Kusznierewicz: po igrzyskach czas na golf

30 sierpnia 2011

Mateusz Kusznierewicz oświadczył, że olimpijskie regaty Londyn 2012 będą piątymi i ostatnimi igrzyskami w jego karierze. Złoty medalista w klasie Finn z Atlanty 1996 zaznaczył też, że nie odejdzie z żeglarstwa, ale więcej czasu poświęci na grę w golfa.

Kusznierewicz, który reprezentuje dwa kluby – gdański żeglarski i podwrocławski golfowy Toya – wraz z Dominikiem Życkim (Spójnia Warszawa) w połowie sierpnia startowali w przedolimpijskich regatach u wybrzeży Weymouth. Po nich trzykrotny mistrz świata – w Finnie (1998, 2000) i Starze (2008) udał się na podszczecińskie pole Binowo Park, gdzie rywalizował w równolegle rozegranych turniejach: World Golfers Championship Poland i Diners Club Trophy. Dzisiaj odlatuje do Dublina na rozpoczynające się tam w niedzielę mistrzostwa Europy w klasie Star.

Anna Kalinowska: Choć jesteś w trakcie żeglarskiego sezonu znalazłeś chwilę, by wystartować w turnieju golfowym. W dodatku  wraz z Jerzym Dudkiem i Mariuszem Czerkawskim stanąłeś na podium celebryckiej kategorii polskiej edycji WGC…
Mateusz Kusznierewicz: Wygospodarowałem parę dni dla mojej pasji. Lubię grać, ale brakuje czasu na golfowe treningi. Jurek i Mariusz znajdują go coraz więcej i efekty widać. Jednak w kalendarzu, który układam z dużym wyprzedzeniem, mam już wpisane, że po Londynie zacznę poważniej traktować ten sport. Wystartuję w turniejach Diners Trophy, liczę też na udział w zawodach organizowanych przez Polski Związek Golfa.

Czyli po londyńskich igrzyskach zakończysz żeglarską karierę?
– Myślałem, czy jej nie wydłużyć do olimpiady w Rio de Janeiro w 2016 roku, ale odszedłem od takiej ewentualności i oficjalnie oświadczam: jeśli zakwalifikuję się do reprezentacji Polski na Londyn 2012, będą to moje ostatnie regaty olimpijskie. Nie ma sześciu kółek olimpijskich, jest pięć. I na pięciu startach poprzestanę.

A później czas na golf…
– Z żeglarstwem związany jestem od dziecka i na pewno pozostanę w nim zawodowo. Mam firmę, która sprzedaje jachty, szkołę żeglarską, fundację, organizuję imprezy żeglarskie na Bałtyku, jestem też ambasadorem miasta Gdańsk do spraw morskich, więc żagle będą obecne w moim życiu. Golf od paru lat jest dla mnie relaksem. Choć pierwszy raz w piłkę uderzyłem kijem w 1993 roku to zatrzymałem się w rozwoju i przez ostatnie pięć lat mam handicap oscylujący wokół 17. Za mało gram, bo prawie 220 dni w roku poświęcam żeglowaniu i aż do londyńskich igrzysk to się nie zmieni. Ale później będę więcej czasu poświęcał na golfa, a przede wszystkim będę trenował.

Żeglarstwo i golf – ile te sporty mają ze sobą wspólnego?
– Golf i żeglarstwo to sporty techniczne, w obu liczy się koordynacja, płynność ruchów, kondycja. Ważna jest też strategia i ocena ryzyka. Podczas kilkugodzinnej rundy golfa trzeba odpowiednio zaplanować rozegranie każdego z osiemnastu dołków, podobnie jak planuje się pokonanie trasy regat. Wielu żeglarzy, gdy wiatr jest słaby, a wyścigi odwołane, udają się na rundę golfa. Wśród rywali naliczyłem sporo golfistów; najlepszym z nich jest Kanadyjczyk Richard Clarke. Gra też wielu Amerykanów i Nowozelandczyków.

Jak oceniłbyś grę Jerzego Dudka, Mariusza Czerkawskiego i Twoją? Jak przebiegała rywalizacja między Wami?
– Aż miło popatrzeć, jak chłopaki grają, jaki niesamowity postęp zrobili w ostatnim czasie. Mają jednocyfrowe handicapy, a ja z radością dobiłem do 15, więc póki co daleko mi do nich. Ale cóż – ja przygotowuję się do igrzysk, a oni są na sportowej emeryturze. Pewnie na golfa poświęcają tyle czasu w tygodniu, co ja w całym sezonie. Nawet policzyłem, że w tym roku zagrałem 7 rund i tyle samo razy byłem na driving range’u. Długa gra nas prawie różni, ale mi brakuje ogrania, mam słabą krótką grę.
Natomiast dawno nie widziałem tak regularnego i konsekwentnego golfisty jak Jurek – szedł w Binowie jak przecinak, właściwie nie miał słabych uderzeń. Wszystko robi ze spokojem, bardzo ładnie gra. Mariusz ma hokejowe uderzenie i potrafi posłać piłeczkę bardzo precyzyjnie, ale czasem nie „klei” mu się gra. Ale innym razem idzie mu super – wczoraj na przykład zagrał jedną dziewiątkę na par.

– Na podium celebryckiej kategorii w Binowie stanęli sami sportowcy, a za nimi byli artyści. Odbierając puchar powiedziałeś „To o czymś świadczy panowie”…
Mówiłem to oczywiście z uśmiechem, ale faktem jest, że osoby, które wcześniej nie miały do czynienia ze sportem nie zdają sobie sprawy z aspektów, która dla nas-sportowców są oczywiste. Często golfiści nie zwracają uwagi na kondycję fizyczną czy odżywianie, a gdy trzeba zagrać kilka rund z rzędu niektórzy są wykończeni. Zapominają o odpowiednim nawadnianiu. Inaczej podczas rundy odżywiam się ja, Jurek czy Mariusz, a inaczej pozostali gracze. Powinni pamiętać, że takie sprawy też są ważne, bo przejście 18 dołków to przecież pięć godzin wysiłku fizycznego na świeżym powietrzu.

Dziękuję za rozmowę.