Zbigniew Górecki: warto znać reguły

22 września 2011

Zbigniew Górecki – sędzia klasy międzynarodowej, członek międzynarodowego stowarzyszenia The Leight Society. Jest jedynym Polakiem, który zdał egzamin z reguł golfa w USGA (na 98 procent) oraz egzamin trzeciego stopnia w R&A z wyróżnieniem.

O tym, kim jest sędzia w Polsce i w jakich sytuacjach telefon sędziego robi się gorący, ze Zbigniewem Góreckim rozmawiają Anna Kalinowska i Aleksandra Adamowska.

Czy dobrze widzę, że nie ma Pan książki z regułami przy sobie? Myślałam, że to nieodłączny atrybut sędziego…
Nie mam takiej potrzeby, znam wszystkie reguły prawie na pamięć. Reguły i decisions book zabieram jedynie jadąc na turniej.

Czyli obudzony w środku nocy i spytany o przykładową regułę poda Pan jej treść?
Tak, oczywiście.

Skąd tak wybitna pamięć do numeracji i przepisów? Lata pracy czy wrodzony talent?
Dobra pamięć na pewno się przydaje, jednak nauka i zrozumienie reguł to przede wszystkim ogromna praca. Korzystałem z programów, które ułatwiały zapamiętywanie. Początkowo podanie numeru każdej z reguł wydaje się niemożliwym, ale z czasem, poszczególne fragmenty układają się w logiczną całość. Ważniejsze jednak od numerów jest zrozumienie idei kryjącej się za każdą regułą. Po prostu, tak jak ze wszystkim, trzeba to lubić i poświęcić temu masę czasu.

Co było u Pana pierwsze – pasja golfowa czy sędziowska?
Pojawiły się równolegle. Kiedy kilka lat temu postanowiłem grać w golfa, w  Śląskim KG przystąpiłem do egzaminu na Zieloną Kartę, którego częścią był test z reguł gry. Podszedłem do tematu bardzo poważnie – przestudiowałem całe reguły i kilka razy zaskoczyłem egzaminatora przepisami, których nie znał. Poważnie potraktowałem regułę 1-1, która mówi, że gra w golfa polega na graniu piłki z tee do dołka przy pomocy kija, ale zgodnie z regułami. Więc granie niezgodne z regułami nie jest grą w golfa, a jedynie czymś podobnym. Ja chciałem grać stricte w golfa, nie w coś golfopodobnego.

W którym momencie sędziowanie stało się ważniejsze od gry?
Nie jest ważniejsze. Sędziowanie i sama gra są dla mnie jednakowo ważne. Dużo gram. Dużo częściej niż innych sędziów można mnie spotkać w roli zawodnika biorącego udział w jakimś turnieju. Choć praca z regułami, analizowanie nowych przypadków często zajmuje mi od kilku do kilkunastu godzin dziennie, a gram tylko w sezonie. Reguły i sędziowanie sprawiają mi większą satysfakcję intelektualną, a sama gra jest przyjemnym relaksem.

Żaden z Polaków nie zdał egzaminu w USGA, ani nie przeszedł szkolenia trzeciego stopnia w R&A. Pan zdał go z wynikiem – no właśnie, jakim?
Żeby sędziować turnieje rangi stanowej w USA trzeba mieć egzamin USGA zdany na minimum 85 procent, a chcąc pracować na zawodach najwyżej rangi światowej na minimum 92. Ja zdałem na 98 procent, więc mam pewien zapas. Jeden mój amerykański kolega, który zdał z tym samym wynikiem jak ja, pewnego dnia otrzymał list – w środku było zaproszenie do sędziowania na US Open…

Jak wygląda egzamin w R&A, a jak ten w USGA?
Ten w R&A trwa 2,5 godziny, podzielony jest na kilka części tematycznych. W podstawowej części do każdej z opisanych sytuacji trzeba dopasować nr reguły (z głowy). Potem, przez kolejne dwie godziny można mieć wszystkie materiały, ale opisane sytuacje są trudniejsze.

