Filip Naglak: Liczy się czysty sport

30 listopada 2011

W młodości trenował lekkoatletykę, był nawet mistrzem Polski juniorów w biegu przez płotki. Następnie bobsleistą, który zamiast na igrzyska do Nagano pojechał do Anglii, gdzie… zaczął grać w golfa.

Z Filipem Naglakiem, trenerem kadry narodowej juniorów odpowiedzialnym za przygotowanie fizyczne, rozmawiamy o polskim golfie i podsumowujemy miniony sezon…

Trener kadry narodowej odpowiedzialny za przygotowanie ogólnosportowe zawodników, dyrektor sportowy Toya Golf & Country Club, dyrektor administracyjny David Leadbetter Golf Academy Toya, a prywatnie mąż i tata 5-letniej Julii i rocznego Franka. Jak Ty to wszystko godzisz?
W sezonie jest mi rzeczywiście ciężko. Karolina, moja żona, nie jest zbyt szczęśliwa, gdy po raz kolejny pakuję się, bo wie, że nie będzie mnie w domu prawie dwa tygodnie. Dzieciaki tęsknią. Ale co zrobić? Taki zawód wybrałem i bardzo lubię to, co robię. Szczególną satysfakcję sprawia mi praca z kadrą narodową, bo całe życie związany byłem ze sportem i lubię wszystko, co dotyczy sportu w czystej postaci, czyli rywalizacji. Cieszę się, jak nasi dobrze grają, uwielbiam sportowe emocje, bo wiem, co znaczą starty na wysokim poziomie. Dlatego podczas wyjazdów z zainteresowaniem śledzę grę i nie interesuje mnie, jakie będą kanapki w lunchboxach.

Można odnieść wrażenie, że kanapki w lunchboxach to dość kluczowa dla niektórych sprawa…
Bo my w Polsce jesteśmy rozpuszczeni. Kiedyś trzeba było tak organizować turnieje, że aby przyciągnąć graczy trzeba było oferować coś poza grą – prezenty, bankiety. Niestety wielu golfistów przyzwyczaiło się do tego i teraz ze zdziwieniem patrzą, że na starcie dostają kanapkę, a nie pełne śniadanie. Poziom sportowy się zmienił, więc i taki aspekt powinien się zmienić. Nikt nie zabrania udziału w turniejach towarzyskich, ale jeśli mówimy o zawodach klasy mistrzowskiej to one powinny być nastawione na sport. Zagranicą muszę zapłacić wpisowe, za które dostaję co najwyżej wodę. Na start w German Boys zawodnicy zapłacili po 80 euro i owszem, dostali pakiet powitalny z koszulką i czapeczką, ale za to przez 4 dni na polu dostępna była tylko woda, a jedzenie trzeba już było kupić we własnym zakresie. W Wielkiej Brytanii płaci się 15 funtów za samą możliwość udziału, a resztę trzeba sobie kupić. Pytanie – czy chcemy się pobawić, czy gramy na poważnie.

Są tacy, którzy chcą grać na poważnie…
Tak, są w tym kraju ludzie, dla których podstawą jest rywalizacja sportowa. Dlatego wg mnie najlepszymi zawodami w Polsce są mistrzostwa juniorów, bo tam wszyscy przyjeżdżają, żeby walczyć o medale.

Jak w tym roku przebiegała ta walka? Podsumuj proszę tegoroczny sezon, okiem trenera kadry.
Biorąc pod uwagę liczbę młodych golfistów w naszym kraju ten rok był fantastyczny. Mateusz Gradecki został międzynarodowym mistrzem Czech juniorów, pokonując starszych od siebie zawodników w kraju o większych tradycjach golfowych. Do tego jego zwycięstwo w Toya Polish Junior a WJGS Series, szóste miejsce Michała Karczmarczyka w Young Masters, 16. miejsce Adriana Meronka w British Boys to tylko największe sukcesy, ale poza nimi było kilka miejsc na podium turniejów międzynarodowych, a przede wszystkim była świetna gra. Nawet patrząc na Challenge Trophy, gdzie wprawdzie nie udało się zakwalifikować do mistrzostw Europy, ale wynik naszej drużyny był rewelacyjny.

Zawodnicy z Wrocławia dominowali?
To jest kompilacją paru czynników. Przede wszystkim większość tutejszych zawodników trenuje cały rok dzięki David Leadbetter Golf Academy. Chłopcy wiedzą, że konkurencja nie śpi i trzeba nieźle zasuwać, aby  osiągnąć sukces. Adrian, Mateusz, Jasiu Szmidt i Dominika Gradecka stają się coraz bardziej wartościowymi zawodnikami, którzy chcą osiągnąć coś więcej niż tytuły krajowe. Mamy młodych zawodników, którzy także robią postępy, a są to m.in.: Kuba Urbański i Oskar Zaborowski. Dobry sezon miał Piotr Świackiewicz i Piotr Ragankiewicz. Nie należy jednak zapominać o zawodnikach innych klubów. Uważam, że świetnie grał Michał Karczmarczyk, który osiągnął historyczny sukces, jakim jest 6. miejsce w Young Masters. Także Jędrek Gąsienica-Ciułacz gra coraz lepiej. W tym sezonie pojawiło się wielu zdolnych 12-latków, co nas cieszy. Im większy, jako trenerzy, będziemy mieli problem z wyborem zawodników tym lepiej. Do bycia szczęśliwym jest daleko – w naszych mistrzostwach juniorów grało 60 zawodników, a sam klub St. Leon Rot, na którego obiektach rywalizowaliśmy w tegorocznym German Boys liczy 500 juniorów…

