Golfista musi znać swój umysł

8 marca 2012

Psychologia sportu to dziedzina wciąż zyskująca na znaczeniu. Obecnie trudno znaleźć dobrego zawodnika, który nie współpracował ze sport coachem czy trenerem mentalnym.

Czym jest technika czystego stołu? Dlaczego część golfistów ma problemy z teoretycznie najłatwiejszymi uderzeniami? W jakich sytuacjach pomoże wizualizacja? Na te i inne pytania odpowiada Adam Dębowski, certyfikowany Trener Coachingu i NLP, psycholog.

Karol Darmoros: Nurtuje mnie, dlaczego część golfistów ma problemy z teoretycznie najłatwiejszymi uderzeniami. Skąd to się bierze?

Adam Dębowski: To jest oczywiście kwestia indywidualna, trudno podać ogólne, banalne recepty. Natomiast są uniwersalne mechanizmy, które w takich sytuacjach mogą się pojawiać. Pierwszy z nich wygląda mniej więcej tak: dochodzimy do ostatniego dołka i wtedy na poziomie świadomym lub podświadomie myślimy „od tego wszystko zależy”. Jeśli skupimy się na tym, co znaczy owo „wszystko”, to rzeczywiście możemy się zestresować, bo podświadomie wizualizujemy ten sukces, który (jeśli nie trafimy) może nas ominąć. Drugi z tych mechanizmów jest następujący: skupiamy się na tym, że już prawie całe pole za nami i wtedy … następuje rozluźnienie i w efekcie brak odpowiedniej koncentracji. Kiedyś opowiadał o tym Adam Małysz – stwierdził, że przedobrzył z pracą z psychologiem. Mówił, że momentami był za bardzo wyluzowany, gdy siadał na belce. Ta trema pozytywna, odrobina adrenaliny jest potrzebna. Jej odnalezienie jest bardzo trudne. Warto dodać, że to właśnie od golfa (również tenisa) wyrosła psychologia sportowa i podejście zen w sporcie.

Dlaczego akurat od golfa i tenisa?

Jedna z pierwszych książek o rozwoju mentalnym w sporcie  „Tenis: Wewnętrzna Gra” autorstwa Timothy Gallwey’a, w latach 80-tych zapoczątkowała rozwój świadomości i praktykę psychologiczną wśród sportowców. Zawodnik, który jest w normalnym stanie umysłu, czasami wykonuje ruchy, będąc odrobinę spóźnionym. Jednak, gdy jest w stanie uptime, działa niczym w transie, np. pojawia się idealnie przed piłką. Niegdyś dziennikarze pytali Muhammada Ali jak to się dzieje, że on robi unik milisekundę przed tym jak przeciwnik zdąży uderzyć. Badania neurologiczne wskazują, że możemy ciągle żyć w przeszłości. Według nich, uświadamiamy sobie coś, co zadzieje się wokół nas 0,4 sekundy po faktycznym wydarzeniu. Nasze obserwacje i doświadczanie wskazują, że osoby będące w stanie uptime potrafią skrócić ten czas, co pozwala na szybsze reakcje, widzenie więcej i szybciej niż inni.W golfie ogromne znaczenie ma tzw. umysł zen, stan medytacji. Nic nie ma poza mną, jestem tylko ja i piłka – wtedy łatwiej o koncentrację i wyciszenie. Takie podejście stosował też legendarny trener Chicago Bulls Phil Jackson. Okazywało się, że wprowadzenie podczas treningów cytatów, myśli, rozmów z zawodnikami było strzałem w dziesiątkę.

