Jarosław Sroka: Golf ułatwia mi życie

21 sierpnia 2012

Jak przyznaje Jarosław Sroka, golf zadomowił się właściwie w każdym wymiarze jego życia. W każdej wolnej chwili, życiu rodzinnym, na wakacjach, a nawet podróżach służbowych. Od czerwca u wybitnego dziennikarza i członka zarządu Kulczyk Holding pojawił się kolejny golfowy aspekt życia – zarządzanie PGA Polska.

Anna Kalinowska: Na początku czerwca został pan wybrany prezesem PGA Polska. Uznany menedżer, znawca rynku mediów, a jednak golfista amator na czele organizacji zrzeszającej zawodowców…?
Jarosław Sroka: Zanim nie przeczytałem statutu PGA nie bardzo wierzyłem, że jako amator mogę w ogóle zabiegać o to stanowisko. Przesłałem swoją koncepcję rozwoju stowarzyszenia, która, jak się potem okazało, przypadła do gustu wszystkim członkom PGA Polska. I tak się zaczęło. Czyli prawie jak w anegdocie na temat „lądowania” Jacquesa Cousteau na dnie Rowu Mariańskiego, który miał powiedzieć: „Nie wiedziałem, że to niemożliwe, więc to zrobiłem”.

Jak zatem przedstawia się pana koncepcja rozwoju PGA?
Kluczem do zrozumienia tego, co chcielibyśmy wspólnie, podkreślam wspólnie, zrobić w PGA jest „rozwój”. Bardzo mi zależy, żeby stowarzyszenie harmonijnie, ale i dynamicznie rozwijać na wszystkich frontach jego statutowej aktywności. Ważne też, aby ten proces był realizowany wspólnie, we współpracy ze wszystkimi członkami. Chciałbym, żeby wszystkie decyzje były podejmowane transparentnie, żeby były wewnętrznie konsultowane ze wszystkimi członkami, tak, żeby wszyscy czuli się współgospodarzami, współautorami planowanych zmian.

Przed jakimi wyzwaniami stoi obecnie PGA Polska?
Poważnymi, a lista jest dość długa. Od fundamentalnych, programowych związanych z programem oraz jakością szkolenia instruktorów i trenerów, naborem kolejnych, do finansowych, związanych z pilną koniecznością zbudowania stabilnego budżetu, na wizerunkowych kończąc. Jednym z priorytetów jest uzgodnienie naszego członkostwa w PZG. Nie wyobrażam sobie też, by PGA Polska nie było ważnym, profesjonalnym głosem w dyskusji na temat przyszłości tego sportu, szczególnie w kontekście planowanego uwolnienia zawodów, czy konsultacji i tworzenia programu obecności polskich golfistów na igrzyskach olimpijskich w 2016 roku.

Z tego też powodu zaproponowałem prezesowi Markowi Michałowskiemu organizację jesienią tego roku golfowego okrągłego stołu. Poważnej dyskusji na temat przyszłości i zasad funkcjonowania golfa w Polsce z udziałem przedstawicieli PZG, PGA, właścicieli pól golfowych, PKOl, ministerstwa sportu, działaczy, posłów oraz sponsorów i mediów. Chcielibyśmy również wspólnie z PZG reaktywować w 2013 roku prestiżowy turniej Polish Open. Polska zasługuje na imprezę tej właśnie rangi, nagrody, które przyciągną dobrych, zagranicznych graczy. Największym wyzwaniem będzie oczywiście zbudowanie silnej bazy sponsorów, którzy byliby gotowi zadeklarować długofalowe wsparcie. Właśnie uzgodniliśmy, że podejmiemy się tego wyzwania.

