę konia. Zawodnik posiada zwykle cztery wierzchowce podczas meczu. Aby wyrównać szanse, wprowadzono system handicapowy (od -2 do +10 dla każdego gracza). Suma handicapów zawodników stanowi hcp drużyny, a konkurujące teamy powinny mieć zbliżone hcp. Handicap weryfikowany jest po sezonie – to uznaniowa ocena komisji, ale wymierna dzięki łatwym do sprawdzenia kryteriom.

Stulecie polo w Polsce
Pierwszym w kraju entuzjastą polo był Alfred hr. Potocki, którego drużyna z Łańcuta grywała przed wojną w turniejach w Polsce i w Niemczech.
– W ubiegłym roku minęło sto lat od pierwszych rozgrywek polo. W 1911 roku taki mecz odbył się w majątku Potockich. Na początku XX wieku rywalizowali jednak nie tylko arystokraci, ale przede wszystkim kawaleria, bowiem ta gra była doskonałym elementem szkolenia – wspomniał Jakub Czekaj, jeden z propagatorów gry.

Po długiej przerwie polo zainaugurowano w 2003 roku meczem pokazowym na Służewcu. Rok wcześniej grę nad Wisłę sprowadzał Paweł Olbrych, właściciel majątku Buksza – pierwszego klubu polo w powojennej Polsce. Wraz z Jakubem Czekajem podróżowali po świecie, obserwując jak działają renomowane ośrodki.

– Dla mnie to naturalna kontynuacja rodzinnych tradycji, bowiem brat mojej prababki  Ludwig Windischgraetz był polistą, a obecnie sport ten uprawia również kuzynka z Anglii. Konie są moją pasją od lat, a specjalizują się w zawodach militari, podczas których trzeba wykazać się umiejętnością władania lancą i szablą na koniu. To podobne do polo – mówi Czekaj.

– Pojechaliśmy z Pawłem Olbrychem zagranicę, zaraziliśmy się pasją do polo, a za nami kolejne osoby chciały rozwijać ten sport w Polsce – dodaje właściciel portalu Centrum Polo.pl, architekt z zawodu.

Obecnie działającymi ośrodkami polo w Polsce są trzy podwarszawskie kluby: Warsaw Polo Club w Jaroszowej Woli, kampinoski Żurawno Polo Club i położony koło Góry Kalwarii Klub Buksza Polo, a także Sowiniec Polo Club. Ten ostatni to położony pod Mosiną w woj. wielkopolskim obiekt, który jako jedyny dysponuje dwoma pełnowymiarowymi boiskami. Do tej mapy klubów dochodzi kilka mniejszych obiektów treningowych i hodowlanych.
Według danych Międzynarodowej Federacji Polo (FIP) w Polsce jest dziewiętnastu graczy, choć jak kalkulują przedstawiciele środowiska ta liczba oscyluje wokół 20-30 osób.

Wszyscy uprawiają tak zwane „low goal polo”, jedynie za granicą uczestnicząc w turniejach „wyższych”. Nie mamy w kraju żadnego gracza zawodowego, choć pro zatrudniani są sezonowo w klubach oraz na turnieje. Wkraczamy jednak w etap rozbiegu, zaczyna grać młodzież i to z coraz lepszymi wynikami.

W drodze do mistrzostw
Krajowi gracze zrzeszeni są w Polskim Towarzystwie Polo, które natomiast jest członkiem światowej federacji. Do pracy w Polsce przyjeżdżają Argentyńczycy, którzy dominują w polo światku.

Choć krajowe turnieje są zawodami typowo amatorskimi to zaczynają pojawiać się pierwsze sukcesy.

– Dwa lata temu organizowaliśmy w Polsce mistrzostwa Europy centralnej, w tym roku je wygraliśmy –  chwali Czekaj.

Zwycięstwo w turnieju pod auspicjami Central European Polo Asosiation to na razie jednak za mało, by wystawić drużynę w czempionacie Starego Kontynentu.

– Być może zadebiutujemy tam w kolejnych sezonach. Minimalny handicap dla drużyny walczącej o awans do ME wynosi +4, wiec musimy mieć czterech graczy plus zawodnika rezerwowego o hcp 1. Droga do mistrzostw świata jest na razie poza naszym zasięgiem, bo tam próg hcp wynosi 8, do tego dochodzą odpowiednie kwalifikacje koni – tłumaczy nasz rozmówca.

– Chyba, że zdobędziemy szybko graczy z zagranicy, jak Włosi, których drużyna stanęła na podium mistrzostw świata w składzie… jeden Włoch i trzech Argentyńczyków – śmieje się Czekaj.