Czy rzeczywiście te cytaty, motta (jak np. „dwa dobre, równe skoki” Małysza) mogą mieć aż takie znaczenie?
Jak najbardziej. Najlepsze są takie cytaty, które najmocniej poczujemy. Muszą one spełniać warunki naszej osobowości, temperamentu i psychiki. Można powiedzieć, że taka mantra zawiera się w rytuale mentalnym (wizualizacja, wypowiadanie motta) lub behawioralnym (znak krzyża, powtarzanie tych samych czynności przed zawodami). Warto też przywołać ćwierćfinał mistrzostw świata Polska – Norwegia w piłce ręcznej i słynne już słowa Bogdana Wenty „mamy dużo czasu” na kilkanaście sekund przed końcem spotkania. Trener świetnie dotarł do zawodników, bo zwizualizował im całą akcję, jaka rzeczywiście później nastąpiła.

NLP (programowanie neurolingwistyczne) skupia się na szeroko pojętym rozwoju osobistym. Jak te techniki przenieść na sport?
NLP jest tylko jedną z technologii, którą stosuję. Z wykształcenia jestem psychologiem, trenerem coachingu, NLP i hipnozy. Pracując z ludźmi w zakresie biznesu, relacji osobistych czy właśnie sportu, łączę ze sobą kilka różnych technik. NLP charakteryzuje się tym, że pozwala w praktyczny sposób zrozumieć, jak funkcjonuje nasz umysł. Nie trzeba tu wielkich teorii psychologicznych, pomocnych w bardziej skomplikowanych procesach. Kontrowersje wokół NLP wynikają z tego, że czasami pewne techniki wydają się zbyt proste, by rozwiązać dane problemy. I to jest prawda!  Żeby zrozumieć cały kontekst, również w aspekcie sportu, to możemy spojrzeć na problemy sportowca, wyobrażając sobie górę lodową – jej wierzchołek widać na powierzchni, a cała pozostałość jest pod wodą, w głębi. Podobnie jest z psychiką, pewne techniki psychologii, NLP, coachingu, są szybkie i bardzo skuteczne, ale często działają „na powierzchni”. Na przykład, piłkarz stresuje się przed rzutem karnym, ale tak naprawdę tylko dlatego, że wyobraża sobie niepowodzenie. Jest takie powiedzenie w coachingu „dostajesz to, na czym się koncentrujesz”. Zatem jeśli zawodnik koncentruje się na tym, że mu się nie uda, to zaczyna się denerwować, bo oczekuje, że mu się uda.

Czyli kluczem do sukcesu jest jego wizualizacja?
To zdecydowanie najprostsza technika. Wizualizacja sukcesu będzie skuteczna, jeśli ją dobrze zrobimy. Ale może być tak, że sportowiec ma negatywne wizje przed zawodami. Wtedy sama wizualizacja nie załatwi sprawy, w takich przypadkach trzeba zastosować techniki NLP trzeciej generacji lub tzw. coachingu przez duże C.

Na czym one polegają? Wiadomo, że jeśli wizualizujemy sukces, to w pewnym momencie pojawia się znane zjawisko, że ktoś „za bardzo chce”.
Dokładnie. Przykładem takiej głębszej techniki jest praca z ze źródłem myśli czy, tak jak mówimy w coachingu, z intencją. Mamy sportowca, który obawia się, że mu nie wyjdzie. Wizualizacja też nie pomaga. Wtedy ta głębsza praca polega na tym, że skupiamy się nad intencją podświadomości, pytamy: „o co ci, podświadomości, chodzi?”. Poprzez odpowiednią technikę szukamy celu tego negatywnego myślenia, na przykład zadając pytanie „Jaki jest cel tego, że ciągle przychodzą mi do głowy złe myśli?”. Oczywiście często pada wtedy odpowiedź „dlatego, że się boję”. Zwróćmy jednak uwagę, że nie pytamy o przyczynę, tylko o cel. Okazuje się, że celem generowania takiej myśli jest jakaś ochrona. Drążąc dalej, stwierdzamy, że sportowiec boi się sukcesu.