Wielka szansa rozwoju golfa upatrywana jest w związku z włączeniem tej dyscypliny do programu igrzysk.
Dlatego właśnie dyskusja na ten temat staje się tak ważna już teraz. Nie wyobrażam sobie też, żeby przygotowania do tego ważnego wydarzenia przybrały formę pospolitego ruszenia. To ważny moment, który trzeba spróbować przekuć w sukces, co z kolei stworzy szansę na dalszą popularyzację tego sportu. A co dla mnie jest szczególnie istotne, to w tym konkretnym przypadku bardzo ważna rola przypada PGA, zawodowym graczom i trenerom, naturalnym ambasadorom tego sportu. Od ich postawy, zarówno etycznej jak i dydaktycznej oraz zwykłej jakości pracy zależy przecież jak szybko golf będzie podbijać serca kolejnych amatorów, jaki będzie jego odbiór społeczny.

Jakie są kolejne wyzwania?
Jak już wspomniałem, doprowadzenie do tego, że profesjonalny głos PGA był głosem ważnym, merytorycznym, kojarzonym z profesjonalizmem i uczciwością. Kluczowym wyzwaniem jest skuteczny nabór oraz  nowoczesne podnoszenie umiejętności i wiedzy już uczących. We wrześniu zamierzamy wdrożyć program ustawicznego podnoszenia kwalifikacji dla wszystkich trenerów i instruktorów PGA. Jego autorem jest Mike O’Brien, na co dzień współpracujący także z PZG, trener kadry narodowej. Naszą intencją jest promowanie tych, którzy chcą się doskonalić, tych, którzy chcą być wzorem dla innych. Nasi instruktorzy mają być znakomitymi ambasadorami tego sportu. Co jednak szczególnie ważne – ambasadorami bez immunitetu dyplomatycznego. Nie będzie więc żadnej tolerancji dla tych, których postawa zawodowa kładzie się cieniem na reputacji stowarzyszenia. Na pewno nie za mojej kadencji.

PGA to przede wszystkim organizacja dla zawodników czy trenerów?
To kolejne wyzwanie. Mam wrażenie, że obecnie funkcjonujące, hybrydowe rozwiązania nie zdają egzaminu i w efekcie nie mamy jeszcze w PGA trenerów naszych marzeń i zawodników na miarę naszych aspiracji. Warto rozpocząć środowiskową debatę na temat stworzenia kategorii zawodowych, turniejowych graczy, którzy nie muszą uczyć. Nie piętnowałby też tych, którzy w turniejach nie osiągają wielkich sukcesów, ale cieszą się zasłużoną reputacją znakomitych nauczycieli, pedagogów, wychowawców golfowych. Myślę, że będzie to kolejny, ważny punkt naszych rozmów w ramach zarządu oraz dyskusji z udziałem wszystkich członków stowarzyszenia. Pracy i zadań, które stawiamy przed sobą na ten rok jest jednak bardzo dużo. Mamy już jednak dwóch sponsorów, którzy pomogą nam sfinansować bieżące potrzeby stowarzyszenia, m.in. ubezpieczenie wszystkich trenerów przez trzy lata, organizację szkoleń i seminariów z udziałem najlepszych, europejskich trenerów, stworzenie nowej identyfikacji wizualnej, czyli nowego logo, strony internetowej. Myślimy o uruchomieniu własnego biura, porządkujemy procedury wewnętrzne, tworzymy standardy dokumentów, projektów marketingowych, komunikacyjnych, analizujemy kolejne obszary współpracy z PZG…

Jak widzi pan współpracę PGA z Polskim Związkiem Golfa?
Jednym z moich strategicznych celów jest doprowadzenie do rozumnej i partnerskiej współpracy. Gramy na jedną bramkę, funkcjonowanie obok siebie nie służy nikomu z nas, a na pewno już nie polskiemu golfowi. Zamierzam przekonać członków stowarzyszenia do przystąpienia do PZG. Jeszcze w tym roku. Prezes Marek Michałowski jest moim serdecznym przyjacielem, obaj jesteśmy z dość staroświeckiej szkoły i dlatego uważamy, że zanim powiemy sobie sakramentalne tak, to wypada trochę ze sobą „pochodzić” (śmiech). Ten etap mamy już jednak za sobą, bo spędziliśmy wspólnie wakacje i poza graniem do upadłego w golfa mieliśmy sporo czasu, by wiele kwestii gruntownie omówić. Obaj rozumiemy potrzebę długofalowej, kompleksowej współpracy. Szanujemy także wzajemnie obszary naszej autonomii. Nasze zespoły identyfikują obecnie wszystkie inicjatywy, zarówno PZG i PGA, które możemy realizować wspólnie. Planujemy także nowe przedsięwzięcia, które pojawią się w golfowym kalendarzu 2013. Naszym wianem jest także bardzo wartościowy, a chyba wciąż niezagospodarowany potencjał, którzy drzemie w naszym członkostwie w PGA Europe.