W 1991 r. to Ty zostałeś mistrzem kraju juniorów, ale w… biegu przez płotki. Jesteś też trenerem lekkoatletycznym. Świat lekkiej atletyki podobny jest do golfowego?
To zupełnie inne światy. Zaczynając od struktur, a kończąc na podejściu zawodników do treningu. Lekkoatleci rozumieją, że na sukces pracuje się 12 miesięcy w roku. To jest jasne dla każdego zawodnika, nie tylko dla medalistów imprez mistrzowskich. W lekkiej trenuje się codziennie, przez okrągły rok. W golfie jeszcze takiej świadomości nie ma, golfiści nie czują potrzeby przygotowania fizycznego, uważając, że skoro na rundę golfa nie potrzeba tyle wysiłku, co do biegu maratońskiego to nie ma co zimą trenować. Jeśli kulomiot odpuści  trening przez miesiąc to pchnie kulę dwa metry krócej i od razu będzie wiedział, że to wina braku treningu. Na szczęście ta świadomość u polskich zawodników rośnie wraz z poziomem sportowym. Ja z Mikiem O’Brienem powtarzam zawodnikom, że we współczesnym sporcie nie można pozwolić sobie na nieprofesjonalne podejście. Tym bardziej, że skończyły się czasy, w których aby być w szerokiej kadrze wystarczyło pograć dwa razy w tygodniu.

Jak trening golfisty powinien zatem wyglądać?
Ważna jest efektywność. Trening stricte golfowy powinien odbywać się w warunkach, jak najbardziej zbliżonych do gry. Czyli nie uderzajmy bezmyślnie stu piłek z jednego miejsca, bo lepiej wykonać 10 uderzeń w warunkach zbliżonych do turniejowych. Treningiem równoległym do golfowego jest przygotowanie fizyczne, czyli ćwiczenia siłowe, poprawa gibkości, koordynacji, trening mentalny. Nie można tłuc tylko golfa.

Dużo o tej wszechstronności mówisz w aspekcie przygotowania młodzieży do sportu.
Bo, aby dziecko odnosiło sukcesy sportowe wcześniej powinno być ogólnie sprawne. To się tyczy szczególnie golfa, bo lepiej ze sportowca zrobić golfistę niż z golfisty sportowca. Dobrze, aby młody człowiek umiał pływać, grać w gry zespołowe. Na zgrupowaniach widać, że obecni najlepsi nasi zawodnicy wiodą prym również w innych dyscyplinach i wygrywają, czy to w kosza czy w nogę. Są ogólnie sprawni i dlatego golf łatwiej im wychodzi. Jeśli podczas okresu pokwitania będziemy grać tylko w golfa nic później z tego nie będzie. W tym czasie trzeba pamiętać o koordynacji, sile, gibkości itd. Do tego dobre podstawy gry w golfa. Dla mnie i dla Mike’a okres juniorski to tylko wstęp do sportu. Oczywiście medale juniorów cieszą, ale liczy się to, co osiągną jako dorośli. Dla nas liczą się tylko wyniki w wieku dorosłym!

Trening golfisty…
Porównując  do „mojej” lekkoatletyki jest treningiem sprintera, a nie maratończyka, choć wielu o tym zapomina. Chodzenie po polu to nie jest gra w golfa, to jedynie przejście z punku A do B, a kluczowym jest uderzeniem piłki. Ładnym chodzeniem nie wygram turnieju, ja muszę dobrze uderzać piłkę. Dobrze to znaczy daleko i w kierunku. A daleko uderzę tylko jak zamach kijem wykonam szybko. Sam ruch to niecałe dwie sekundy, czyli jest to czystko sprinterski ruch.

Wbrew pozorom dla tych, którzy myślą, że golf to sport dla starych dziadków co sobie człapią po polu przez 6 godzin i pykają…
To jest rekreacja. Można uprawiać zjazd czy slalom gigant, a można na tych samych nartach ześlizgnąć się bokiem po oślej łączce. I to narty, i to narty, a jednak różnica kolosalna. Trening golfowy to poważna sprawa. Sprinter biegnie przez 10 sekund i ma wolne, a golfista musi przez kilka godzin funkcjonować, zachowując pełną sprawność fizyczną i umysłową. Musi od pierwszego do ostatniego uderzenia robić to równie skutecznie. Dlatego ważny jest trening mentalny. Uważam, że zimą można trenować bardzo efektywnie właśnie ten element i nie trzeba uderzać kijem, aby latem grać o wiele lepiej.