To częste zjawisko u sportowców, którzy nie zasmakowali zwycięstwa.
Albo nawet tych, którzy go doświadczyli, ale w zły sposób. Sukces wytworzył w nich presję i w efekcie przestali sobie dobrze radzić. Wtedy umysł kojarzy sukces (np. strzeloną bramkę) z tym, że później jest gorzej. Powstaje paradoks nierozumiany na poziomie logicznym, jednak na poziomie podświadomości jest nad wyraz spójny. Podświadomość mówi: „będę Ci dawać te negatywne myśli, żebyś nie osiągnął sukcesu, bo jeśli go osiągniesz to później będą negatywne konsekwencje”. Wobec tego sama wizualizacja nie wystarcza.

Czym sport coaching różni się od typowej psychologii sportu?
Klasyczne podejście NLP i psychologii sportu jest bardzo podobne. Uczymy wizualizacji i to jest bardzo pomocne, szczególnie w przypadku powrotów po kontuzjach. Jednak skupiając się jedynie na wizualizacji możemy spowodować, że osoba się zablokuje. Należy zatem zastosować to głębsze spojrzenie. Techniki NLP umożliwiają precyzyjne zarządzanie swoimi myślami i reakcjami.

Pytanie, czy jest na to czas już w tych decydujących momentach. Zawodnik podchodzi do piłki i wtedy co? Nagle ta głęboka analiza?
Poruszyłeś dobrą kwestię. Często jest tak, że zawodnicy trafiają do psychologa sportu czy coacha, gdy coś już jest nie tak. Zdarza się, że po psychologów sięga się na tydzień, miesiąc przed ważną imprezą. Niektórzy twierdzą, że dzieje się tak, żeby później można było kogo obwiniać za ewentualna porażkę zawodnika. Jeśli jest tak, że sportowiec z natury nie ma blokad, to zastosowanie szybkich, jednorazowych technik jest pomocne (np. w koncentracji). Chodzi o wypracowanie mechanizmów, rytuałów, dzięki którym w krótkim czasie będzie można osiągnąć stan „flow” czy też uptime’u. Jeśli jest jednak inaczej, mimo że sportowiec jest dobrze przygotowany psychicznie, to taką pracę sport coach musi rozpocząć przynajmniej kilka miesięcy wcześniej.

Czyli intensywność treningu psychologicznej zależy od cech charakteru?
Bez wątpienia.

Można stwierdzić, że wielcy mistrzowie sportu to osoby, których domeną jest pewność siebie. Czy da się to wyćwiczyć?
Każdy jest w stanie  być pewny siebie, jeśli zna siebie. Wiele technik szuka sposobów jak jeszcze bardziej podkręcać zawodnika. Jednak moje założenie opiera się na wzmacnianiu poczucia samoświadomości, wtedy zbudujemy prawdziwą pewność siebie. Miałem kiedyś klienta biznesowego, który każdy swój projekt analizował na wiele sposobów. Początkowo uznawał to za wadę, wobec czego nie czuł się pewny siebie. Należało mu tylko pomóc w uświadomieniu sobie, że jego podejście jest dobre i skuteczne dla niego. U sportowców jest podobnie. Jeden będzie się świetnie czuł, gdy przed zawodami spotka się z przyjaciółmi, drugi, gdy zamknie się w pokoju i będzie czytał książkę, a jeszcze inny, gdy cały wieczór będzie słuchał muzyki. Jest wiele sposobów na psychikę każdego z nas, choć pewne rzeczy są uniwersalne. Cała idea szukania w sobie mistrzowskiej strategii polega na odnajdywaniu tzw. kodów dostępu.

Jak to zrobić?
Niektórzy znajdują to naturalnie, są naturszczykami. Stąd wzięło się pojęcie modelowania, czyli czerpania pewnych wzorców właśnie od tych osób.

