Pielaszek: Uczenie golfa sprawia mi radochę

26 stycznia 2012

Pierwsza mistrzyni kraju, w latach 90-tych najlepsza polska golfistka. W 2006 roku przeprowadziła się na Florydę, przeszła na zawodowstwo. Agnieszka Pielaszek, bo o niej mowa, jest jedyną Polką, która ukończyła prestiżowy kurs PGA of America. Od kilku lat prowadzi lekcje na driving range, a aktualnie chce wrocić do startów w turniejach. O tym, czym jeszcze się obecnie zajmuje opowiada  Annie Kalinowskiej.

Wielu polskich golfistów zastanawia się, co słychać u Agnieszki Pielaszek…
Wszystko dobrze i właściwie po staremu. Wciąż mieszkam na Florydzie, pracuję na tym samym driving range (Pasadena Hills Golf Driving Range), regularnie chodzę na fitness, przygotowuję się do kolejnych startów w maratonach…

W maratonach???
Golf to nie wszystko. Kiedyś byłam na nim zbyt skoncentrowana, ale od pewnego czasu to bieganie stało się dla mnie swoistego rodzaju medytacją. Należę do klubu St. Pete Road Runners – czasami biegam z ludźmi, czasami trenuję sama. W golfie wkurzam się, gdy coś nie wychodzi, a biegnąc odprężam się. Startuję w półmaratonach, aby trzymać kondycję, ale za mną już trzy maratony.

Skąd bieganie w Twoim życiu?
Zaczęłam, gdy chciałam się odchudzić, jeszcze w Portugalii w latach 90-tych. Potem biegałam w Warszawie, gdy otworzył się Gymnasion przy ul. Puławskiej – tam ćwiczyłam z trenerem. Później przyszła myśl, że fajnie byłoby jeszcze przed czterdziestką przebiec te 42 kilometry. Więc w 2009 r. przebiegłam maraton w Paryżu. Czas bez rewelacji, bo 4:20, ale cieszę się, że dobiegłam do mety, mimo kontuzji kolana. Ostatnio startowałam na Hawajach i też nie udało mi się złamać bariery czterech godzin (wynik 4:06), ale jeszcze mi się to uda. Niedługo zapisuję się na loterię do maratonu nowojorskiego, bo aby tam wystartować trzeba zostać wylosowanym (tylu jest chętnych) lub mieć bardzo dobry czas w poprzednim maratonie. Tam na pewno chciałabym choć raz w życiu pobiec.

A co z golfem?
Wciąż pracuję, jako instruktor, natomiast jeśli pytasz o grę to właśnie próbuję wrócić do startów. Obecnie jestem nieograna, dawno nie rywalizowałam w turniejach i zamiast odczuwać dreszczyk mobilizujących mnie kiedyś emocji to wypadłam z turniejowego rytmu. Teraz nie gram dobrze, bo  przejście pola na par nie jest dla mnie taką pestką i cieszą mnie wyniki poniżej 80. Ale chcę wrócić do rywalizacji.

Czy kryzys gospodarczy w USA dotknął branżę golfową?
Bardzo. Był czas, że codziennie gdzieś w Stanach otwierało się jedno pole. Teraz niestety coraz więcej jest zamykanych. Recesję w naszej branży odczuwam chociażby po dużym spadku liczby klientów, ale skutki kryzysu widzę też codziennie na ulicach. Ludzie potracili domy, a 25 procent dzieci na Florydzie jest bezdomnych. Rodziny śpią w samochodach, w hotelach.

Wciąż pozostajesz jedynym golfistą z Polski, który ukończył kurs PGA of America. Opowiedz proszę o drodze do zdobycia tytułu zawodowca.
W 2007 roku zdałam „Playing Ability Test” (test umiejętności golfowych), którego PGA wymaga od wszystkich, którzy chcą szkolić się w jego szeregach. By zostać zawodowym trenerem PGA trzeba przejść trzystopniowy program szkoleniowy. Przytłaczający był pierwszy moment – kiedy w wielkiej skrzyni przyjechały materiały szkoleniowe. Przysłano mi dwa wielkie pudła. Przeraziło mnie jak zobaczyłam, ile tego jest. Nawet nie byłam w stanie podnieść tego pudła, a w przedpokoju stało jeszcze drugie. Po przejściu pierwszego etapu było już z górki.