Argentyna i reszta świata
Krajem przodującym w światowym polo jest właśnie Argentyna. To tam na przełomie XIX i w XX wieku zyskało ono ogromną popularność. Dzięki idealnemu klimatowi oraz dobrym zasobom koni, rozwój polo był tańszy niż w innych krajach, i dziś Argentyńczycy nie mają sobie równych.

W Europie liczą się Brytyjczycy, którzy na Wyspach mają tyle boisk, co w całej Europie (około stu). Sporo graczy jest w Niemczech (ok. 20 klubów), ale głównie amatorów uprawiających ”low goal”. Mocni są też Włosi, Hiszpanie, Francuzi.

Wszystko to jednak ciężko porównać z krajem steków i tango, bowiem wokół samego Buenos Aires zlokalizowane są dziesiątki szkół polo i przeszło setka klubów, czyli tyle, co w krajach europejskich razem wziętych. To w Argentynie rozgrywane są zawodowe turnieje, w tym dwie najważniejsze imprezy – Argentina Polo Open Championship i Palermo Open.

Według światowej federacji tylko jeden turniej mógłby budzić większe emocje – igrzyska…

Olimpijskie polo?
Polo było dyscypliną olimpijską podczas pięciu igrzysk: w 1900, 1908, 1920, 1924 oraz 1936 roku.

W pierwszych zawodach, podczas olimpiady w Paryżu w 1900 roku, wygrał zespół… mieszany – złożony z Brytyjczyków i Amerykanów. Już samodzielnie w grze w piłce na koniach reprezentanci Wielkiej Brytanii okazywali się najlepsi podczas dwóch kolejnych igrzysk, a w 1924 i 1936 roku triumfowali Argentyńczycy. Obecnie polo – głównie z uwagi na małą liczbę krajów, gdzie sport ten można uprawiać, a zarazem wysokie koszty – raczej nie prędko wróci w olimpijskie szeregi. Z drugiej strony FIP (Federation of International Polo) dokłada starań, aby tak się stało.

– To dążenie ambitne, ale trudne do zrealizowania, by nie powiedzieć, że raczej utopijne – komentuje Jakub Czekaj.

U-polo-wać sponsora
Polo to dyscyplina droga i bez pieniędzy nie da rady jej uprawiać. Jak tłumaczą zawodnicy koszty generuje głównie konieczność posiadania kilku doskonale wyszkolonych koni, a dalej ich transportu na zawody.

Trening konia do polo to wieloletnia praca, wymagająca ogromnej cierpliwości. Wierzchowiec musi być niezwykle szybki, zwrotny, ale przede wszystkim bardzo spokojny i doskonale ujeżdżony.

– Najlepsze są kuce argentyńskie. Cena jednego wraz z kosztem transportu lotniczego do Europy to rząd kilkunastu tysięcy euro. Sprawdzają się też wyselekcjonowane  konie z polskiej hodowli, ale w mistrzostwach świata na małopolakach czy innych rodzimych rasach wystartować raczej się nie da – opisuje Czekaj.

Drogie są również początki przygody z polo, bowiem nawet mając doświadczenie jeździeckie potrzeba minimum 20 lekcji, aby móc uderzać piłkę na galopującym koniu. Technika jazdy jest inna od klasycznego jeździectwa, bowiem w polo chodzi o balans ciałem i ruch w siodle, a nie o tę stabilność i równowagę, obserwowaną w ujeżdżeniu czy skokach przez przeszkody, gdzie stabilizacja pozycji i koordynacja jest podstawą sukcesu.

Z finansowych powodów gracze chcący regularnie startować w turniejach zazwyczaj mają swoich patronów, którzy pełnią niejako funkcję sponsora. A możliwość łączenia w drużynie graczy zawodowych z amatorami pozwala często patronom-pasjonatom uczestniczyć w sportowej rywalizacji. Finansowani przez nich pro na pewno podadzą piłkę do swojego patrona i nawet po jego kiepskim zagraniu będą ratować sytuację na boisku…

Czy świat polo to zamknięte i niedostępne towarzystwo osób o odpowiednim statusie materialnym? – Elitarność tego sportu polega na formule działania, a nie na hermetyczności środowiska. Choć aspekt towarzyszki jest nieodłącznym elementem dyscypliny – mówi Czekaj.

Złote klamki w klubach? – To nie istota tego sportu, choć pewnie niektórym bliżej do PR-u i otoczki związanej z polo niż emocji sportowych.

Na razie jednak zdanie wybite przed wiekami na kamiennej tabliczce pozostaje aktualne. Więc „Let other people play at other things — the King of Games is still the Game of Kings”…

Tekst i foto Anna Kalinowska