Pracował pan kiedyś z Dariuszem Michalczewskim. Zdaje się, że bokserski mistrz jest takim naturszczykiem. Jakie były jego techniki?
To prawda, Tiger nie zdawał sobie sprawy z większości swoich technik. Modelowanie polegało na słuchaniu o jego sposobach koncentracji. Pytałem go o bezpośrednie przygotowanie mentalne przed walką. Michalczewski mówił mi, że na miesiąc przed walką wyjeżdżał od rodziny, żeby skupić się wyłącznie na przygotowaniach. Często powtarzał, że robi to po to, by mieć „czystą głowę” lub, jak mawiał, czysty stół z myślami. Mówił: „siadam sobie na łóżku, wyrzucam wszystko przed siebie i to, co niepotrzebne usuwam z tego stołu.” Gdy stwierdzał, że mimo wszystko nie jest do końca dobrze przygotowany, to nie panikował, tylko akceptował to i mówił, że już nic nie zmieni. Idąc tropem tego stołu czy biurka z myślami, możemy powiedzieć, że chował tę myśl do szuflady. Na podstawie pracy z Dariuszem Michalczewskim stworzyłem technikę czystego stołu.

Jakie są jej założenia?
Wizualizujemy sobie stół i każdą myśl, niezależnie czy pozytywną czy negatywną, „zamieniamy” w kartkę papieru, którą kładziemy na stole. Później należy zweryfikować te myśli. Te, które nas wspierają, zostawiamy na stole, a te negatywne po prostu wyrzucamy za siebie. Są też myśli, jak np. „mogłem się lepiej przygotować’. Technika czystego stołu polega na przyznaniu się do tego błędu. Podobnie jak robił Michalczewski, nie wyrzucamy tej myśli, jednak bierzemy ją i chowamy do wyobrażonej szuflady. Przyda się ona do tego, by w przyszłości nie popełniać takich błędów. Nawet gdy wygramy, to będziemy mieli informację zwrotną nad czym jeszcze pracować, co doskonalić.

Czy ta technika ma zastosowanie w sportach zespołowych?
W pewnym sensie tak, bo przecież gry zespołowe składają się z jednostek, zatem im lepiej przygotowana jednostka, tym lepsza drużyna. Na podstawie tego, o czym opowiadał Michalczewski, stworzyłem również koncepcję pól relacji. Polega ona na analizie, wyznaczeniu osób, które pomagają w osiągnięciu sukcesów, ale też tych, którzy przeszkadzają. Rysuję sobie kółko, symbolizujące mnie, na środku kartki. Następnie wokół rysuję wszystkie osoby, które mają wpływ na moje przygotowanie sportowe. Staram się je rozmieścić tak, by ludzie najbardziej na mnie oddziałowujący byli najbliżej mnie. Później oznaczamy, które z tych osób wpływają na mnie negatywnie, a które pozytywnie.

A co wtedy, gdy w tym negatywnym polu relacji, będzie kolega z drużyny?
Trzeba sobie to po prostu otwarcie powiedzieć i uświadomić. Wtedy też należy znaleźć odpowiedź na pytanie, co trzeba zrobić, by lepiej się dogadywać. Konkretny przykład. Siadamy z drużyną, po tym jak  każdy indywidualnie wykonał pola relacji, a następnie wspólnie rysujemy to pole relacji.

Czy to powinno być zadaniem trenera czy psychologa sportowego?
Zależy od charakteru szkoleniowca. Dla trenerów, którzy są także mentorami dla swoich zawodników, jak na przykład Jose Mourinho, optymalnym rozwiązaniem jest powołanie własnego konsultanta, który pomagałby udoskonalać warsztat pracy mentalnej z zawodnikami. W przypadku trenerów, którzy nie posiadają takich umiejętności psychologicznych, dobrym rozwiązaniem jest zatrudnienie w roli II trenera czy asystenta, osoby, która będzie dbała o trening mentalny. Na początku pracy z zespołem należy zbadać czy w ogóle jest potrzebny sport coach, bo zdarza się i tak, że takie osoby są zatrudniane niejako na siłę.

