Jerzy Dudek zaprasza na charytatywny turniej

26 lipca 2011

W Polsce jest na wakacjach, ale odpoczywa aktywnie, poświęcając czas golfowej pasji. Wziął udział w klubowych mistrzostwach kraju, reprezentując Kraków Valley Golf & Country Club. O tym czy golf może konkurować z piłką nożną Jerzy Dudek opowiada w rozmowie z Anną Kalinowską.

Media, piłkarze, kibice – wszyscy zastanawiają się, kiedy podejmiesz decyzję na temat swojej przyszłości…
Mogę zapewnić, że 30 lipca podczas charytatywnego turnieju golfa, który organizuję, zdradzę plany. Żeby uciąć spekulacje czy wybieram się do Kataru, USA, czy też zagram w klubie z jeszcze innego kraju zapraszam w sobotę na podczęstochowskie pole Rosa Private Golf Club.

Poproszę zatem o szczegóły charytatywnego turnieju.
Impreza odbywa się pod nazwą „Sportowcy i artyści dzieciom”. Dochód z niej przeznaczony będzie dla dzieci, poprzez wsparcie Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego oraz Oddziału Patologii i Intensywnej Terapii Noworodków. Poza turniejem organizujemy golfową akademię, rodzinny piknik, koncert, pokaz mody i inne atrakcje. Udział potwierdzili m.in.: Mariusz Czerkawski, Robert Korzeniowski, Mikołaj Grabowski, Piotr Zelt. Zapraszamy wszystkich, na pewno nie zabraknie miejsca. Najważniejsze, że zagramy znowu dla dzieci.

Zagracie znowu, bowiem to trzecia edycja tej imprezy.
Pierwszy raz graliśmy w Kraków Valley dla fundacji „Mam marzenie”. W lipcu zeszłego roku na polu w Konopiskach zbieraliśmy fundusze na renowację kilku częstochowskich placówek oświatowych dotkniętych powodzią. Wspaniale uczestniczy się w takich akcjach, jak WOŚP czy Szlachetna Paczka, której jestem ambasadorem. Podczas charytatywnego turnieju realizując golfowe pasje możemy pomagać dzieciom – to daje ogromną satysfakcję.

Podobno zacząłeś grać w golfa, bo kij znalazłeś pod choinką..
Tak, ale nie bożonarodzeniową, a tą w ogródku. To było po moim ostatnim sezonie w Liverpoolu, w 2007 roku. Zabieraliśmy się do pakowania i wyjazdu z miasta, gdzie spędziliśmy 6 lat, kiedy w ogrodzie znaleźliśmy z synem Olkiem stary kij golfowy. Najpierw próbowaliśmy uderzać plastikowe piłki, później kupiliśmy normalne. Pewnego dnia zjawił się nasz ogrodnik (handicap 8!) i zaproponował, że przyjrzy się moim pierwszym golfowym krokom. Od razu stwierdził, że mam dryg i powinienem zacząć grać. Kolejnego dnia zadzwoniłem do Adidasa (wówczas mojego sponsora) z prośbą o przysłanie kompletu kijów.

W telewizji wolisz obejrzeć mecz piłkarski czy turniej golfowy?
Zdecydowanie wybieram transmisje golfowe! Piłka jest wszędzie, codziennie i po kilka razy. Jest jej w mediach tyle, że głowa może rozboleć. Gdy oglądam relacje z wielkich golfowych rozgrywek to robię pewnego rodzaju trening mentalny – podglądam technikę i strategię graczy. Przynosi efekty, ale tak mnie te transmisje wciągają, że czasem nie zauważam, że już druga w nocy, a przed meczem trzeba się wyspać. Hiszpański Canal + ma kanał golfowy, więc oglądanie nie jest tak trudne, jak w Polsce.

Właśnie – w Polsce o golfie rzadko się mówi, jeszcze rzadziej pisze… Liczba golfistów też imponująca nie jest.
Ja już nie potrafię wytłumaczyć tego fenomenu – miliony ludzi na świecie uprawiają tę dyscyplinę, to jeden z najpopularniejszych sportów świata. Golf w Hiszpanii ma więcej członków zrzeszonych niż piłka nożna. Wiadomo, że jego historia w naszym kraju jest krótka, że nie mamy „golfowego Małysza”. Inne państwa też się takim nie szczycą, a golfistów liczy się u nich w setkach tysięcy.

O piłkarskich Orlikach rozmawiałeś z ministrem sportu. Jakbyś miał możliwość porozmawiać o rozwoju golfa to co byś zaproponował?
Podsunąłbym mu pomysł budowania driving range’ów na podobnych zasadach, co Orliki. Ministerstwo powinno wspierać budowę komunalnych, ogólnodostępnych strzelnic golfowych. One nie potrzebują takich hektarów, jak pola, więc mogą powstawać w miastach i miasteczkach, a ich budowa jest relatywnie tania. Umożliwiłyby wielu dzieciakom, a nawet całym rodzinom, zapoznanie się z golfem. W Hiszpanii jest to sport publiczny…

… któremu nie towarzyszy stereotyp, że to nudny sport dla milionerów.
Oczywiście są tam również elitarne kluby, w których członkostwo kosztuje nie mało, ale jest mnóstwo obiektów ogólnodostępnych, na które przychodzą dzieci, młodzież i emeryci. U nas dopiero powstają pierwsze komunalne obiekty. Trzeba wyjść ludziom naprzeciw i dać możliwość spróbowania, czym jest ten piękny sport.