Egzamin w Stanach trwa 3,5 godziny  i jest trudniejszy. Podanych jest sto różnych trudnych sytuacji, jakie mogą się zdarzyć na polu i trzeba podać ruling. Amerykanie są praktyczni i nie obchodzi ich czy znasz numer reguły, musisz znać prawidłowy ruling. Na 50 pytań odpowiada się bez korzystania z pomocy, potem można korzystać ze wszystkich materiałów.

Jak przedstawia się znajomość reguł u polskich zawodników?
Zdecydowanie się poprawia. Otrzymuję coraz więcej telefonów od golfistów z prośbą o radę. W czasie ostatnich drużynowych mistrzostw Polski, mój telefon był rozgrzany do czerwoności. Ludzie chcą grać zgodnie z regułami. Bardzo się z tego cieszę.

Można odnieść wrażenie, że w Polsce sędzia zawodnikom przeszkadza. Rola sprawiedliwego rozjemcy kojarzona jest raczej z inkwizycyjną ingerencją, stresem i drżeniem rąk.
Dokładnie tak jest. Wynika to z faktu, że model sędziowania, który działa w naszym kraju diametralnie różni się od zachodniego. Tam sędzia pełni funkcję służebną wobec zawodników. To przyjaciel, który lepiej zna reguły i w trudnych sytuacjach wyciąga do zawodnika pomocną dłoń. To człowiek, który posiada wiedzę potrzebną do rozwiania wątpliwości w czasie turnieju i tą wiedzą się z graczem dzieli. Sędzia nie jest policjantem, który czyha na okazję, by wlepić mandat, jak przywykło się w Polsce myśleć, choć niestety i tacy sędziowie się trafiają. Widziałem przypadki gdy sędzia się denerwował otrzymując dociekliwe pytania, lub odpowiadał byle co, aby tylko uwolnić się od kłopotu. Jednak najgorszym sędzią jest ten, kto uważa, że większość graczy to oszuści, a jego powołaniem jest tępić oszustów. Przy tym brak wiedzy nie pozwala takiemu sędziemu prawidłowo ocenić całkiem legalnych zachowań. Stąd później zła sława sędziów, o której wspomniała Pani powyżej.

Zgodnie z przyjętym w golfie kodeksem moralnym zawodnicy powinni sami zgłaszać błędy. Skoro sędzia nie jest arbitrem, to jaką funkcję właściwie pełni? Może jest on po prostu ojcem sumienia?
W istocie, golf jest jedną z niewielu dyscyplin sportowych, która może obejść się bez nadzoru sędziowskiego, dlatego że opiera się na bezwzględnej uczciwości graczy. Jeżeli przykładowo, gracz uderzy piłkę gdzieś poza fairway, poza gestem pomocy w jej szukaniu, nikt za nim nie pobiegnie, nie będzie kontrolował jego działań. Jeżeli gracz potrąci tam przypadkowo piłkę, jego obowiązkiem jest dopisać sobie karne uderzenie. Nie ma świadków, a więc pozostaje to kwestią jego sumienia. Sędzia natomiast jest po to, by pomóc graczowi rozwikłać sytuację problematyczną na polu; niejasną, budzącą wątpliwości. Na zachodzie „sędzia”, w tłumaczeniu „referee”, jest słowem rzadko używanym. Zastępuje się je raczej określeniem „rules official”, co samo w sobie stanowi o charakterze pełnionej przez sędziego funkcji. Trzymając się tych różnic, sędzia powinien być raczej „urzędnikiem od reguł”, nie osądzającym. To jest jego decydująca funkcja. Jeżeli zakładamy więc, że wszyscy gracze są uczciwi, to sędzia jest przedłużeniem tego założenia. Gracz ma prawo w każdym momencie zawahania zadzwonić do sędziego. A ten z kolei, ma obowiązek udzielenia mu pomocy.