Pamiętam, jak po fatalnej porażce polskich piłkarzy z Irlandią Północną napisałem artykuł na jednym z forów NLP. Zastanawiałem się w nim czy podobne, słabe wyniki są efektem tego, że w Polsce psychologów sportowych traktuje się jak szamanów?
To byłaby zbytnia generalizacja. Przypomnijmy przypadek Adama Małysza, który zaczął odnosić sukcesy właśnie po zatrudnieniu psychologa sportu. Nie da się jednak ukryć, że kilka lat temu była bardzo duża grupa, która rzeczywiście postrzegała psychologię sportu w kategoriach szamanizmu. Teraz ta grupa jest mniejsza, dominuje myślenie: „jakie efekty da mi współpraca z trenerem mentalnym?”. Ta część treningu sportowego wciąż nie jest traktowana strategicznie, częściej ma ona charakter doraźny. Sama psychologia sportowa kojarzy się wielu ze zwalczaniem problemów, nie jest postrzegana jako szansa na rozwój. Wśród trenerów brakuje także edukacji, kursy psychologiczne są zbyt ogólne i nieefektywne. Brakuje też w nas, Polakach, przekonań, które pozwalają nam zwyciężać. Pamiętam, jak na zajęciach z historii usłyszałem o polskiej husarii, zwycięstwach polskich armii, uświadomiłem sobie wtedy, że jako Polacy jesteśmy zdolni do wielkich rzeczy. Potrzebne jest budowanie silnej, dobrej mentalności. Jako przykład podam tu nowozelandzką kadrę rugby i ich taniec Haka.

Krótko mówiąc, Polacy muszą zbudować taką pozytywną i silną mentalność?
Tak. Trzeba się zastanowić wspólnie z kibicami, trenerami, sportowcami co nas charakteryzuje. Tak żeby w pewnym momencie ta mentalność, te przekonania były tak silne w nas i modelowane przez inne narodowości.

Czy psycholog sportowy musi być częścią każdego teamu, pracującego ze sportowcem?
Niekoniecznie. Nie każdy zawodnik potrzebuje sport coacha, ale każdy sportowiec musi poznać, jak funkcjonuje jego umysł. Szacuję, że ok. 60-80% osób tego nie wie, więc praca z psychologiem sportu jest często niezbędna. Dodam, że kondycja umysłu ma też wpływ na zdrowie fizyczne. U sportowców, którzy dość regularnie łapią kontuzje, można zaobserwować osłabienie psychiczne.

Adam Dębowski – psycholog (specjalizacja psychologia społeczna i psychologia sportu), Master coach, współzałożyciel Instytutu NLP Coaching. Jako jedyny w Polsce jest potrójnie certyfikowanym i przeszkolonym Trenerem NLP u trzech czołowych trenerów na świecie.
Od 2007 r. prowadzi własną firmę, w której szkoleniach uczestniczyło ponad 2000 osób. Współpracował z mistrzem świata w boksie Dariuszem Michalczewskim, tworząc z nim Model Strategii Mistrzów, poprzez poznawanie najlepszych strategii sportowców. Rozpoczął tworzenie projektu Sport Coaching, który jest systemem pracy mentalnej z zawodnikami. Pracował również z piłkarzami, żużlowcami i siatkarzami nad wzmocnieniem ich psychiki, umiejętnościami koncentracji, motywacją, przyspieszaniem regenerowania i leczenia swojego ciała po kontuzjach. Więcej na www.adamdebowski.pl

NLP
Programowanie neurolingwistyczne – wiedza na temat praktycznego treningu umysłu, techniki kontroli myśli i emocji. Zbiór metod komunikacji nastawionych na poprawę relacji między ludźmi. Nazwa została wymyślona przez Johna Grindera i Richarda Bandlera, aby podkreślić postulowane powiązanie między procesami neurologicznymi (‚neuro’), językiem (‚lingwistyczne’) i wzorcami zachowań, którymi ludzie się kierują (‚programowanie’).