Jak wygląda kurs?
Na wspominane trzy etapy ma się maksymalnie 6 lat. Ja sobie dałam dwa. Na ukończenie pierwszego poziomu i następnych każdy ma maksymalnie 24 miesiące od momentu rozpoczęcia szkolenia. Każdy z etapów kończy się egzaminem – sprawdzana jest praktyka i teoria. Jednak zanim się zostanie dopuszczonym do egzaminu, trzeba odrobić masę zadań domowych. Dotyczą one nie tylko nauczania gry w golfa, ale wszystkiego, co może przydać się do prowadzenia pola – od zarządzania flotą meleksów, przez greenkeeping, naprawę kijów, księgowość. Pracuję na driving range, więc dużo informacji musiałam uzyskać z klubów golfowych. Miło to wspominam, bo ludzie byli pomocni i otwarci, dużo osób poznałam dzięki temu.

A te prace domowe musiały być zaakceptowane i ocenione.
Tak. Nie miałam nigdy uwag, raczej same dobre recenzje, łącznie z taką, że dobrze piszę, choć przecież angielski nie jest moim ojczystym językiem. Ale rzeczywiście bardzo się przykładałam.

Po tym jak PGA zaaprobuje prace, to można się zapisać na tzw. checkpoint – egzamin z całego etapu. To trwa, pięć dni. Jeśli zaliczy się testy i praktykę, to od razu przystępuje się do seminarium wprowadzającego do kolejnego etapu. Po zakończeniu całego kursu dostaje się kartę członkowską PGA na trzy lata, bo tyle trwa okres rozliczeniowy. Pod jego koniec musisz uzbierać 54 punkty, które dostajesz za edukację, zebrania, za grę w turniejach itd. Następnie płacisz składkę i dostajesz kartę na kolejne trzy lata.

Jak, poza kursem, przebiegała Twoja golfowa ścieżka zawodowa?
Jeszcze zanim przeszłam na zawodowstwo to startowałam w lidze The West Coast Women’s Golf Association, zrzeszającej najlepsze zawodniczki z klubów na zachodnim wybrzeżu, ale nie te grające dla szkół czy college’ów. Po kursie, poza pracą na driving range, pracowałam w Fundacji First Tee. Chi Chi Rodriguez założył taką szkołę dla trudnych dzieci, gdzie m.in. gra w golfa jest dla nich dotowana. Były tam różne nastolatki – od takich z ADHD, po dzieciaki jadące na prochach. Przez pół roku pracowałam z nimi. Były momenty, w których z satysfakcją patrzyłam, jak grają, ale były dni, że nikt nie chciał iść na golfa, a ja miałam im wtedy pomagać w odrabianiu prac domowych. Wtedy było ciężko. Jednak po przeprowadzce już nie mogłam dalej z fundacją współpracować.
Teraz uczę głównie starsze osoby, bo golf to tutaj popularny sport na emeryturze, ale mam też uczniów szkół średnich, którzy mają u nas bezpłatnie lekcje. Należę też do Bayou Golf Club w Seminole.

Obserwujesz, co się dzieje w polskim golfie?
Czasami zdarza mi się czytać w Internecie, Ela Panas podsyła mi też newsy. Ale specjalnie nie obserwuje tego co się dzieje, wypadłam z obiegu. Choć słyszałam o dobrych wynikach Martyny Mierzwy. Wciąż jednak wydaje mi się, że golf w Polsce jest drogi i dlatego mało popularny i powoli się to zmienia. W Stanach można za 20 dolarów zagrać na polu. Może bez meleksa, ale zawsze. Cieszy mnie, że w Polsce powstają nowe obiekty, ale według mnie to państwo musiałoby dofinansować utrzymanie pól. Może da się pozyskać też środki unijne na budowę publicznych obiektów…

Czy jak przyjeżdżasz do Polski zdarza Ci się grać?
Jestem tu tylko latem i na Boże Narodzenie. Jednak czas spędzam z rodziną. Ostatnio grałam jakoś ze trzy lata temu na Lisiej Polanie.

Czyli nie zamierzasz wracać do Polski?
Nigdy nie mów nigdy – kto wie, może na starość mnie tu przygna. Jednak uwielbiam Stany i kocham Florydę szczególnie zimą, więc moja rodzina pogodziła się, że zostanę w USA. Choć serce zawsze będzie w Polsce.

Twoje postanowienia noworoczne to?
Znów grać w turniejach. Poza tym muszę w końcu pojechać na Masters, bo jako członek PGA mam wejście, a przecież to turniej, na który zdobycie biletu graniczy z cudem. Nie mogę zabrać osoby towarzyszącej, więc wybiorę się sama w kwietniu do Georgii i skorzystam z przywileju. Poza tym wciąż chcę uczyć golfa, bo to mi sprawia radochę. Nie chciałabym nigdy pracować za biurkiem.

Rozmawiała: Anna Kalinowska