(dzwoni telefon od zawodnika z prośbą o udzielenie rady) Pana telefon pewnie rzadko przestaje dzwonić. O co najczęściej golfiści pytają?
Często dzwonią, by zapytać czy sędzia miał rację (śmiech), stawiając mnie w bardzo niekomfortowej sytuacji. Poza tym wątpliwości u graczy są przeróżne. Np. gracz, który dzwonił przed chwilą pytał czy można używać meleksów, jeśli nie ma reguły lokalnej, która by na to zezwalała. Zdarza się, że odpowiadam również na pytania zawodników, którzy przebywają akurat za granicą. Ostatnio miałem telefon z pytaniem o to, czy przed wybiciem piłki z przeszkody wodnej w czasie próbnego swingu, strącenie kijem liści z drzewa jest naruszeniem reguł. To sytuacja nierozwiązywalna przez telefon, w ten sposób można poprawić sobie obszar zamierzonego swingu, ale sędzia musi w tym uczestniczyć, musi to widzieć. Zbyt dużo rodzi się w tym przypadku wątpliwości, by podać prawidłową ocenę. Zdarza się również, że sytuacje nie mają jednoznacznego rozstrzygnięcia w obrębie reguł. Nie ma wtedy innej możliwości, jak tylko wysłać pytanie z prośbą o decyzję do R&A.

Przepisy wciąż są udoskonalane. W przyszłym roku wychodzą nowe. Czy przyjdzie taki moment, że będą doskonałe?
Oczywiście, że nie. Początkowo sytuacja była prosta: istniało 13 obowiązujących reguł i nikt nie miał większych wątpliwości jak je stosować w praktyce. Dzisiaj jest inaczej – w czasie, gdy golf stał się sportem masowym, a dodatkowo gracze zawodowi zaczęli grać o duże  pieniądze, ludzie spierają się o wszystko. Wprowadzono nowe reguły, ale paradoksalnie, im więcej stworzono reguł, tym bardziej wszystko się skomplikowało. Nową ideą jest, by z powrotem upraszczać reguły. Myślę, że to dobry kierunek.

Jakich zmian mogą się spodziewać golfiści wraz z wejściem nowych przepisów?
Prawdopodobnie główną zmianą będzie zmniejszenie niektórych kar, tzn. kary nie będą się sumowały. Sądzę, że to ważne założenie. Reguły nie powinny wypaczać samej gry, o którą przecież w istocie rzeczy chodzi. W turnieju chcemy porównywać umiejętności graczy, a nie ich znajomość reguł.

Czy znajomość reguł przekłada się na strategię gry?
Znajomość reguł może pomóc w podjęciu właściwej decyzji. Często reguły są korzystniejsze, niż przewidują zawodnicy.
Przykład: piłka po chipowaniu wpada do bunkra, pod samą ściankę. Większość zawodników uzna ją za nie do zagrania i z jednym uderzeniem karnym zdropuje ją w bunkrze. Wielu graczy jest zaskoczonych, gdy dowiadują się, że można zagrać z fairwaya, z miejsca skąd chipowali.

Łatwiej sędziuje się wielkie turnieje czy klubowe zawody?
Na klubowych turniejach częściej zdarzają się niesamowite i trudniejsze sytuacje. Niedoświadczeni zawodnicy potrafią tak skomplikować sprawę, że w głowie się to nie mieści. Potrafią zabrać piłkę z out’u, chcą ją dropować, a potem wrócić i zagrać prowizoryczną. Im większe zawody tym właściwie mniejszy stres dla sędziego, bo zawodnicy lepiej znają reguły.

Zdarza się Panu mieć jakieś wątpliwości podczas sędziowania?
Nie, nie zdarzają się takie sytuacje. Choć podobno sędziowie dzielą się na tych, którzy już popełnili błąd i na tych, którzy go dopiero popełnią. Nawet najlepsi czasem się mylą.

Jakie ma Pan plany na najbliższą przyszłość?
Jesienią wyjdą nowe reguły, będę je tłumaczył na język polski. Jeśli PZG otrzyma licencję na wydanie Decisions Book, będę również tłumaczył decyzje. Chcę również opracować porządne regulaminy dla turniejów mistrzowskich PZG. Przygotowuję cykl wykładów z reguł dla graczy klubowych. Zimą wybieram się do Stanów na spotkanie najbardziej zaawansowanych sędziów, chciałbym swój wynik poprawić na sto procent. Przygotowuję również materiał na szkolenie naszych sędziów. Jednym słowem jest, co robić.