Polski Związek Golfa podpisał w czerwcu umowę z warszawskim i katowickim AWF na szkolenie instruktorów rekreacji ruchowej ze specjalnością golf. Jak pan się na to zapatruje?
Gratuluję, dobry pomysł. Nie widzę w tym przypadku kolizji interesów. Jeśli poważnie myślimy o upowszechnianiu golfa, to szkolenie nauczycieli wychowania fizycznego wydaje się niezbędne. Nie mam też wątpliwości, że szkolenia będą realizowane przez profesjonalnych instruktorów PGA. I nie obawiam się w tym kontekście naszej wewnętrznej, pewnie burzliwej, dyskusji, że PGA może na tym stracić. PGA straci nie tylko pozycje, ale i reputację jeśli będzie próbować utrzymywać status zamkniętego cechu zawodowego. Uwolnienie zawodów, zniesienie obowiązku certyfikowania wybranych kwalifikacji będzie prawdziwym wyzwaniem dla członków PGA. Ta dyskusja jest również na bardzo wysokim miejscu naszej listy priorytetowych działań.

Jakie są pana cele na najbliższe miesiące, rok, kadencję?
Poza tymi ściśle określonymi, jak wspomniane już stowarzyszenie z PZG, czy uporządkowanie spraw finansowych, bardzo mi zależy na wdrożeniu zasad czytelnej partnerskiej współpracy w ramach samego zarządu PGA. Od początku mojej kadencji, regularnie dyskutujemy, dzielimy się zadaniami, na nowo określiliśmy kompetencje. Wprowadzamy standardy dotyczące współpracy z podmiotami zewnętrznymi, standardy samych umów, porozumień. Wszystko ma być rozumne, rozsądne, ale co najważniejsze – transparentne. Zobowiązałem się do regularnego informowania wszystkich członków stowarzyszenia z realizacji zaplanowanych zadań.  Kolejny list roześlę na początku września. Równocześnie, bardzo mi zależy na docenieniu oraz dalszym wykorzystywaniu doświadczenia i wiedzy ludzi, którzy PGA Polska tworzyli. Mam w tym przypadku szczególnie na myśli Marka Podstolskiego. Dzięki jego pracy i zaangażowani stowarzyszenie ma w Polsce tak dobrą pozycję wyjściową do dalszego rozwoju, a w Europie cieszy się uznaniem i prestiżem. Dlatego zaproponowałem stworzenie Rady Programowej PGA Polska, której honorowym przewodniczącym będzie właśnie Marek Podstolski. Widzę w niej także m.in. Andrzeja Persona, czy Marka Michałowskiego.