Co takiego wartościowego widzisz w golfie?
Niesamowity jest kontakt z naturą. Działa to na mnie uspokajająco i pozytywnie. Lubię kontakt z przyrodą, a golf daje wręcz nieograniczone i bardzo różnorodne możliwości obcowania z nią. Spacer po parku też jest super, ale jak się nie masz celu to po godzinie wracasz do domu. Tutaj masz cel, jakim jest trafienie piłki do osiemnastu dołków, maszerując przez kilka kilometrów. Grając możesz się wyciszyć, uspokoić emocje, odizolować od miejskiego zgiełku. Jak wracam do domu po rundzie golfa czuję się lepszym człowiekiem.

Brzmi przekonująco, ale ile to wszystko kosztuje? Golf uchodzi za drogi sport.
Też kiedyś myślałem, że to elitarna zabawa dla snobów. Teraz odrzucam argumenty, że golf musi być drogi. Zamawiając przez internet zestaw kijów płaci się grosze. Członkostwo w klubach jest coraz tańsze i za około cztery tysiące złotych można grać cały rok i korzystać z pola do woli. Ale przecież nie trzeba zaczynać przygody z golfem od rocznego członkostwa – można założyć koszulkę polo, sportowe buty, kupić kije i kupować pojedyncze wejścia.

Kto Cię uczył grać?
Sam się uczyłem. Przez półtora roku czytałem książki na ten temat, szukałem wskazówek w internecie. Ponieważ przeprowadziłem się wtedy do Hiszpanii to miałem driving range na każdym kroku. Okazało się, że fizjoterapeuci i lekarze Realu Madryt, podobnie jak cztery miliony Europejczyków, grają w golfa. W wolnych chwilach zabierali mnie na pole i każdy coś podpowiedział. Dopiero po półtora roku, gdy mój handicap stanął na poziomie 28, poszedłem na lekcje. Pierwsze poważniejsze szlify zbierałem w Kraków Valley Golf & Country Club.

To klub, który reprezentujesz w odbywających się właśnie klubowych mistrzostwach Polski. Pogoda na obiektach klubu Toya nie przypomina madryckiego słońca. Leje deszcz, zacina wiatr, jest zimno. Uczestnicy lamentują, żeby przerwać grę. Nie miałeś ochoty powiedzieć sobie „Dość! Golf to ma być relaks, a nie walka o przetrwanie”?
Wczoraj taka myśl mi przebiegła po głowie. Jednak w golfie ważne jest z kim grasz. Losowanie tak mi dobrało przeciwników, że kilkugodzinna runda w deszczu i tak była przyjemnością. Atmosferę kreują gracze i na tych mistrzostwach rywale sprawili, że zapominałem o zacinających strugach deszczu. Zresztą piłkarskie mecze nieraz odbywały się w dużo gorszych warunkach. Pamiętam, jak bodajże w 1998 roku z Feynoord Rotterdam graliśmy we Włoszech – sędzia przerwał grę po 45 minutach, bo boisko było kompletnie zalane i mecz nie został dokończony. Także jestem odporny.

Wczoraj zagrałeś najlepiej spośród siódemki zawodników Twojej drużyny. Dziś również zdobyłeś dla nich cenne punkty. Mógłbyś niedługo zostać zawodowym golfistą…
Lepiej być dobrym amatorem niż kiepskim profesjonalistą. Konkurencja w golfie jest bardzo duża, więc tę dyscyplinę zostawiam sobie dla przyjemności. Tym bardziej, że aby odnosić w niej sukcesy trzeba treningów tak czasochłonnych, jak w każdym innym sporcie. Jak wciąż się uczę golfa, ale wiele aspektów mogę aportować z piłki – planowanie treningu, przygotowanie mentalne.

Który z piłkarzy jest najlepszym golfistą?
Wielu z nich bardzo dobrze gra w golfa. W Liverpoolu grali prawie wszyscy – Owen (hcp 4), Gerrald (hcp 8). Najlepiej grał Agger – hcp 2.4! Gdy miał 17 lat mógł zostać profesjonalnym golfistą, ale wybrał futbol. Startowałem w Madrid Golf Masters z Gutim, który ma handicap na poziomie 8. Ja mam teraz hcp 9,9.

Najgorsze wspomnienie związane z golfem to…
W pierwszym roku mojej przygody z tym sportem, grając na polu sam, nie wiedziałem co oznacza syrena. Kiedy zawyła, wcale się nie przejąłem i kontynuowałem grę, a zbliżała się burza z piorunami. Dziwiłem się tylko, że jakoś wszyscy zniknęli mi z pola widzenia… Kiedy było już bardzo poważnie i niebezpiecznie, marschall przyjechał meleksem i dał mi porządną reprymendę za lekceważenie syreny i narażanie życia. Kazał mi dosłownie „zjeżdżać” z pola.

A jakie jest najmilsze?
Gra ze znanymi w golfie zawodnikami. To jest tak, jak amatorscy piłkarze spotykają się z zawodowcami i ambicje ich ponoszą, chcą się sprawdzić w takiej rywalizacji. Dla mnie taką okazją podpatrywania zawodowców jest start w turniejach pro-am. To daje dużo satysfakcji, podobnie jak podziwianie zagranicznych pól. Ucieszyłem się, gdy w branżowej gazecie przeczytałem, że trzeci dołek na portugalskim polu Vale do Lobo uchodzi za jeden z najtrudniejszych i wielu graczy gubi tam piłki. A ja tam grałem i trafiłem!

Dziękuję za rozmowę.