W jaki sposób promować golf?
Pokazywać, że to sport dla wszystkich, rodzinny, dobry dla młodzieży. Według mnie najlepiej do golfa przyciągną instruktorzy PGA, którzy pójdą do szkół, a nie będą czekać aż szkoły przyjdą do nich. Którzy zarażą nauczycieli, a ci zachęcą uczniów. Dobrze byłoby, gdyby sprzęt golfowy trafiał do szkół, z opcją, że przyjedzie instruktor i pokaże, jak tego używać. Cieszy mnie, że PZG już wspiera dystrybucję golfowych zestawów do placówek. To będzie ciężka i długotrwała praca, tym bardziej że Polacy są najlepsi, ale w kibicowaniu. Z pilotem przed telewizorem to każdy jest mocny i może będę brutalny w słowach, ale my jako naród nie lubimy kultury fizycznej.

Jak to?
Boimy się nowości. Nawet jak pole zorganizuje festyn, ogłaszając darmowe lekcje to przyjdzie garstka osób, a reszta skrytykuje, że za darmo to nic nie ma i na pewno w tym jest jakiś haczyk. Szansę rozwoju widzę w powrocie golfa do programu igrzysk, a także we wprowadzeniu do systemu ogólnopolskich olimpiad młodzieży. Liczba nowych golfistów  zależy także od tego, ile powstanie pól komunalnych i jak będzie wyglądał transport publiczny do tych obiektów. Trzeba też tworzyć rozsądne programy, które będą przełamywały mit niedostępności.

Mit niedostępności? Mówisz mit, ale na mapie Polski wciąż są województwa, w których nie ma żadnego 18-dołkowego pola.
A ile mamy w Polsce gór do uprawiania narciarstwa alpejskiego? Nie jesteśmy narciarskim eldorado, a kilkaset tysięcy Polaków uprawia ten sport. Myślę, że golf jest tańszy od narciarstwa. Jak ostatnio organizowaliśmy festyn wędkarsko-golfowy to po rozmowach z wędkarzami okazało się, że ich profesjonalny sprzęt jest dużo droższy od golfowego. Kto by się spodziewał? Więc nie przesadzajmy z tą elitarnością golfa. Oczywiście nie jest to tani sport, ale też nie elitarny. Trzeba obalać stereotypy.

Twoje hobby w wolnym czasie…
Muzyka, film i książka. Muzycznie preferuję klasyczny amerykański rock. Cenię wszystko, co powstało w 60 – 70 .latach, co ma gitarę basową, rytmiczną, perkusję i wokalistę. Jak jadę z juniorami na zgrupowanie to młócka, której słuchają mnie dobija. Staram się dużo czytać. Lubię literaturę historyczną, książki szpiegowskie, oparte na faktach. Film – właściwie każdy, ale im jestem starszy to wolę łatwe i przyjemne. Może nie amerykańskie komedyjki, ale dobrze zrobione filmy, typu Władca Pierścieni. Lubię produkcje historyczne, interesuje mnie historia powojenna Polski. Jestem też wielkim fanem Gwiezdnych Wojen. Nawet kadrowicze wiedzą, co to znaczy, gdy mówię, że mają puttować, jak rycerze Jedi.

Skąd wzięły się bobsleje w Twoim życiu?
Kończyłem karierę lekkoatlety, byłem szybki (trenowałem sprinty), miałem budowę atletyczną, więc idealne warunki do bobslejów. Namówił mnie trener bobslejowej kadry. Pamiętam, że w międzynarodowych zawodach rywalizowałem z księciem Albertem i Andre Lange, późniejszym czterokrotnym złotym medalistom olimpijskim. Startowałem w Pucharze Europy, a szóste miejsce mistrzostw świata juniorów dało nam awans do Nagano. Zawirowania losu spowodowały, że zamiast na igrzyska do Japonii wyjechałem do Londynu, gdzie zacząłem grać w golfa. I bardzo się z tego cieszę.

Rozmawiała: Anna Kalinowska

Filip Naglak
ur 09.03.1972 we Wrocławiu
Absolwent wrocławskiej AWF (1995), trener II klasy w lekkiej atletyce.
Mistrz Polski Juniorów w biegu na 110 m ppł (1991), reprezentant Polski w bobslejach (1996-98). W 1998 r. zaczął grać w golfa, w 2003 r. wstąpił do PGA Polska, a w 2006 r. ukończył trzyletni kurs z tytułem “Wykwalifikowany Instruktor Golfa PGA Polska”. Od roku 2007 r. drugi trener kadry narodowej juniorów. Jako jeden z dwóch pierwszych w Polsce (drugi to Mike O’Brien) uzyskał tytuł TPI fitness instructor level 1 oraz TPI Junior Golf Instrukcor level 2.