A propos transparentności podpisywanych umów – w środowisku zawrzało, gdy na krótko przed wyborami nowego prezesa zarząd PGA podpisał sześcioletnie porozumienie z konsorcjum Discover Golf – Golfeveryday na organizację turniejów organizacji. Co pan sądzi o tej sprawie?
Zgoda. Z punktu widzenia tak zwanych dobrych praktyk podpisanie umowy przez pełniącego obowiązki prezesa nie było najzręczniejszym posunięciem. Ale intencje były słuszne, a wokół tej sprawy narosło wiele niepotrzebnych emocji. W ostatniej chwili znaleziono partnera, który przygotował istotną pulę pieniędzy na organizację serii turniejów oraz naprawdę znaczące nagrody finansowe dla graczy. Ponadto, do kasy PGA regularnie odprowadza uzgodnione pieniądze z racji przywileju organizowania zawodów pod naszym szyldem. Z tego punktu widzenia decyzja wydaje się bardzo racjonalna. Pamiętajmy, że ta umowa dała PGA duży komfort finansowy. Odbyły się wszystkie zaplanowane turnieje i większych zastrzeżeń nie mamy. Jeśli się coś zmieni, to natychmiast wszystkich o tym poinformuję, ale na razie nasi partnerzy wkładają wiele pracy i zaangażowania we współpracę z PGA. Doceniamy to, dziękujemy i liczymy, że kolejny rok będzie jeszcze lepszy.

Czy w związku z pańskim niesamowitym doświadczeniem na rynku mediowym możemy się spodziewać częstszej obecności golfa na łamach prasy i tym samym popularyzowania naszego sportu…?
Zrobię co w mojej mocy! Wszystkich nas, czyli PZG, PGA, graczy, amatorów, właścicieli pól czeka bardzo poważna, długofalowa i niewdzięczna praca. Jestem jednak dobrej myśli, bo widzę ogromny potencjał w ludziach, którzy chcą wspierać rozwój golfa w Polsce. Tak jest w moim przypadku, bo uznałem, że warto zrobić coś dla innych, podzielić się ciekawym doświadczeniem, wiedzą, budować coś wartościowego, nie czerpiąc z tego korzyści finansowych. No i próbuję.

Skąd w pańskim życiu wziął się golf?
Jak to zwykle bywa przez przypadek. Sześć lat temu zostałem zaproszony przez przyjaciół do Rajszewa. Golf był miłością od pierwszego wejrzenia i już po kilku tygodniach nikt nie chciał ze mną grać, bo były to rundy do pierwszej krwi! Byłem wprost nie-do-znie-sie-nia! Nie dość, że poraniłem sobie dłonie, pozrywałem przyczepy żeber, to jeszcze wydawało mi się, że szybko się uczę i rękawicę rzucałem praktycznie każdemu kto wszedł mi w drogę.  Szczególnie więc dzisiaj dziękuję mistrzowi Mateuszowi Kusznierewiczowi, tak, tak, temu Kusznierewiczowi, który jak mało kto, z wyjątkową cierpliwością i niegasnącym, życzliwym grymasem zdziwienia na twarzy asystował mi w tych zadziwiających seansach. Ależ to były rundy! 140 uderzeń. 40-metrowy super drive w krzaki, a potem regularnie pięć chipów i siedem puttów… Święty Mateusz.

Fascynacja golfem pozostała na lata…
Gram od sześciu lat i rzeczywiście jestem tym zafascynowany. Golf ma zaszytą w sobie cudowną wartość – bardzo szybko karze za wszelkiego rodzaju niedbałości, brak staranności, podobnie jak w życiu. To dyscyplina sportu, która nie pozwala chodzić na skróty, uczy pokory, porządkuje myślenie, emocje, pracę, a nawet życie rodzinne…

Golf porządkuje? Z moich obserwacji to raczej dezorganizuje życie, a przede wszystkim zabiera czas.
Organizuje życie, bo nawet jako osoba bardzo zajęta muszę jeszcze bardziej się starać i lepiej organizować czas, żeby go na golfa wygospodarować. Nie ma mowy, żebym grał w tygodniu, bo pełna runda jest zbyt czasochłonna, natomiast nie ma przeszkód, aby trenować, nawet codziennie. Czasami to koszyk piłek na drivingu, a coraz częściej putter i ćwiczenie krótkiej gry, wieczorami wracając z pracy. Albo wcześnie rano, w drodze do biura, choć pracę zaczynam o 7.30, więc proszę sobie wyobrazić, o której wstaję…

Golf organizuje również moje służbowe życie, bo często podróżując po Polsce zaczynam kalkulować, którą drogą wracać do Warszawy, żeby zahaczyć o jakieś pole. Potem dochodzi do kuriozalnych sytuacji, że nawet Międzyzdroje stają się „po drodze” jadąc z Poznania do Warszawy.

I kolejny wymiar, podporządkowaliśmy golfowi także wakacje. Żona też gra, a nawet dobrowolnie powtarza, że lubi, więc wszystkie destynacje muszą być skojarzone z polem golfowym w sąsiedztwie. Pobudka na urlopie najpóźniej o 7 rano i to codziennie…

Jakie jeszcze wartości wnosi golf do pracy w biznesie?
Uczy odpowiedzialności za podejmowane decyzje, uczy strategicznego myślenia, cierpliwości, pokory, szybkiego opanowania emocji. Na tym polega też nasze życie, prawda? Więc jeżeli choć ułamek tych wartości potrafimy wdrożyć w nasze codzienne życie, pracę, to warto grać w golfa.

Jeśli nie golf to co?
Golf jest na tyle absorbujący, że żaden inny sport nie wchodzi już w grę, bo po prostu nie starczyłoby czasu. Z jednym wyjątkiem. Golf zdominował jak na razie trzy pory roku, bo zima jest dla nart. I mam nadzieję, że będzie tak jak najdłużej, bo ze zgrozą obserwuje kolegów, którzy od listopada do marca porzucają zgrabne, smukłe pokrowce na narty, na pękate i ciężkie torby golfowe. Ale jak już wspominałem, golf zatruwa mi życie skutecznie i  wszechstronnie. Czyli jeżeli regularnie biegam to głównie po to, by zachować dobrą kondycję na rundę golfa. Jeżeli się rozciągam i gimnastykuje, to pod kątem lepszego swingu golfowego. Wakacje, jak już wspomniałem – z golfem. Reszta czasu dla mojej fantastycznej rodziny i na książki.

O golfie?
Bez przesady, jeszcze nie oszalałem.… Żartowałem. Jasne, że o golfie. (śmiech)

Jarosław Sroka
Absolwent Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Studiował także w prestiżowej, międzynarodowej szkole liderów biznesu IESE Business School przy barcelońskim Uniwersytecie Navarra oraz w Wyższej Szkole Bankowości i Ubezpieczeń w Warszawie.
Od 2009 r. jest członkiem zarządu Kulczyk Holding. Wcześniej był redaktorem naczelnym wiodących polskich gazet gospodarczych, współtworzył rynek nowoczesnych mediów biznesowych w Polsce. Jest uznanym menedżerem rynku mediów, publicystą telewizyjnym i radiowym, gospodarzem międzynarodowych konferencji i seminariów. To współtwórca i redaktor naczelny dziennika gospodarczego „Puls Biznesu”. Odpowiedzialny za przygotowanie i wdrożenie odświeżonej makiety pisma, które zostało uznane za najlepiej zaprojektowaną gazetę świata 2003 roku. Twórca kompleksowej koncepcji przebudowy merytorycznej oraz graficznej „Gazety Prawnej”. W ciągu dwóch lat, jako redaktor naczelny, uczynił z tego tytułu największy dziennik gospodarczy i najbardziej cenione źródło informacji kadry menedżerskiej. Wcześniej był również redaktorem naczelnym tygodnika „Newsweek Polska”, redaktorem oraz publicystą „Gazety Bankowej”, komentatorem parlamentarnym dziennika „Nowa Europa”, stażystą największego belgijskiego dziennika „Le Soir”. Przez trzy lata współtworzył i prowadził cykliczny program ekonomiczny „Puls, Biznes i Giełda” na antenie telewizji Polsat. Stały komentator ekonomiczny Radia PIN i radiowej Trójki. W 2003 roku wyróżniony przez czasopismo „Media i Marketing Polska” tytułem „Redaktor Naczelny Roku”.
Jako golfista reprezentuje Sobienie Królewskie Golf & Country Club, jest również członkiem honorowym Rosa Private Golf Club i Sierra Golf Club. Obecny hcp 9,6.